Nowy numer 41/2019 Archiwum

W drodze

W pół roku zamierzają pokonać trasę o długości 4,5 tys. km. Jolanta i Zbigniew Janczakowie rozpoczęli pieszą pielgrzymkę do Jerozolimy.

Wyruszyli z progu domu w Miłosławiu, dotarli już do Częstochowy. Stamtąd udali się w kierunku Węgier, gdzie zatrzymają się w opactwie benedyktyńskim Pannonhalma. Dalej pójdą przez Chorwację, Bośnię i Hercegowinę, Medjugorje, Albanię, Macedonię, Grecję, Turcję i Cypr. – 5 lat temu pokonaliśmy 2200 km, żeby dotrzeć na kanonizację Jana Pawła II. Teraz to będzie tak, jakbyśmy wybrali się w podróż do Rzymu i z powrotem – mówi „Gościowi” pan Zbigniew.

Jesteśmy braćmi

Państwo Janczakowie są z zawodu nauczycielami: pan Zbigniew uczył informatyki, a jego żona muzyki i plastyki. W rozmowie z „Gościem” podkreślają, że zawsze lubili długie wędrówki. Kiedy jeszcze pracowali, wykorzystywali wolne weekendy na wyprawy w góry. Po przejściu na emeryturę postanowili sprawdzić się na dłuższych dystansach. Zainspirowani „Pielgrzymem” Paulo Coelho wyruszyli w podróż szlakiem prowadzącym do Santiago de Compostela. – Dotarliśmy tam trasą wiodącą przez Saint-Jean-Pied-de-Port w Pirenejach Atlantyckich. Kiedy wróciliśmy do kraju, szybko zaczęło nam czegoś brakować. Zorientowaliśmy się, że zachorowaliśmy na caminozę. (śmiech) Zaczęliśmy szukać ciekawych tras bliżej domu – opowiada pani Jolanta.

W kolejnych latach małżeństwo pokonało większość z 31 odcinków Drogi św. Jakuba w Polsce. Później przyszedł czas na ekstremalne drogi krzyżowe, trekkingi w odległych miejscach świata i wspomnianą już wyprawę do Rzymu. Państwo Janczakowie byli także w Ziemi Świętej. Zapragnęli tam powrócić, tym razem na własnych nogach. Motywem przewodnim ich pielgrzymki stały się słowa papieża Franciszka: „Jesteśmy braćmi, choć jesteśmy różni”. – Obserwujemy to, co dzieje się na świecie. Widzimy nierówności społeczne, złe traktowanie uchodźców, wykorzystywanie seksualne, niewolnictwo. Chcemy przeciwko temu zaprotestować. Zgadzamy się z papieżem: trzeba kochać się nawzajem i żyć w pokoju, niezależnie od różnic – tłumaczy pan Zbigniew.

Glejt od prymasa

– Kiedy nasi bliscy dowiedzieli się o tym pomyśle, stwierdzili, że zwariowaliśmy. Powtarzali nam, że to niebezpieczne, że stan naszego zdrowia nie pozwala na tak długą wyprawę. My jednak uważamy, że osiągnięcie czegoś w życiu zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem. Nie boimy się, staraliśmy się dobrze przygotować do tej wędrówki – mówi pani Jolanta. Państwo Janczakowie zadbali o wygodne buty i chroniącą przed słońcem odzież trekkingową. Ponadto zabrali ze sobą kurtki, peleryny przeciwdeszczowe, bieliznę, śpiwory, karimaty, namiot, półroczny zapas suplementów i sprawdzone mapy, które doprowadzą ich do celu. Wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy zmieściły się w dwóch 34-litrowych plecakach. Każdy z nich waży ok. 11 kg. To stosunkowo niewiele w porównaniu z bagażem, który zabrali ze sobą do Rzymu. – Tamtą podróż rozpoczynaliśmy zimą, musieliśmy zabrać ze sobą więcej rzeczy. Mój plecak ważył 16 kg. W tym roku udało nam się zmniejszyć ciężar, m.in. dzięki rezygnacji z aparatu fotograficznego. Wystarczy nam smartfon – mówi pan Zbigniew.

Na początku czerwca państwo Janczakowie spotkali się z abp. Wojciechem Polakiem. Metropolita gnieźnieński udzielił im błogosławieństwa i przekazał glejty potwierdzające status pielgrzyma. Tuż przed rozpoczęciem podróży 66-latkowie uczestniczyli we Mszy św. w kościele św. Jakuba w Miłosławiu. Pomimo dokuczającego upału pierwszego dnia przeszli już 27 km. – To dzienna średnia, która świetnie sprawdza się w naszym przypadku. Nie jesteśmy już młodymi ludźmi. Kiedy czujemy, że nie mamy siły, na chwilę przerywamy wędrówkę. Gdzieś w lesie rozwijamy karimatę i odpoczywamy – mówi pani Jolanta.

Mówisz i masz

Państwo Janczakowie regenerują siły nie tylko w cieniu drzew, ale także pod dachami świątyń. Siódmego dnia pielgrzymki, po dotarciu do Wielunia, natknęli się na piękny, barokowy kościół św. Mikołaja przy klasztorze sióstr bernardynek. Najpierw odmówili litanię, a później uczestniczyli we Mszy św. Pani Jolanta podkreśla, że nie ma lepszego sposobu na odpoczynek. – Oprawa muzyczna tamtej liturgii była balsamem dla naszych uszu. Przebywanie w tak cudownych miejscach dobrze wpływa na stan naszych dusz i ciał – przekonuje.

Na fanpage’u „Pieszo do Jerozolimy” codziennie pojawiają się nowe wpisy, w których małżonkowie informują o postępach w podróży. Na facebookowej tablicy nie brakuje podziękowań dla ludzi, którzy zapewnili im nocleg. Najciekawsze są jednak krótkie opisy sytuacji, które przytrafiły się po drodze. Podczas postoju w Kamyku pani Jolanta napisała: „W samo południe pielgrzymujemy i zaczynam marudzić Zbyszkowi, że napiłabym się kawy. A tu przed dom wychodzi właściciel i zaprasza nas na kawę i coś do zjedzenia. Na pielgrzymce takie »cuda« się zdarzają – mówisz i masz”.

Stronę polubiło już 3,8 tys. osób. Skrzynka odbiorcza państwa Janczaków tonie w wiadomościach z prośbami o modlitwę. Pielgrzymi nie pozostają na nie obojętni: w przesłanych przez internautów intencjach odmawiają Różaniec i Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Kiedy ósmego dnia wyprawy dotarli do miejscowości Smolarze, zapewnili, że pamiętają o wszystkich: „Dzisiaj w tym skwarze modliliśmy się za was Facebookowi Przyjaciele oraz za intencje wcześniej nam przekazane, no i oczywiście za nasze rodziny i przyjaciół w realu, a także za sprzedawczynię Zosię i jej bolące kolano, p. Kasię z apteki, »księżnę« Dianę i jej sprawy i p. Marka” – napisali.

Plany a rzeczywistość

Podczas kolejnych pielgrzymek państwo Janczakowie zawsze spotykali na swojej drodze dobrych ludzi. Kiedy byli w Kafarnaum, zatrzymał się obok nich sympatyczny Palestyńczyk, który zawiózł ich do Tyberiady. Z kolei podczas pobytu w północnej części Izraela otrzymali pomoc od sióstr nazaretanek. Niebezpieczne sytuacje zdarzały się niezwykle rzadko. Do jednej z nich doszło podczas podróży do Rzymu. W Toskanii pielgrzymi zostali otoczeni przez kilkanaście psów. – To było przerażające! Przed wyprawą znajomy powiedział nam, że w takich sytuacjach trzeba modlić się do św. Rocha. Coś w tym jest: psy w końcu dały nam spokój – opowiada pani Jolanta.

Od tamtego czasu państwo Janczakowie na wszelki wypadek noszą przy sobie gaz pieprzowy. Podczas pieszej wędrówki nie wszystko da się jednak przewidzieć: kapryśna pogoda, bolesne odciski i niepewność dotycząca miejsca noclegu to chleb powszedni każdego pielgrzyma. – Już dzisiaj wiemy, że będziemy musieli trochę zmodyfikować naszą trasę. Czasami myślę, że zamiast wędrować w tak ogromnym upale, wolałbym leżeć na wygodnej kanapie. Pragnienie dotarcia do Ziemi Świętej jest jednak większe – podsumowuje pan Zbigniew.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL