Nowy numer 43/2019 Archiwum

Bo życie jest żywe

O wartości każdego życia, działalności kliniki Budzik i szukaniu skutecznych metod wybudzania ze śpiączki opowiada Ewa Błaszczyk.

Barbara Gruszka-Zych: Grała Pani Orianę Fallaci w spektaklu „Chwila, w której umarłam”. To mocna kobieta, która potrafiła przypomnieć amerykańskiemu parlamentowi, że każda chwila życia jest bezcenna. Była o tym przekonana, mimo że sama zmagała się z rakiem. Dzisiaj wielu dąży do skrócenia życia tym, którzy mają małe szanse na wyjście z choroby.

Ewa Błaszczyk: To nie jest w porządku. Bo co się w ten sposób zyskuje?

Święty spokój.

I to jest takie fajne?

Dla wielu tak. Jak Fallaci przypomina Pani, że trzeba cieszyć się każdą chwilą.

Bo życie jest absolutnym darem, cudem, czymś fantastycznym. Życie jako życie.

Niezależnie od tego, czy to życie w komie, czy z pełną świadomością. Co to jest koma?

Największe zaburzenie świadomości, potem następuje już tylko śmierć.

Co może pomóc w wyjściu z komy?

To bardzo indywidualne. Zależy, jaki kto ma bagaż doświadczeń – ile książek przeczytał, ile zobaczył obrazów, ilu poznał ludzi, jaką ma wrażliwość. Małe dziecko jest bardzo trudne do rehabilitacji, bo prawie nie ma takiego zapisu. Im on jest dłuższy, tym więcej pojawia się skojarzeń, które mogą sprawić, że śpiący się obudzi.

Zapis to pamięć tego, co się wydarzyło w życiu do wypadku lub choroby?

To jest coś, co nas kształtuje. Kochamy ludzi, zwierzęta, kwiaty, książki, filmy i to wszystko w nas jest. Ktoś, kto odwiedza te nasze wewnętrzne rejony, mówi potem: „Byłem w pięknej krainie”. Ale ja nie wiem, do jakiego stopnia opowiada o tym, co tam widział, a na ile interpretuje tamtą rzeczywistość. Bo to się chyba musi przenikać. Na przykład ktoś opowiada, że wszyscy są tam na „ty” i nie ma płci, języków, jest tylko wymiana świadomości. Przyznaje, że jest tam tak fajnie, że właściwie nie miał powodu tutaj wracać. Przeniesiony w inny świat musi zostać bardzo zmotywowany, żeby chciał wrócić do tego śmierdzącego ciała.

Ile dzieci obudziło się w Pani Budziku?

57 w Warszawie i 15 w Olsztynie.

To cud?

Nie, to ciężka praca wykonana w odpowiednim czasie przez zespół ludzi.

Dotąd nie było w Polsce takiej kliniki dla dzieci w śpiączce, choć podobne działają od dawna na całym świecie.

Nie na całym, ale w cywilizowanym świecie. Na szczęście już ją mamy i nie tracę nadziei, że powstanie ich więcej. Niewątpliwie tym wszystkim chorobom doprowadzającym do komy winien jest stres, w którym żyjemy, nieustanne poganianie, bo wszystko dzieje się coraz szybciej, szybciej, szybciej… A potem nagle dopada nas udar, alzheimer, parkinson, stwardnienie rozsiane, stwardnienie boczne zanikowe. Musimy się tym zająć, bo to dotyczy coraz większej liczby coraz młodszych osób. Nieustannie prowadzimy wyścig z czasem. Najważniejsze, żeby wpaść na to, jak można odbudować połączenia neuronowe, które na skutek udarów, innych chorób czy wypadków zostają u chorego przerwane. Można przedstawić to obrazowo: łączymy dwa druty i pojawia się między nimi iskra. Komórka macierzysta, odnawialność połączeń neuronowych – to wyzwania, które stoją przed naukowcami.

Długo trwa terapia prowadząca do wybudzenia?

W zależności od decyzji lekarzy chore dzieci przebywają w klinice do roku, a nawet piętnastu miesięcy. Lekarze i rehabilitanci pracują z nimi od rana do nocy. Ich rodzice też są poddani terapii, prowadzącej do oswojenia z szokiem. Chodzi o to, żeby byli przygotowani na to, by wziąć dziecko do domu, i wiedzieli, co w postępowaniu z nim jest najważniejsze, a co mniej istotne. Poza tym oni sami są dla rehabilitantów ważnym źródłem poznania planu emocjonalnego pacjenta. Bo czasem trzeba na niego zadziałać szokowo.

Na czym to polega?

Na przykład robi się komuś tzw. rezonans funkcjonalny i podczas badania wyświetla się zdjęcie twarzy kobiety, przez którą próbował się powiesić z powodu zawiedzionej miłości. Jeśli badany dostaje wtedy szału, wszystko mu się w mózgu zapala, to wiemy na pewno, że mózg żyje.

Niesamowita konfrontacja… A czym się różni rezonans funkcjonalny od znanego powszechnie rezonansu?

Dzięki niemu można zbadać funkcje mózgu, a nie jego struktury. Podczas badania rozmawia się z pacjentem, puszcza mu się głosy, filmy, muzykę, pokazuje fotografie. Pod wpływem tych bodźców coś powinno się zacząć dziać. Wtedy zwykle budzą się emocje, a to podstawa.

Na co dzień wskazane jest raczej hamowanie emocji, a tu okazują się kluczem do wybudzenia.

Zdarzyło się, że ktoś u nas się wybudził, kiedy wieziono go po kocich łbach. Gdy koło wpadło do dziury, wózek o mało się nie wywrócił, a on się ocknął. Jakie emocje mogło to w nim obudzić?

Obudzeni cieszą się, że wracają do tego świata?

Nie zawsze, to bardzo indywidualne. Zdarza się, że nie wyrażają radości, bo byli w czarnej dziurze i nie pamiętają niczego. Ale ktoś opowiada, że był gdzieś tam i rozmawiał ze zmarłym ojcem. Kiedy się obudził, siedząca przy nim matka zaczęła mu uświadamiać, że ojca nie ma od 20 lat. A on jej na to z przekonaniem: „Ale co ty, on jest – właśnie z nim rozmawiałem”.

Ta obecność była dla niego bardzo realna.

Wybudzeni przyznają, że ich przeżycia są dużo bardziej rzeczywiste niż nasza aktualna rozmowa. Tak też mówił mi reżyser Wiesiek Saniewski, który przeszedł śmierć kliniczną. Pracowałam z nim przy siedmiu filmach. On, matematyk ze ścisłym umysłem, opowiedział mi swoją historię i stwierdził, że to, co się działo w innej przestrzeni, było dużo bardziej rzeczywiste niż to, co jest tu.

Czy obudzeni poznają tych, którzy się nimi zajmowali?

Bardzo często leżący, z naszej perspektywy jakby nieobecni, pamiętają głos pielęgniarki, która się nimi zajmowała, czytała im książki. Rozpoznają ją po głosie.

Okazuje się, że żadna minuta przy przebywającym w śpiączce nie jest stracona. A jak Pani porozumiewa się ze swoją córką Olą?

Idę za głosem wewnętrznym, za intuicją. Mam z nią niewątpliwie kontakt emocjonalny. Kiedy jestem w innym mieście i dzwonię, to ona, słysząc mnie, ma szybsze tętno, przyspieszony oddech… To samo dzieje się, kiedy przytulamy się do siebie. Jak mówią mi pielęgniarki, ona już rozpoznaje, że to ja, kiedy otwieram drzwi i idę do niej. Rozpoznaje kroki. Wieczorami, kiedy wracam z teatru, zawsze żegnam się z nią na dobranoc. To są takie nasze rytuały. No i Ola stale czeka… Zobaczymy…

Do momentu obudzenia czekający są podprowadzani przez całodobową terapię.

To jest ciężka harówka…

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama