Nowy numer 29/2019 Archiwum

Wakacje za walentynkę

Majowa Jastarnia jest w sam raz dla Mocarzy: spokojna, dość ciepła i pełna jodowanej miłości.

Plaża w Jastarni, koniec maja. Piasek nie pali, nie ma tłumów. Parawany chronią przed wiatrem, nie sąsiadami. Deszcz, jeśli się pojawia, to na szczęście przelotny. A może to jedynie dla Mocarzy morze tak przyjazne wiosną? Może to specjalny uśmiech z nieba dla dzieciaków, które przyjechały popatrzeć na fale, wyciągnąć się na piasku i odetchnąć powietrzem przesyconym jodem? Wakacje Mocarzy udały się dzięki wielu, bardzo wielu ludziom dobrej woli. A było to tak…

Zbiórka od serca

Walentynki 2019. Niby takie jak zawsze, a jednak inne. Bo grupa internautów wymyśliła akcję: świętujący Dzień Zakochanych mogą część pieniędzy przekazać na… wakacje niepełnosprawnych dzieci z ośrodka w Mocarzewie. Szalone? Święty Walenty jest patronem zakochanych, a więc i między innymi osób szalonych. Więc do dzieła!

– Nie bardzo wierzyłyśmy w powodzenie akcji, bo nasze dzieci potrzebują do wyjazdu dobrych warunków, a te przecież kosztują – opowiada s. Elwira, zmartwychwstanka z Mocarzewa. – Ale zaufałam i pomyślałam: będzie, co ma być.

„Nasze dzieci” w Mocarzewie to i kilkulatki z upośledzeniem umiarkowanym lub głębokim, i dorosłe wychowanki, które mieszkają z siostrami zupełnie… poza systemem. Prawo polskie działa tak: po 25. roku życia wychowankowie ośrodków dla dzieci niepełnosprawnych muszą skończyć naukę i zamieszkać, jeśli nie mają rodziny, w domach pomocy społecznej. Siostry robią co mogą, by ludzie ci nie musieli iść w obce, nieznane miejsce. Przecież to właśnie Mocarzewo jest ich domem!

– I dla tych dorosłych wychowanków, i kolejnych rozpoczęłyśmy w maju budowę Domu Mocarzy! Dlatego każdy grosz przeznaczamy na budowę, a i dzieci starają się pomóc w zbiórce funduszy. Na budowę przeznaczyły przecież wszystkie pieniądze zebrane podczas kiermaszu bożonarodzeniowego! A internauci powiedzieli: „O nie! One muszą jechać na wakacje!” – opowiadają siostry. Jednak wakacje kosztują…

– Nie byłam pewna, jak zareagują darczyńcy, gdy poprosimy o datki. Ludzie są różni. Niektórym wydaje się, że dziecko niepełnosprawne nie musi mieć żadnych atrakcji i nic ponad podstawowe dobra, jakimi są jedzenie i spanie, w ogóle mu się nie należy – opowiada s. Benedykta, dyrektorka mocarzewskiej szkoły. – A my wiemy, że naszym dzieciakom wyjazd był bardzo potrzebny. Niektóre często chorują, inne nie widziały nigdy morza.

Na szczęście doskonale zrozumieli to zakochani z całej Polski, bo grosz do grosza, złotówka do złotówki, walentynka Mocarzy do walentynki Mocarzy, i na specjalnym koncie dzieciaków uzbierała się suma potrzebna na wyjazd.

Tylko gdzie?

Zorganizowanie wyjazdu dla dwadzieściorga niepełnosprawnych intelektualnie dzieci (metrykalnie podopieczni liczą od 3 do ponad 60 lat, ale wszyscy mają mentalność dziecka) proste nie jest. Ośrodek musi być wygodny, ze względów bezpieczeństwa pokoje muszą znajdować się tuż obok siebie. I koniecznym wymogiem jest też wyżywienie na miejscu. Nie da się przy grupie z różnymi dysfunkcjami: zespołem Downa, autyzmem, sprzężonymi niepełnosprawnościami, przygotowywać jedzenia we własnym zakresie.

Siostry szukały odpowiedniego miejsca, dzwoniąc do wielu ośrodków wypoczynkowych nad morzem. Niestety, albo brakowało pokoi, albo proponowana cena była zaporowa, albo podróż zbyt długa.

A może Jastarnia? Może tam próbować? Miejsce co prawda słynące z wysokich cen, ale przepiękne. I znów kilka telefonów. Bezskuteczny trud… – Jednak najwyraźniej Ktoś nad naszymi Mocarzami czuwał. Dostałyśmy kontakt do właścicielki jednego z ośrodków, pani Lucynki. Zadzwoniłyśmy z pytaniem o miejsca. Pani Lucynka od razu powiedziała: „Tak, przyjeżdżajcie! Przyjmiemy was z radością”! I co było dla nas niesamowitym szokiem, otrzymaliśmy dla Mocarzy naprawdę bardzo dobrą, preferencyjną wręcz cenę, więc bez problemu starczyło pieniędzy na pobyt z wyżywieniem – cieszy się s. Elwira. – Pan Bóg nie opuszcza naszych Mocarzy, a daje im żyć w obfitości…

Więc jadą. Podróż przebiega nad wyraz sprawnie i szybko, mimo że z Mocarzewa do Jastarni spory kawałek. Wszyscy są w Jastarni pierwszy raz. Ośrodek wypoczynkowy Korsarz. Przy samym molo.

– Jak tu pięknie! – zachwyca się Dorotka, mocarzewska wychowanka, wychodząc z autokaru. – Ogródek, plac zabaw. I dom taki piękny, taki duży…

Wchodzą niepewnie, bo czują się tu trochę jak w pałacu. Grupę wita – nie chlebem i solą, ale pysznym obiadem i swojską (!) drożdżówką – Lucyna Muża, właścicielka ośrodka Korsarz. Serdeczna i ciepła, pokazuje wszystkim pokoje, pomaga siostrom w kwaterunku dzieci.

– Nie wierzę, że tu jestem! Tak tu pięknie – najstarsza z wakacyjnej grupy, ponad 60-letnia Tereska, skacze jak piłeczka i przytula się do pani Lucynki…

Wielodzietna – wielodzietnym

Pani Lucyna prowadzi Korsarza wraz z mężem. Oboje pochodzą z Jastarni. Ich ośrodek w centrum miasteczka zna tu chyba każdy. Ale i rodzina Mużów jest doskonale znana. Bo jak nie znać rodziny z… dziesięciorgiem dzieci?

– Nasza najstarsza córka ma 24 lata i właśnie kończy psychologię. Najmłodsza – Łucja Faustyna – ma trzy latka – mówi z dumą pani Lucyna. – Dzieci mamy wspaniałe. Mądre, zdrowe, radosne. Dostaliśmy od Pana Boga naprawdę wiele, więc dlaczego się nie podzielić?

Najstarsze córki pani Lucyny w weekend – po zajęciach na uczelni – pomagają w przygotowaniach śniadania dla niepełnosprawnych dzieciaków. Są troskliwe, opiekuńcze. A dzieciaki opowiadają, werbalnie lub uśmiechem, jak im tu dobrze, ile zobaczyły. I że morze, chociaż zimne, jest wspaniałe!

– Dzieci to są dzieci! Wszystkie nasze – śmieje się pani Lucyna. – Czy to moje biologiczne, czy zdrowe, czy to z Mocarzewa – pozbawione często opieki własnych rodziców i doświadczone chorobą. Jeśli jesteśmy chrześcijanami, to właśnie w czynach, nie gadaniu, to chrześcijaństwo się wyraża. Zwykle dużo mówimy o wierze, o wartościach. A jak Pan Bóg powie: sprawdzam?

Niech więc sprawdza! Wielodzietność do kwadratu.

Kacperek, trzylatek z zespołem Downa, wcina kolejną kanapkę. Pani Lucyna donosi szyneczki, bo małemu smakuje. – Jak się popatrzy na te dzieciaki, w ich oczy, to naprawdę dopiero widać, co w życiu najważniejsze. Dobro dzieci i ich uśmiech to największa wartość – śmieje się, gdy Kacper pałaszuje na deser banana.

Do Korsarza wpada miejscowy ksiądz proboszcz. Dowiedział się, że dzieciaki przyjechały. Wita w jastarniańskich progach. I zaprasza do parafii na niedzielę. Siostry będą opowiadać o budowie i swoim dziele, a może mieszkańcy zechcą wesprzeć budowę Domu Mocarzy?

Na plaży…

Na plaży fajnie jest. Pierwsze zetknięcie z piaskiem, z zimną i słoną wodą? Bezcenne!

Mała Natalka, która nie potrafi i nigdy nie nauczy się mówić, i nie wiadomo nawet, czy coś rozumie, bo i na swoje imię nie reaguje, patrzy w fale jak zaczarowana. Pokazuje coś niesprawnymi rączkami, kręci główką, jakby nie dowierzała: takie wielkie morze, a ona na brzegu, na rękach siostry, taka mała! Wdycha świeże powietrze, ostrzejsze niż w Mocarzewie. – Może złapie trochę odporności? Bo często miewa infekcje – myśli głośno siostra i też patrzy w dal.

Chłopcy szaleją na piachu. Wielka, ogromna piaskownica to pole do popisów: babki można robić, skakać do dołów, turlać się. Dziewczyny – jedne wylegują się na kocykach (słońce wyszło!), inne moczą nogi w lodowatej wodzie.

Agnieszka, pucułowata i konkretna kilkulatka, buduje zamek z piachu. Nic to, że dziesięć razy usypuje niezborną wieżę, a wieża dziesięć razy się rozpada. Nic to. Radość Agnieszki – bezcenna. – Ja tu rządzę! Rządzę tu, wiesz? – buduje królewna Agnieszka swoje królestwo. – Chcesz w nim mieszkać?

No jasne. Kto nie chciałby mieszkać w pałacu z piachu. – To właź. Jest miejsce. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji