Nowy numer 43/2019 Archiwum

Ostatnia wojna ks. Lazzeriego

– Mój lud jest niewinny. Zabijcie mnie zamiast nich – mówił do Niemców proboszcz z Civitelli. Żołnierze z oddziału walczącego z partyzantką nie chcieli go słuchać.

Co się stanie, kiedy odejdę? Mam nadzieję, że jeden z was zajmie moje miejsce po mojej śmierci – powiedział ks. Alcide Lazzeri do ministrantów Luciana Giovannettiego i Daniele Tiezziego na miesiąc przed tragedią w Civitelli.

– Nie przywiązałem do tych słów większej wagi, ale coś musiało się wydarzyć: ziarno zostało zasiane gdzieś głęboko w moim umyśle – opowiadał później Giovannetti. Dziś ma 85 lat i jest na emeryturze – po 30 latach posługi kapłańskiej i 20 latach biskupiej. Nie ukrywa, że w decyzji o pójściu do seminarium pomógł mu przykład ks. Lazzeriego. Proboszcz z miasteczka w Toskanii pokazał młodemu chłopakowi, jak sprawować funkcję kapłana. Przede wszystkim jednak dał wzór postępowania, gdy 29 czerwca 1944 r. do miasteczka wjechał oddział pacyfikacyjny z 1 Dywizji Pancerno-Spadochronowej „Hermann Göring”.

Kapelan i poeta

Ksiądz Lazzeri został odznaczony za udział w I wojnie światowej, podczas której służył jako kapelan. Podobną funkcję pełnił już podczas wojny włosko-tureckiej toczącej się w latach 1911–1912. Jak podkreślają jego biografowie, stawał zawsze w obronie pokoju, uczył innych braterstwa i wzajemnego szacunku. Zdarzenie z czerwca 1944 r. pokazało, że ta opinia nie była hagiograficzną przesadą.

Alcide Lazzeri urodził się w 1887 r. we wsi Chitignano w Toskanii. Jako młody chłopiec wstąpił do zakonu franciszkanów. Wcześnie, zaledwie w wieku 23 lat, przyjął święcenia kapłańskie. Został proboszczem w miejscowości Modine, a później w Pozzo della Chiana. Podczas Wielkiej Wojny posługiwał młodym żołnierzom. Po jej zakończeniu chciał poświęcić się pracy duszpasterskiej wśród swoich. Pracował w kilku toskańskich parafiach, by ostatecznie trafić do 8-tysięcznej Civitelli w Dolinie Chiany. Był lubiany i szanowany przez swoich parafian. – Umiał rozmawiać z ludźmi – zauważa bp Giovannetti. Ministranci wspominali, że z dumą przyjmowali od niego zadania do wykonania w czasie nabożeństw, a później obserwowali, czy proboszcz daje im dyskretne znaki, że robią wszystko jak należy.

Ksiądz Lazzeri pisał też wiersze. W 1919 r. pod pseudonimem Alchi Delio wydał tomik zatytułowany „Inter alia”. W 1926 r. ukazały się jego poematy poświęcone św. Franciszkowi z Asyżu, w których wspominał własne powołanie zakonne.

Błogosławieństwo dla partyzanta

Podczas II wojny światowej w Civitelli szukało schronienia około tysiąca mieszkańców okolicznych wsi. W miejscowości ks. Lazzeriego musiało zatem być relatywnie spokojnie. Nie trwało to jednak długo. Gdy we wrześniu 1943 r. aresztowano Benita Mussoliniego i podpisano zawieszenie broni z aliantami, Toskania znalazła się w granicach marionetkowej Włoskiej Republiki Socjalnej zwanej Republiką Saló. Podczas gdy na południu Amerykanie i ich sojusznicy zdobywali kolejne miasta, w Republice Saló wciąż formalnie rządził uwolniony przez Niemców Mussolini, a w praktyce – sami Niemcy. W pobliżu Civitelli operowali też antyfaszystowscy partyzanci z oddziału Edoardo Su- cchiellego ps. Renzino, żołnierza z oddziałów spadochronowych. Początkowo jego grupa liczyła 20–30 osób. 10 z nich było dawnymi więźniami pobliskiego obozu koncentracyjnego w Laterinie, z którego we wrześniu 1943 r. uciekli zde- zorientowani strażnicy. W połowie 1944 r. „Renzino” miał już pod sobą ok. 90 partyzantów. Wśród nich był niejaki Vasco Caroti, który dołączył wiosną 1944 r. Jak sam mówił, wcześniej poprosił o błogosławieństwo ks. Lazzeriego, gdyż uważał go za osobę popierającą sprawę, o którą walczyli partyzanci. Trudno zweryfikować, czy ks. Lazzeri faktycznie pobłogosławił żołnierza. Caroti i Succhielli wzięli bowiem udział w incydencie, który sprowadził na Civitellę zemstę Niemców. Po wojnie „Renzino” musiał się z tego tłumaczyć. Być może zatem jego podwładny na siłę szukał okoliczności wyjaśniających zdarzenie z 1944 r. Możliwe też jednak, że Caroti rzeczywiście otrzymał błogosławieństwo kapłana.

Śmierć maruderów

Do incydentu doszło 18 lub 19 czerwca. Klęska Niemców wydawała się bliska. W maju 2 Korpus Polski zdobył Monte Cassino. Alianci przekroczyli Linię Gustawa, a 4 czerwca zajęli Rzym. Partyzanci Succhiellego tłumaczyli po wojnie, że 18 czerwca alianckie samoloty zrzuciły w pobliżu ich bazy ulotki wzywające do atakowania wroga, gdziekolwiek się go napotka. Tego samego lub następnego dnia „Renzino” dowiedział się, że w Civitelli przebywa czterech niemieckich maruderów. Ludzie z miasteczka mieli narzekać, że partyzantów nie ma tam, gdzie są potrzebni. „Renzino” udał się do Civitelli z 20 towarzyszami, wśród których był Caroti. Niemieccy żołnierze siedzieli w oberży. Na widok partyzantów trzech z nich podniosło ręce do góry, ale czwarty stawiał opór. Włosi otworzyli ogień. Zabili dwóch żołnierzy i ciężko zranili trzeciego, który też wkrótce zmarł. Rany odniosło również kilku cywilów, którzy stali w pobliżu, w tym Daniele Tiezzi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama