Nowy numer 48/2020 Archiwum

Duch Święty mówi przez żonę

Świat zalewa deszcz natchnień Ducha Świętego. Nie czujesz tego? To złóż wreszcie ten parasol!

Czy Duch Święty rzeczywiście mówi do nas w taki sposób? Na przykład przez żonę, przez męża?

– To jest nawet najczęstszy sposób, i w sumie najbezpieczniejszy – przekonuje franciszkanin. – Duch Święty posługuje się naszymi zmysłami, także wewnętrznymi. Posługuje się naszą pamięcią, wyobraźnią. Jako prezbiterzy także wielokrotnie tego doświadczamy w czasie głoszenia i spowiedzi. Przychodzą jakieś myśli, wydawałoby się, że zupełnie normalne, ale trafiają w punkt. Są tym, czego akurat ten człowiek potrzebuje. A ja nie wiem, dlaczego tak powiedziałem. Przyszło mi do głowy, ale normalnie bym tak nie powiedział. To są natchnienia. Im bardziej jesteśmy na nie wyczuleni, tym mocniej one przychodzą i tym bardziej jesteśmy tego świadomi – mówi zakonnik.

Skąd się bierze to wyczulenie? – Z bliskości Jezusa, z modlitwy, z bycia przy Nim. Jeśli kogoś znasz, to jesteś w stanie rozpoznać jego głos. Jeśli znasz dobrze swoją żonę, to gdyby ktoś ci zacytował jej rzekomą wypowiedź, odpowiedziałbyś: „Nie, ona tego nie powiedziała, ja ją znam”. Jesteś w stanie pewne rzeczy naturalnie wyczuć, zrozumieć. Wiesz, co ona myślałaby w danej sytuacji. Z bliskości Jezusa jeszcze bardziej, w sposób nadprzyrodzony, bierze się to, że Go słyszymy – zauważa o. Wit.

Duch z pomocą

To było kilka lat temu. Weronika spóźniła się na spotkanie modlitewne. Weszła do pomieszczenia pełnego ludzi, stanęła z boku i poczuła, że powinna coś powiedzieć. Jej umysł drążyły słowa, których znaczenia nie rozumiała. W końcu zdobyła się na odwagę. – Nie wiem, czy to coś ważnego, i może to głupio zabrzmi, ale czuję, że powinnam powiedzieć: „Podoba mi się” – powiedziała. Odpowiedzią był wybuch entuzjazmu. Przed jej wejściem zebrani modlili się, prosząc Boga o odpowiedź, czy ich zaangażowanie w pewną sprawę… podoba Mu się.

Duch Święty przychodzi z pomocą, dając natchnienia czasem bezpośrednio, a czasem przez kogoś innego. Nieraz ktoś rzuci słowem, które dla niego nic nie znaczy, ale dla słuchacza jest jak snop światła w ciemności. Zdarza się jednak, że ktoś otrzymuje wyraźne poznanie w odniesieniu do kogoś innego. Charakterystyczna historia zdarzyła się św. Faustynie w połowie lutego 1935 roku. Podczas podróży pociągiem nagle wyczuła, że jedna z pasażerek toczy ciężką walkę wewnętrzną. Zaczęła się za nią modlić i poczuła, że jej walka przez to się wzmogła. Gdy zostały same, w pewnym momencie udręczona kobieta zapytała zakonnicę, czy jest zobowiązana spełnić pewną obietnicę uczynioną Bogu. „W tej chwili poznałam wewnętrznie, jaka to jest owa obietnica, i odpowiedziałam jej, że: Absolutnie jest pani obowiązana spełnić to przyrzeczenie, bo inaczej będzie pani nieszczęśliwa przez całe swoje życie. Myśl ta nie da pani spokoju” – wspominała Faustyna. Jej słowa wprowadziły kobietę w osłupienie i spowodowały, że wyjawiła szczegóły problemu. Jak się okazało, chodziło o niewypełnione zobowiązanie wstąpienia do klasztoru. Rozmowa zaowocowała wewnętrzną zmianą i decyzją spełnienia obietnicy. „Prosiła mnie o modlitwę; czułam, że jej Bóg łaski nie poskąpi” – zapisała święta.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama