Nowy numer 29/2019 Archiwum

Marka zamiast autora

Kontynuowanie popularnych serii książkowych przez innych autorów staje się coraz częstszym zjawiskiem. Budzi jednak wątpliwość: czy bohater literacki nie należy wyłącznie do jego twórcy?

Kajko i Kokosz powracają – ta wiadomość od dłuższego już czasu elektryzowała fanów kultowej komiksowej serii. Wprawdzie na rynku pojawiły się wcześniej dwa albumy z krótkimi historyjkami, w których bohaterowie Janusza Christy na nowo ożywali, ale tym razem po raz pierwszy od 29 lat mamy do czynienia z pełnometrażową opowieścią z ich udziałem. Nakładem wydawnictwa Egmont ukazał się właśnie album „Królewska Konna”. Ten nieco dziwacznie brzmiący tytuł zainspirowany jest zapiskami Christy, który w postaci krótkich haseł notował pomysły na kolejne komiksy. Jeden z nich, nigdy nie wykorzystany przez autora, został zapisany w następujący sposób: „K. i K. w Królewskiej Milicji Konnej – ścigają przestępcę”. Wydawać by się mogło, że to niewiele, jednak dla kontynuatorów dzieła Christy nawet tak krótki zapisek okazał się wystarczającą inspiracją do stworzenia całej historii.

Zadania podjęli się Maciej Kur (scenariusz), Sławomir Kiełbus (rysunki) i Piotr Bednarczyk (kolor). Oczywiście wszystko odbyło się zupełnie legalnie. Za reaktywację słynnej serii odpowiada Tomasz Kołodziejczak, redaktor naczelny Klubu Świata Komiksu. To on uzyskał zgodę wnuczki autora na te działania. Poprzednie dwa albumy, nazbyt eksperymentalne, nie były jednak do końca udane. Istniały więc uzasadnione obawy: czy twórcom uda się zachować ducha oryginału – jego specyficzny humor, baśniową fabułę, rozpoznawalną kreskę, dopracowane detale? Przy takiej okazji zawsze rodzą się też inne, bardziej zasadnicze pytania: czy tak w ogóle wolno? Czy bohater literacki nie należy wyłącznie do jego twórcy?

Bohater szuka pisarza

Najpierw uspokajająca wiadomość dla fanów Kajka i Kokosza: „Królewska Konna” okazała się całkiem dobrym komiksem – zabawnym, dobrze narysowanym, z wartką akcją. Pełnym nawiązań do oryginału, ale także aluzji do współczesności. Nawet najbardziej zagorzali fani Christy mówią, że komiks jest praktycznie bez wad. Może więc nie ma żadnego problemu w takiej kontynuacji, byleby była zrobiona dobrze? Odpowiedź nie jest prosta: tworzenie dalszych części popularnych serii przez nowych autorów stało się dawno powszechne w świecie filmu, ale w dziedzinie książki, gdzie autorstwo skupione jest najczęściej w jednym ręku, budzi do dziś wątpliwości. Jednak być może w komiksie, sytuowanym zwykle na obrzeżach literatury i bliskim filmowi ze względu na operowanie sekwencjami obrazów, przyjąć nam to nieco łatwiej. Warto przypomnieć, że także stworzona przez francuski duet Goscinny – Uderzo seria przygód Asteriksa i Obeliksa, tak często porównywanych z bohaterami Christy, jest dziś kontynuowana przez zupełnie inne osoby.

Oczywiście także w dziełach stricte literackich takie zjawisko nie jest niczym nowym. Wystarczy przypomnieć losy Sherlocka Holmesa, które doczekały się setek mniej lub bardziej udanych kontynuacji w postaci opowiadań i powieści pisanych przez innych autorów. Byli wśród nich m.in. syn Arthura Conan Doyle’a – Adrian i biograf pisarza John Dickinson Carr. Nie wszyscy kontynuatorzy przejmowali się jednak prawami autorskimi. Dziś takie sprawy prawo reguluje dość precyzyjnie: aby dopisać ciąg dalszy przygód bohatera nieżyjącego autora, trzeba mieć zgodę właścicieli praw majątkowych. Często zresztą oni sami szukają pisarza, który mógłby podjąć się tego dzieła. Tak było w przypadku spadkobierców Agaty Christie, którzy zwrócili się do Sophie Hannah z prośbą o stworzenie dalszej części przygód Herkulesa Poirota.

Zdarzają się jednak procesy o bezprawne wykorzystanie literackiego pierwowzoru. W 2001 r. spadkobiercy Margaret Mitchell złożyli pozew o zablokowanie wydania powieści „Przeminęło, przeminęło z wiatrem” autorstwa Alice Randall. Książka Randall jest reinterpretacją powieści Mitchell pisaną z perspektywy byłej niewolnicy Cynary – Mulatki, przyrodniej siostry postaci przypominającej Scarlett O’Harę. Sąd uznał jednak, że mamy do czynienia z parodią oryginału, a parodiowanie żadnego dzieła nie jest zabronione.

Ludlum ciągle pisze

Jeszcze dziwniej przedstawia się sprawa kontynuacji powieści sensacyjnych Roberta Ludluma, bo nazwisko twórcy „Tożsamości Bourne’a” wybite jest dużymi literami na okładkach kolejnych książek. Dla potencjalnych czytelników może to być mylące, bo tylko pierwsze powieści wydane po jego śmierci w 2001 r. wydobyto z archiwum pisarza. Kolejne miały być tworzone na podstawie zachowanych szkiców, ale fakt masowego powstawania coraz to nowych powieści o Bournie, pisanych głównie przez Erica van Lustbadera, rodzi w tej sprawie sporo wątpliwości.

Także na rodzimym podwórku mamy inne niż „Kajko i Kokosz” przypadki kontynuacji popularnych serii przez nowych autorów. „Tomek w grobowcach faraonów” – ostatni tom cyklu Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim został ukończony – za zgodą rodziny – przez ks. Adama Zelgę, bo pisarz zostawił tylko początek i ogólny zarys powieści. Ksiądz Adam postawił sobie wyzwanie, by jak najwierniej zrealizować intencje pisarza: – Przejąłem metodę mistrza. Dwa miesiące spędziłem w Bibliotece Narodowej. Chciałem zawrzeć w książce jak najwięcej wiadomości, jednocześnie zachowując styl Szklarskiego – opowiadał kilka lat temu na łamach „Gościa”. Nie był jednak do końca zadowolony z efektu. Twierdził, że dziś napisałby tę książkę zupełnie inaczej.

Kontynuacja cudzego dzieła, nawet gdy ma się gotowy szkic, nie jest więc zadaniem prostym. Trudności mogą dotyczyć wielu rzeczy: charakterystycznego stylu pisarza, sposobu prowadzenia przez niego fabuły, specyficznego humoru. Niemniej wyzwanie, zwłaszcza w przypadku popularnej serii, bywa kuszące. Świadczy o tym chociażby cykl o Panu Samochodziku, który – początkowo za zgodą spadkobierców Zbigniewa Nienackiego – rozrósł się z oryginalnych kilkunastu tomów do stu kilkudziesięciu pozycji stworzonych przez blisko dwudziestu autorów. W najnowszych książkach serii nie ma już jednak nagłówka „Pan Samochodzik i…”, a zagadki kryminalne rozwiązuje Paweł Daniec – wykreowany przez wydawcę współpracownik pana Tomasza. Niektóre pozycje cyklu czyta się nawet całkiem przyjemnie. Tylko co to ma jeszcze wspólnego z oryginałem?•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL