Nowy numer 42/2019 Archiwum

Bezdomny problem

Krakowski radny Łukasz Wantuch chciał się pozbyć osób bezdomnych z centrum miasta. Zaproponował rozwiązania, delikatnie mówiąc, kontrowersyjne.

Zaczęło się od dwóch projektów uchwał Rady Miasta Krakowa. Założenie pierwszej brzmiało: „jedzenie za pracę”. Chodziło o to, by prawo do pomocy miały tylko te osoby bezdomne, które wykonają określoną pracę na rzecz miasta. Druga uchwała miała dotyczyć zmiany regulaminu okalających rynek Plant. Radny proponował wprowadzenie zakazu rozdawania żywności bez zgody administratora, spania na ławkach, żebrania czy oddawania moczu w miejscach publicznych. Wszystko po to, by bezdomni nie psuli wizerunku miasta, nie przeszkadzali oraz by – jak argumentował Wantuch – Kraków przestał mieć opinię miasta, w którym można zjeść za darmo. „Czy taka osoba, nawet słaba, chora i skrzywdzona, ma prawo łamać wszelkie zasady tylko dlatego, że jest bezdomna?” – pytał w komentarzu do swoich projektów radny Wantuch. Obie uchwały zostały odrzucone przez Komisję Praworządności RMK.

Karuzela pomysłów

Temat żył w mediach tradycyjnych i społecznościowych przez kilka dni. Komentowali inni radni, dziennikarze, internauci. Radny Wantuch rzucał kolejnymi pomysłami. Na jego facebookowym profilu dyskutowano już o „jedzeniu za kąpiel” oraz problemie osób bezdomnych w tramwajach i autobusach. Łukasz Wantuch zdążył zapowiedzieć, że zaprosi 50 bezdomnych do restauracji, z której w dniu posiedzenia korzystają radni. Opisał swoje spotkanie z kilkoma osobami bezdomnymi, którym przez najbliższy rok zamierza co tydzień płacić za weekendowe sprzątanie miasta (ma odkupywać od nich pozbierane butelki). Zapowiedział uruchomienie Patrolu na Plantach, czyli „pomocy dla osób bezdomnych, ale w zamian za wykonywanie drobnych prac na rzecz społeczności, w tym sprzątanie Plant”, oraz złożenia projektu uchwały dotyczącej „jedzenia za pracę” i interpelacji w sprawie rozszerzenia godzin otwarcia łaźni.

Głos zabrały także organizacje pozarządowe – w tym Zupa na Plantach, którą do tablicy wywołał radny. To grupa osób, które dwa razy w tygodniu spotykają się, by wspólnie ugotować zupę, a następnie podzielić się z nią z osobami bezdomnymi właśnie na krakowskich Plantach. Rozdawanie ciepłego posiłku to też okazja do spotkania, rozmów i poznawania historii tych, którzy z pomocy korzystają. W komentarzu do swoich pierwszych projektów Wantuch stwierdził bowiem, że choć podziwia osoby zaangażowane w Zupę, to „ich działania pogłębiają tylko problemy dla naszego miasta”. W oświadczeniu wydanym przez Zupę na Plantach zwrócono uwagę, że radny „używa agresywnego języka i formułuje swoje opinie w sposób, w jaki nie wypada zabierać głosu nigdzie i o nikim”, a „problemy, o których mówi, są realne, ale propozycje rozwiązań absurdalne”. Zaznaczono, że wiele zarzutów stawianych osobom bezdomnym można odnieść także do imprezujących w mieście turystów. „Wbrew temu, co część osób (w tym radny Wantuch) twierdzi, nasze spotkania nie mają na celu rozdawnictwa jedzenia. Zupa jest tylko pretekstem do spotkania” – napisano w oświadczeniu, podpisanym m.in. przez prezesa Fundacji Zupa Piotra Żyłkę. „Dla nas to nie są »żule, których trzeba wyrzucić z miejsc będących wizytówką miasta«, ale konkretne osoby. Rafał, Paweł, Michał, Ania, Ola, Sylwia, Wojtek, Krzysiek, ludzie, których życie potwornie poraniło i zostali już niejednokrotnie skopani i obdarci z godności. To są tacy sami ludzie jak my, mają takie same prawa jak my i taką samą godność jak my. Dlatego nie przestaniemy się z nimi spotykać”.

Łukasz Wantuch 29 czerwca – również na Facebooku – poprosił o możliwość wyjaśnienia swoich intencji i porozmawiania z osobami bezdomnymi podczas niedzielnego spotkania Zupy. Zaapelował też, by każdy z krytykujących go wpłacił na Zupę po 10 zł.

Od ubrania do mieszkania

Osoby z Zupy na Plantach podkreślają, że problem bezdomności jest złożony i „nie da się go rozwiązywać, nie poznając i nie zdobywając zaufania osób starających się przetrwać na ulicy”. Jak bardzo skomplikowana jest walka z kryzysem bezdomności, dobrze pokazuje przykład działającego w Krakowie od 15 lat Dzieła Pomocy św. Ojca Pio. – Z różnych form pomocy korzysta u nas około 1,5–2 tys. osób – mówi Jolanta Kaczmarczyk. Szybko dodaje, że w Dziele zasadą jest patrzenie nie na statystykę, ale na każdą z osób indywidualnie. – Ta pomoc nie jest anonimowa, jest bardzo mocno oparta na relacjach – tłumaczy. Dzieło zajmuje dziś dwa budynki – przy ul. Smoleńsk (kilkadziesiąt metrów od Plant) oraz przy ul. Loretańskiej. Ma własnych pracowników, ale korzysta też z pomocy wolontariuszy i innych organizacji. – Można powiedzieć, że w ciągu jednego dnia możemy z osoby doświadczającej bezdomności zrobić osobę „domną” – mówi Kaczmarczyk. Jak to działa? W Dziele każdy może skorzystać z łazienki i fryzjera. Jest garderoba, gdzie można otrzymać ubrania, oraz pralnia. – Każdy pierze swoje rzeczy indywidualnie – zaznacza Jolanta Kaczmarczyk. Przy ul. Smoleńsk działa jadłodajnia, którą prowadzą siostry felicjanki. Przyjmują tu też Lekarze Nadziei. Jest pomoc psychologiczna i psychiatryczna. Są wolontariusze prawnicy. – Pomagają rozwiązywać problemy prawne i traktują te osoby tak samo jak klientów swoich kancelarii – zapewnia zastępca dyrektora Dzieła Pomocy św. Ojca Pio. Pracownicy socjalni i doradcy zawodowi pomagają natomiast w porządkowaniu spraw socjalnych. Dzieło współpracuje z firmami, które chcą zatrudniać jego podopiecznych. Cały system wieńczy program mieszkań wspieranych (treningowych), przeznaczonych zarówno dla rodzin, jak i dla osób samotnych czy samotnie wychowujących dzieci. – Tak naprawdę to każda osoba wyznacza czas, w którym jest w stanie całą tę pomoc przyjąć. To jest sprawa bardzo indywidualna, jednemu zajmuje to rok, dwa lata, innemu kilka lat. To jest uwarunkowane różnymi sytuacjami – tłumaczy Jolanta Kaczmarczyk.

Zjazd absolwentów

Kilka dni po odrzuceniu pomysłów radnego Wantucha przez komisję RMK w Dziele Pomocy św. Ojca Pio trwają przygotowania. Kilku mężczyzn nosi stoły, kroi warzywa na sałatkę. Za chwilę będą przygotowywali szaszłyki. – Organizujemy spotkanie, które nazwaliśmy zjazdem absolwentów – mówi Monika Kazimierska, kierująca funkcjonującym w Dziele od 2016 r. Centrum Integracji Społecznej, które ma na celu przygotowanie osób bezdomnych do powrotu na rynek pracy, ale również reintegrację społeczną. Przedsięwzięcie jest współfinansowane ze środków miasta. – To taki trochę powrót do życia, nabycie umiejętności korzystania chociażby z życia kulturalnego – opowiada pani Monika. Przez cztery dni w tygodniu – od poniedziałku do czwartku – odbywają się zajęcia zawodowe. W budynku przy ul. Smoleńsk mieści się pracownia. Osoby bezdomne mogą w niej nauczyć się szycia na maszynie, krojenia materiałów, renowacji obuwia. Obecnie powstają tu np. szyte ze starych dżinsów paszportówki dla podopiecznych Dzieła. Zreperowane obuwie trafia zaś do garderoby, z której korzystają potrzebujący. – Część osób realizuje zajęcia u przedsiębiorców – mówi szefowa CIS. Czasem są to stanowiska, na których podopieczni Dzieła już pracowali – 10, 15 lat temu. Mają więc okazję odświeżyć umiejętności, poznać nowe technologie. Inni zdobywają zupełnie nowe zawody. W piątki odbywają się warsztaty z doradcą zawodowym, psychologiem czy psychoterapeutą, wyjścia kulturalne, wycieczki.

Do tej pory w zajęciach w CIS uczestniczyło ponad 50 osób. – Dzisiaj postanowiliśmy zaprosić wszystkich, także tych, którym wszystko się poukładało – i zawodowo, i życiowo – wyjaśnia Monika Kazimierska. – W przygotowania zaangażowaliśmy obecnych uczestników CIS, żeby mogli poczuć się tutaj gospodarzami – dodaje.

Czerwona lampka

Jednym z efektów zamieszania wokół pomysłów Łukasza Wantucha ma być zacieśnienie współpracy między organizacjami pomagającymi osobom bezdomnym. – Osoby, które są na Plantach, to te same osoby, które są też u nas. To jest ta sama grupa – mówi Jolanta Kaczmarczyk. Dlatego konieczna jest współpraca grup takich jak Zupa na Plantach czy Przystań Medyczna, zakonów, które prowadzą przytuliska, instytucji miejskich, organizacji pozarządowych. – To się już dzieje, ale trzeba się tej współpracy przyjrzeć – czy ona jest właściwa, czy nie jest tak, że każdy z nas coś robi i nie ma w tym spójności – tłumaczy pani Jolanta. Przyznaje, że problemu bezdomności nie uda się rozwiązać w stu procentach. Porównuje przy tym obecność osób bezdomnych w społeczeństwie do czerwonej kontrolki na desce rozdzielczej auta. – Ona się nieustannie pali w naszym samochodzie społeczeństwa i mówi, że coś jest nie tak w naszych relacjach. To jest jakieś ostrzeżenie, że nie wszystko funkcjonuje dobrze, że nie powinniśmy być do końca zadowoleni – dodaje.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL