Nowy numer 41/2019 Archiwum

Jestem Żydem z Polski

– Ja się trzymam zasady, że nie generalizuję – mówi Arie Golan z Jerozolimy. – Siedzimy w kawiarni i w jednej minucie może wejść tu Arab z granatem lub nożem. Ale przecież nie wszyscy Arabowie są terrorystami.

Znam wielu wspaniałych Polaków, mam w Polsce przyjaciół, ale rodzice opowiadali mi też o tych złych. Przez lata nauczyłem się jednego, że trzeba szanować drugiego, nie patrzeć na niego przez schemat – mówi Arie Golan, który przed emigracją z Polski nazywał się Leon Skórnik.

Arie od 25 lat prowadzi bardzo popularną autorską audycję w publicznym radiu izraelskim – przeprowadza wywiady z politykami, członkami rządu. Gdy stosunki polsko-izraelskie się zaogniają, zajmuje się sprawami polskimi, zachowując mądry dystans. Dlatego nazywają go przyjacielem naszego kraju. – Wygląda na to, że między zwykłymi ludźmi wszystko dobrze by się układało, ale politycy wiele psują – jest pewien.

10 lat

– Języka hebrajskiego zacząłem się uczyć po przyjeździe do Izraela – opowiada. – Jak się ma 10 lat, wystarcza na to nawet jeden rok. Dopiero wtedy poczułem się Izraelczykiem i nawet nie myślałem, że kiedykolwiek wrócę do Polski, która stała się daleka. Dopiero w latach 90. poleciałem do Warszawy. Jako dziecko nigdy tam nie byłem, a tu nagle, kiedy zobaczyłem polskie nazwy, łzy same napłynęły mi do oczu. Bo przecież ja się na tej ziemi urodziłem – jestem Żydem z Polski. Kiedy wybuchła wojna, moja mama Pola Goldlust miała 18 lat. Mieszkała w Warszawie przy ulicy Nalewki, której już nie ma. Jeszcze przed wojną, kiedy była dziewczynką, zdarzało się, że koledzy Polacy śmiali się z niej i mówili „Szytówka” zamiast Żydówka. Po tym, gdy złapali ją Niemcy, trafiła do obozu pracy przymusowej w Skarżysku-Kamiennej. Jako 19-latka w fabryce amunicji musiała robić kule dla wojska. Pracowała po 18 godzin dziennie. Jakiś Polak, który był tam robotnikiem, zawsze przynosił jej a to jakiś kawałek chleba, a to lekarstwo. Mój ojciec Mosze pochodził z Nadarzyna, ale przeniósł się do Warszawy, gdzie otworzył sklep galanteryjny. Wcześniej miał żonę i córeczkę, która miała 4 latka, gdy wybuchła wojna. Nic nam o niej nie mówił, dopiero po wojnie mój brat przez internet dowiedział się, że nazywała się Dwora i że ojciec oddał ją na przechowanie jakimś Polakom. Po wojnie znalazł tych, którzy ją wzięli razem z jego pieniędzmi, ale niestety, ślad po córce zaginął. Niemcy złapali ojca na Umschlagplatzu w Warszawie. Załadowali go z innymi Żydami do wagonu towarowego jadącego do Treblinki. Udało mu się z niego wyskoczyć, choć jego współtowarzysze wcale nie chcieli się ratować. Mówili: „Niemcy zabili nam dzieci, ojców, nie chcemy już być na tym świecie”. Ale on chciał żyć. Pomogli mu wtedy Polacy, którzy zaopiekowali się nim, nie oddali go Niemcom.

Ostatni Żyd

Mój ojciec wrócił do getta, bo nie miał gdzie pójść. Po jakimś czasie z niego uciekł i ukrywał się w lesie w wykopanej przez siebie kryjówce. Siedział w niej w ciągu dnia przez całe trzy lata. Wychodził tylko nocami, żeby szukać jedzenia u Polaków. A oni dawali mu je i nikt go nie wydał. Kiedy skończyła się wojna, był przekonany, że jest ostatnim Żydem na świecie. Bo przecież cały czas żył w odosobnieniu. Moją matkę poznał, zanim skończyła się wojna, w styczniu 1945 r. na warszawskiej Pradze. Była od niego młodsza o 13 lat. Obydwoje zrozumieli, że nie mają nikogo na świecie. Wzięli ślub 1 kwietnia 1945 r., kiedy Warszawa była już wyzwolona. Przeżyli razem 39 lat. Mieli biedne wesele, a potem wyjechali na Dolny Śląsk, bo stolica była jedną wielką ruiną. Za to na Ziemiach Odzyskanych czekały puste mieszkania do zajęcia. Tam przeżyłem swoje pierwsze 10 lat.

Jako dziecko czułem się w Polsce bardzo dobrze. Uczyłem się w polskiej szkole nr 4 w Legnicy, choć wiedziałem, że były też szkoły żydowskie, zawsze o numerze siedem. W domu mówiliśmy po polsku, po polsku czytałem, śpiewałem i wydawało mi się, że wszystko jest w porządku. Na świadectwach miałem same piątki i kiedy przed wyjazdem żegnałem się z moim nauczycielem, było mu żal, że traci takiego dobrego ucznia. Wyjechaliśmy, bo rodzice źle się tutaj czuli. Mieli znajomych, którzy potrafili wprost się ich zapytać: „Co, Mosze, jeszcze żyjesz? Przecież miało cię już tu nie być”. To był rok 1957, fala emigracji. Rodzice zrozumieli, że nikt nie będzie bronił w Polsce Żydów. Ojciec zapamiętał, co mu mówili na pożegnanie sąsiedzi: „Skórnik, nie jedź do Palestyny, bo będziesz wracał piechotą”. Odpowiadał, że tutaj stracił pierwszą żonę i córkę, że nie umie tu żyć.

Selekcja

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • spe
    22.07.2019 09:31
    Odpowiedź jest. Wcale nie łatwa, lecz prawdziwa: to kwestia powagi wolnej woli.
    doceń 3
  • halinkaa
    23.07.2019 16:42
    "w każdej chwili może wejść Arab z nożem" przeglądając ostatnie statystyki zamachów raczej częściej dochodziło do podobnych zdarzeń w Zachodniej Europie, z uwagi na arabskie wędrówki ludów, ktoś z pobratymców autora zadbał o uskutecznienie tego
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL