Nowy numer 42/2019 Archiwum

Polska, gola!

Polska wygrała spór o Fransa Timmermansa… dla Niemiec, Francji i innych państw twardego jądra UE. Nowe władze unijne to dream team europejskich federalistów.

To prawda – mogło być gorzej. Nie znający umiaru w naginaniu unijnych procedur i „dopisywaniu” sobie pozatraktatowych kompetencji polityk z Holandii dał wystarczająco dużo powodów, by zdyskredytować się jako kandydat na szefa Komisji Europejskiej. I to nie tylko polskie czy węgierskie zatargi z Timmermansem, ingerującym w obszary, które należą do wyłącznych kompetencji państw członkowskich, były argumentem za niedopuszczeniem do objęcia przez niego tego stanowiska. W chwili, gdy Unia przeżywa poważny kryzys i gdy podziały co do dalszego kierunku integracji (lub dezintegracji) pogłębiają się coraz mocniej, na czele najważniejszej – obok Rady Europejskiej – instytucji unijnej powinien stanąć ktoś, kto przynajmniej nie kojarzy się z silnie konfrontacyjną postawą wobec – mimo wszystko – suwerennych rządów krajowych. W tym sensie zablokowanie kandydatury Fransa Timmermansa na szefa Komisji Europejskiej można uznać za pewien sukces Polski i jej partnerów podzielających nasze obiekcje. Tyle tylko, że prawdopodobnie sukcesu by nie było, gdyby nie bunt w samej Europejskiej Partii Ludowej, której liderzy nie byli poinformowani o nagłej wolcie Angeli Merkel i jej ustaleniach w małym gronie przywódców na wyjeździe do Osaki.

Są przynajmniej dwie możliwe interpretacje tej zaskakującej rozgrywki. Pierwsza, zakładająca częściową przegraną pani Merkel: kanclerz Niemiec wolała oddać Komisję w ręce socjalisty z Holandii, byle tylko stanowisko szefa Europejskiego Banku Centralnego nie wpadło w „niepowołane ręce”, to znaczy: by tym razem przypadło ono albo Niemcowi, albo komuś o zbliżonym do Berlina podejściu do strefy euro. Tymczasem jednak zamieszanie wokół kandydatury Timmermansa – będącej sumą sprzeciwu Grupy Wyszehradzkiej oraz buntu wśród chadeków – sprawiło, że EBC dostaje się w ręce rekomendowanej przez prezydenta Macrona Francuzki, co oznacza, że to Francja, która nie kryje swoich własnych wizji dotyczących reformy strefy euro, będzie miała znaczący wpływ na wspólną walutę. Wersja druga, zakładająca wygraną Merkel: efekt zamieszania (kontrolowanego przez nią lub nie) jest taki, jaki schodząca powoli ze sceny politycznej kanclerz mogła sobie wymarzyć. Dotąd szefem kluczowej instytucji, jaką jest Komisja Europejska, Niemiec był tylko jeden raz (pierwszy przewodniczący, Walter Hallstein w latach 1958-1967). Później niepisaną regułą stało się to, by nikt rekomendowany przez Berlin nie objął tej funkcji, by nie pogłębiać i tak dominującego przekonania, że EWG i potem UE rządzą tak naprawdę Niemcy.

Dlatego, mimo wszystko, taki układ – niemiecka szefowa KE i francuska szefowa EBC – to idealny, wręcz wymarzony układ tandemu francusko-niemieckiego, który od początku stanowił lokomotywę integracji europejskiej. To wcale nie musi oznaczać kłopotów dla Polski, o ile będzie wola konstruktywnej (a nie opartej tylko na sile) współpracy z Warszawą. Tyle tylko, że w praktyce powstały układ władzy na szczytach UE (o ile zostanie zaakceptowany przez Parlament Europejski) – włączając do tego hiszpańskiego socjalistę na czele tzw. unijnej dyplomacji – cementuje raczej na kolejne lata twardy kurs w kierunku federacyjnym, który jest dokładną odwrotnością tego, jak integrację europejską widzą kraje naszego regionu. Na nic zdały się głośne zaklęcia po wyborach do PE, że oto mamy do czynienia z nowym rozdaniem i szansą na nowy powiew w UE. Żadna prawicowa siła polityczna, która wygrała wybory w swoich krajach, nie będzie miała wpływu na prace najważniejszych instytucji unijnych. Taki paradoks tego systemu, który jeszcze jakimś cudem (nie licząc i tak niepewnego brexitu) trzyma się przy życiu. Polska delegacja z pewnością strzeliła gola, przyczyniając się do blokady wyboru Fransa Timmermansa. Trudno jednak jednoznacznie określić, nawet przy powtórce w zwolnionym tempie, do której bramki tak naprawdę strzeliliśmy.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

  • Maryja!
    04.07.2019 14:46
    Gdyby zrównoważony rozwój, równowaga głosów i integracja rezydentów z państw trzecich przebiegały poprawnie nie byłoby problemu federacji, ale na dzień dzisiejszy jest ona realizowana w interesie najsilniejszych. Niemcy i Francja mają najwięcej do powiedzenia i to one przewodza procesowi integracji. Polska dzięki rządom PiS osiągnęła sporo i co najważniejsze stara się rozstrzygać problemy pozostawione przez poprzedników. Jeżeli znajdziemy sposób na zrównoważony rozwój możemy w przyszłości przywrócić znaczenie Trójkąta Weimarskiego.
    doceń 3
  • Bodo Altmann
    04.07.2019 16:27
    Po pierwsze Frans Timmermans pozostanie na tym samym stanowisku jakie piastuje od pięciu lat i teraz u boku pani Von de Leyen będzie jeszcze więcej dbał o praworządność w Polsce. Po drugie pani ‎Christine Lagarde ma to samo podejście do Euro co Niemcy co było wyraźnie widać w sprawie długów Grecji. Po trzecie można się starać jak się chce cały świat wie że to nie Polska tylko Węgry a właściwie pan Orban sprzeciwiał się wyboru panów Manfreda Webera a potem Fransa Timmermansa. Dlatego można powiedzieć "ten się śmieje co się ostatni śmieje" Polska śmieje i cieszy dzisiaj, jutro będzie gorzej z tą radością niestety. Może za 5 lat ktoś będzie ten kraj bardziej doceniał warunkiem jest jednak by nie stawiać się dalej pośmiewiskiem europy.
    doceń 11
  • gość
    05.07.2019 09:01
    Sukces polega na tym, że pierwszy raz małe kraje nie wystraszyły się niemieckiego Hegemona i posłuchały Polski w walce z Timmermansem. Tak jak Europa śmieje się z Polskiego przewodnictwa w regionie, tak też bacznie mu się przygląda. Tak jak śmieje się z międzymorza tak też chce do niego dołączyć o co starają się przecież Niemcy.
    doceń 3
  • żylasty
    05.07.2019 10:24
    Nie ze wszystkim się zgadzam z autorem, ale artykuł jest b.dobry. Daje do myślenia. Moim zdaniem lepiej było zatopić Webera i Timermansa który uruchomił artykuł 7, storpedował spotkanie Kaczyńskiego z Junkerem a odwiedza nasz kraj żeby spotkać się z Biedroniem czym ewidentnie lekceważy władzę w Warszawie. Nie wiem kim jest Ursula ale ma 7 dzieci i można wysnuć z tego pewne wnioski. 1.szanuje życie, także dopiero poczęte, 2.dba o interesy każdego członka rodziny, nawet najmniejszego, 3.jest odpowiedzialna, 4. ma doświadczenie zespołowe. Zatem na pewno oddaliśmy strzał na właściwą bramkę ale nie jestem pewien czy zdobyliśmy gola. Jako kibic wiem że piękne strzały też mają swoją wartość.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji