Nowy numer 42/2019 Archiwum

Bojkot zachowań wstrętnych

Adopcja to powód do dumy i wielkiego szacunku, a Polacy to doskonale wiedzą, czują. I szanują.

Szambo i dno. To właściwie niemal cały komentarz do tekstu „Super Expressu” na temat rodziny premiera Morawieckiego. Niemniej warto może przypomnieć najprostsze zasady dziennikarskiej przyzwoitości i odpowiedzialności. I jeszcze raz zaapelować: nie kupujmy i nie czytajmy treści, które niewinnych ludzi, a dokładnie dzieci, sprowadzają do przedmiotów walki politycznej…

Jeśli ktoś niezorientowany, w krótkich, żołnierskich słowach przypomnienie: brukowiec napisał „artykuł” o premierze Morawieckim i o jego adoptowanych dzieciach. „Ujawnił” ten fakt całemu światu, niewinnie dodając, że nie wiadomo, czy dzieci o adopcji wiedziały. Kropka.

To teraz wykładnia. Jeśli pseudodziennikarz i pseudowydawca podnosi rękę i pióro na niewinne dzieci, to powinien ponieść dotkliwe konsekwencje. Anatema zawodowa. Proces o zawrotne pieniądze i wielkie odszkodowanie. Ale to i tak za mało. Nic nie powstrzyma ludzi bez moralności i kręgosłupa przed krzywdzeniem innych, jeśli nie zjednoczymy się wszyscy przeciwko niegodziwości. Tutaj przez „wszystkich” rozumiem polityków z różnych opcji, dziennikarzy przeróżnych pism i stacji, niezależnie od poglądów, ale też przede wszystkim – odbiorców. To ludzie przyzwoici muszą powiedzieć głośne i stanowcze: „nie”. I podobnie muszą zareagować tak zwani konsumenci mediów. Nie wolno tego kupować, czytać, przeglądać w internecie. Po prostu nie godzi się przyzwoitym. A człowiek przyzwoity rozumie, że można premiera nie lubić, ale trzeba stanąć murem za jego skrzywdzonymi dziećmi. I chronić rodzinę, gdy pseudodziennikarz wtargnął z butami w jej spokój i prywatność.

Zresztą przecież nie uderzono w tym tekście w Morawieckiego. O nie. Uderzono tam, gdzie nie ma tarczy ochronnej: w kilkulatki, bezsensownie mieszając je w czasem brudny świat dorosłych, wrzucając w machinę oceny i próby dyskredytacji. Posłużono się dla własnych niskich korzyści i pobudek dobrem drugiego człowieka.

O jeden duży krok za daleko! Nie tędy droga! No chyba, że ktoś lubi kroczyć, albo raczej pływać, w szambie i etycznej zgniliźnie.

Wielokrotnie przetaczała się dyskusja o roli brukowców. Wielu, nawet poważnych medioznawców sugerowało, że to też jest prasa i też spełnia rolę informacyjną, a więc jest potrzebna. No to macie swoją „informację” i „opiniotwórczość”. Tego nie powinno się czytać, komentować i kupować. Bojkot miejsc, rzeczy i zachowań wstrętnych jest absolutnie konieczny.

Na koniec: adopcja to powód do dumy i wielkiego szacunku, a Polacy to doskonale wiedzą, czują. I szanują. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji