Gdy Rackete schodziła ze statku w porcie na Lampedusie, witały ją i brawa, i gwizdy. – Poświęcasz się dla 40 osób! – wołała z tłumu jakaś kobieta. – Mam nadzieję, że ci Murzyni cię zgwałcą! – krzyczał młody Sycylijczyk, domagając się zakucia kobiety w kajdanki. 31-letnia działaczka lewicowych organizacji pozarządowych została jednak zatrzymana bez użycia siły. Trafiła do aresztu domowego – najpierw na Lampedusie, a potem w prywatnym domu na Sycylii. Sąd szybko kazał ją zwolnić, choć w teorii wciąż grozi jej kilkuletnia odsiadka, grzywna wynosząca nawet 50 tys. euro i przepadek statku.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








