Nowy numer 29/2019 Archiwum

Dwa światy, czyli Kościół męskim okiem

– Szkoda, że żony nie ma, bo ona by to wszystko księdzu mądrzej powiedziała – mówi Jacek Trela z Tychów. Wiadomo, że żony są mądre i wszystko wiedzą najlepiej. Na ten moment jednak w Piekarach Śląskich, na pielgrzymce mężczyzn, szukam mądrości mężczyzn.

Drogi do Piekar od rana zadeptywane były butami, rozjeżdżane kołami rowerów, motorowerów, samochodów i autokarów. Świeciło słońce. Było rześko. Jak co roku tysiące mężczyzn podążały do sanktuarium maryjnego znanego w świecie jako miejsce kultu Maryi Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej. Wzgórze zapełniało się powoli, aż zapełniło się całkowicie. Przeciskając się z trudem pomiędzy tysiącami mężczyzn, co rusz rozpoczynałem dialog z którymś z nich. W różnym wieku, rozmaicie wykształceni, wykonujący odmienne zawody, ze wspólnym mianownikiem: wiarą.

Podzielone opinie

Gabriel Bienia, spawacz na kopalni „Zofiówka”, ze Skrzyszowa przyjechał wraz ze swoimi dwoma synami: Bartoszem i Kamilem oraz z ojcem. Pielgrzymować do Piekar zaczął cztery lata temu. Zachęcił go sąsiad. Zapytany o trudną sytuację Kościoła w Polsce, odpowiada, że kojarzy mu się z polityką. Wśród „chopów na grubie” opinie są podzielone. – Z jednej strony są przeciwnicy, którzy jakby z klapkami na oczach powtarzają to, co się im powie albo co wyczytają, z drugiej ci, którzy szukają prawdy. Ja uważam, że trzeba jej szukać. Pewnie jest jakiś mały procent, pojedyncze przypadki takich księży, którzy postępowali bardzo źle. Jeśli ktoś ich krył i nie zostali ukarani, to bardzo źle. Współczuję dzisiaj księżom. Bo wrzuca się ich wszystkich do jednego worka. My mamy taką dobrą sytuację w parafii, że mamy bardzo dobrego księdza. To jest człowiek otwarty na ludzi, rozmawiający z nimi, dający się poznać – mówi.

Uśmiecham się pod wąsem, bo proboszcza ze Skrzyszowa znam i wiem, że to wszystko prawda. I od momentu rozmowy z panem Gabrielem myślę sobie, że skoro w Piekarach są takie tłumy, to może należy zadać każdemu z rozmówców pytanie o to, ilu złych księży spotkał w życiu. Takich drani, którzy go skrzywdzili, obrzydzili mu Pana Jezusa, oddalili od Kościoła.

Ilu złych księży spotkałeś?

– Ja mówię zawsze, że spotkałem bardzo wielu księży wspaniałych, którzy mną pokierowali, byli bardzo dobrymi kapłanami i bardzo dobrymi ludźmi – odpowiada Wiesław Mamoń, nauczyciel angielskiego. – Znałem przykłady księży, którzy mieli jakieś problemy... ale zawsze twierdziłem, że aby osądzać, trzeba mieć niezbite dowody. Osobiście spotkałem księży wielu i zawsze byli to księża prowadzący ludzi do Boga – przekonuje.

Na pytanie o kryzys Kościoła w Polsce odpowiada, że jest ono trudne. – Wydaje mi się, że wciąż jest bardzo dużo osób wierzących głęboko, które mają osobistą relację z Bogiem, a to jest przecież najważniejsze. Nie da się oddzielić tej relacji od relacji z Kościołem. Faktom trudno zaprzeczać. Jeśli pojawiają się takie, które są bezsprzeczne, trzeba je wyjaśniać. Myślę, że najbardziej boli ten kryzys, którego źródła są w samym Kościele. A mówiąc już konkretnie o aktach przemocy dorosłego wobec dziecka, oczywiste jest, że duchowny powinien być tak samo sądzony jak każdy inny obywatel. Nie wyobrażam sobie też, żeby ksiądz, który dokonuje takich przestępstw, mógł na przykład dalej udzielać sakramentów – mówi.

Jacek Trela z Tychów siedzi na trawie z synem. W ręce ma różaniec. Przerywam na chwilę jego modlitwę (za pokutę odmówię ją sam), a on wyraża wątpliwość, czy nie lepiej byłoby porozmawiać z jego żoną, bo „lepiej by to wszystko opowiedziała”. – Ale przecież może pan mówić, co pan myśli – śmieję się. Więc mówi, że lubi ekstremalne drogi krzyżowe, na pielgrzymki piekarskie jeździ od wielu lat. Bo od 13. roku życia, a dzisiaj ma 49. A kryzys, jego zdaniem, polega na tym, że młodzi odchodzą od Kościoła. – Takie czasy... Częściowo prawdą może być to, że odchodzą ze względu na to, co działo się w Kościele. Ale to nie jest jedyna przyczyna. Myślę, że nie chodzi o to, że sytuacja jest przegrana. I że jest w tym jakaś nagonka na Kościół. Ja tam w życiu nie spotkałem złego księdza. A na pielgrzymki chodzę, żeby się modlić. Za wszystkich. A, i kiedyś po pielgrzymce piekarskiej przestałem palić – wyznaje.

Mateusz Izydorczyk z Wodzisławia Śląskiego, 25-latek pracujący w hali maszyn cieplnych Politechniki Śląskiej w Gliwicach, przyjechał z 5-letnim synem. Siadam obok nich i gadam jak z krajanem, otwarcie. Rozmówca potrafi być stanowczy. Na temat tego, co dzieje się w Kościele w Polsce, twierdzi, że problem, który teraz bardzo mocno wyszedł na wierzch, istniał zapewne zawsze. – Ale nie jest słuszne wrzucanie do jednego worka wszystkich księży – dodaje. – Trudno mi powiedzieć, jak wielka jest skala problemu. Zawsze trafiałem na duchownych bardzo dobrych, pomocnych, otwartych na dialog, więc trudno, żebym się prawdziwie wypowiadał na temat złych księży – mówi.

Ugrać politycznie?

Wśród zaczepianych przeze mnie pielgrzymów są młodsi i starsi, pracujący fizycznie, urzędnicy, emeryci. Starsi są bardziej stanowczy w poglądach. Być może dlatego, że pamiętają komunę. Stanisław Szlachcionek z Żor, który przyjechał na Śląsk ze Słupska, emeryt górniczy z kopalni „Pniówek”, jeździ do Piekar od 18 lat. – Ja to myślę, że główną rolę w tych sprawach odgrywa polityka – twierdzi. – Wykorzystuje się pewne sytuacje złe, niedotyczące jednak wszystkich. Da się na tym wiele ugrać politycznie. A zwyczajni wierzący ludzie na co dzień wiarę pokazują. I to jest najważniejsze. Nie mogę rozstrzygać, czy byli księża, którzy krzywdzili innych. Pokazuje się takich, którzy to robili. Jeśli robili – trzeba ich ukarać. Ale my wszyscy mamy własne sumienia. I każdy ponosi karę za to, co osobiście zrobi – podkreśla. Wtóruje mu starszy kolega, Lucjan Kruczek z Żor: – Obecna atmosfera wokół Kościoła to jest napad na Kościół. Z niektórych środowisk widać nalot na cały Kościół. Nawet nie na tych, co źle robią, nie na księży, którzy krzywdzili, ale na cały Kościół, i tego nie rozumiem. – Czy Kościół wyjdzie z tej trudnej sytuacji? Jak Pan myśli? – dopytuję. – Mnie się wydaje, że wyjdzie. Jak się wszystko sprawiedliwie pozałatwia, wyjaśni i rozwiąże, to Kościół jako całość wyjdzie z tej trudnej sytuacji. Bo to o całość Kościoła chodzi.

Potrzeba odnowy moralnej

Około 30 razy pielgrzymował do Piekar Mariusz Tracz, prawnik z Chorzowa. Lekko przed sześćdziesiątką. Wyważony, spokojny. Mówi o tym, co go niepokoi: – Kościół w Polsce jest niewątpliwie w trudnej sytuacji. A właściwie to nawet nie Kościół, rozumiany jako ludzie wierzący. W trudnej sytuacji są wszyscy, bo dzisiaj nikt nic nie mówi o potrzebie odnowy moralnej. Mówi się o potrzebie podniesienia poziomu materialnego, wyrównania zarobków, a o moralności w przestrzeni publicznej się milczy. Tymczasem, moim zdaniem, potrzeba wsłuchania się w to, co już mówił Jan Paweł II o naturalnym, moralnym środowisku człowieka. Pedofilia jest powszechna i dotyka każdej grupy społecznej, a ze względu na charakter może być łatwo wykorzystywana, żeby w konkretną grupę uderzyć. Żeby z nią walczyć, trzeba działania kompleksowego, na wszystkich płaszczyznach, a to wymaga wysiłku, nie medialnej akcji. A co do kryzysu Kościoła w Polsce... myślę, że potrzeba jasnego określania stanowiska, bez strachu przed opinią mediów – twierdzi.

Nie mam lęków

Damian Stępień z Bogucic, ojciec dwójki dzieci, społecznik, radny miasta Katowice, przyjechał na rowerze z Jaśkiem, swoim synem. W domu została żona z córką. Zapytany o aktualną sytuację Kościoła w Polsce, mówi bardzo rozsądnie: – Trudno powiedzieć, czy kiedyś było inaczej. Wiadomo, że człowiek lubi narzekać: kiedyś to było lepiej. Owszem, jest dziś wiele kontrowersji wokół Kościoła. Dla mnie zawsze jest to jednak przyczynek do zapytania siebie samego, dla kogo ja w nim jestem. W Kościele jestem dla Boga. Wydaje mi się, że nigdy nie opuściłbym go ze względu na innych. Bo wszystko, co robię, co mam, zawdzięczam właśnie Kościołowi. – Ilu złych księży spotkałeś na swojej drodze? – pytam i jego. – Chyba jakiś promil by to był, nie więcej. Miałem szczęście – odpowiada. – A co powiesz o ostatnich skandalach, pedofilii, filmie, internetowym hejcie, wróżeniu masowych odejść? – Problem skandali pedofilskich jest trudny i Kościół musi się z nim zmierzyć. Jestem przekonany, że to zjawisko o skali promila. O wiele większym problemem jest ewentualne ukrywanie takich rzeczy, tuszowanie. To wymaga największej troski i wyjaśnienia. Jestem tu z małym synkiem, 2-latkiem, który pewnie kiedyś zostanie ministrantem. Moja córka niebawem pojedzie na rekolekcje Dzieci Maryi. Jako ojciec nie wyobrażam sobie, jak bym się zachował, gdyby moje dziecko spotkała krzywda. – I co? – pytam. – Masz jakiś problem z tym, niepokój, że może się coś złego wydarzyć? – Nie mam. Mam świadomość, że moje dziecko może przecież kiedyś trafić na złego nauczyciela, który je skrzywdzi. To jest kwestia zaufania temu, komu powierza się swoje dziecko. Ja nie mam żadnych lęków, jeśli chodzi o instytucje kościelne,

Wyłączony dyktafon

Tysiące ludzi zaczęły opuszczać piekarskie wzgórze, kiedy wyłączałem dyktafon. Usiadłem obok kolegi księdza, który od rana, po długim marszu, spowiadał na rajskim placu. – To są dwa światy... taka jakby schizofrenia współczesnego przekazu myśli. Włączasz telewizor albo internet i żyjesz jednym, a wracasz do rzeczywistości i zaczynasz żyć czymś zupełnie innym. Ludzie, których spotykam, o różnym statusie, dokładnie widzą, że żyjemy w dwóch światach. Co innego w mediach, co innego w życiu...

Zgadzam się z tą opinią, choć stoję na czele tygodnika (a może właśnie dlatego?). I moim marzeniem jest niwelowanie tej dysproporcji, tej schizofrenii, tego dziwnego podziału, który nakręcony sztucznie, jeszcze bardziej sztucznie nakręca dalej sam siebie. To dlatego wszedłem pomiędzy mężczyzn, którzy przyjechali lub przyszli do Piekar. I zadawałem im pytania, na które odpowiedzi każdego dnia odnajduję w internecie, telewizji, gazetach. Wyniki mnie zaciekawiły, wręcz zdumiały, a co najmniej... zastanowiły.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji