Nowy numer 41/2019 Archiwum

Efekt uboczny spotkania

O miłosierdziu, które jest odpowiedzią Boga na grzech, pękającym gdańskim Mikołaju i przymusowych warsztatach z ubóstwa opowiada o. Paweł Koniarek OP.

Aleksandra Pietryga: „Wierzę w jeden, święty (...) Kościół” – mówimy podczas każdej Mszy. Tyle że gołym okiem tej świętości w Kościele nie widać. To co wyznajemy? Wiarę w nasze pobożne życzenia?

o. Paweł Koniarek OP: Wyznanie wiary w Kościół jest częścią wyznania wiary w Ducha Świętego, kontynuacją słów: „Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela”. Tego nie da się rozdzielić. Jeśli nie mam w sobie Ducha Świętego, wiara w świętość Kościoła staje się absurdalna. Kościół może sobie być poraniony, grzeszny, w głębokim kryzysie, ale zawsze jest święty, bo obok tego, co jest ludzkie, jest jednocześnie to, co Boskie: pomysł na zbawienie człowieka, który ma źródło w Osobie Jezusa.

Kluczem jest zrozumienie, że świętość Kościoła wynika ze świętości Ojca?

I z godności synów, jaką On nas obdarza. Moje rozumienie Kościoła, miłość do niego, przebaczenie, potrzeba zaangażowania serca – to wszystko jest odpowiedzią na pytanie o moją tożsamość. Kim jestem w Kościele? Wstaję rano z poczuciem bycia synem, dziedzicem tronu czy jestem tylko niewolnikiem, sługusem? Mogę angażować się w dom Ojca, jak starszy syn z przypowieści o miłosiernym ojcu. Niby wszystko jest zrobione, wszystko jak należy, a towarzyszy temu głęboka frustracja, brak relacji. I widać w tym z jednej strony głęboką tęsknotę za przytuleniem Ojca, z drugiej – wielki dystans, wynikający z poczucia bycia „nie u siebie”.

Młodszy syn też nie czuł się u siebie.

Dlatego odszedł. Zażądał tego, co wydawało mu się, że jest jego. Nie rozumiał, że tak naprawdę nic mu się nie należy, że właścicielem jest ojciec. Kiedy to do niego dotarło? Gdy dotknął dna. To jest doświadczenie sakramentu pokuty. Z biegiem lat odkrywam coraz mocniej, że im bardziej świadomie wyznaję, że uczestniczę w czymś, co należy do Ojca, tym bardziej to staje się też moje. I zaraz dostaję sandały na nogi i pierścień, i utuczone cielę. Relacja z Ojcem niczego mnie nie pozbawia. Kiedy wchodzę w zażyłość z Nim, moje indywidualne cechy, talenty, charyzmaty jeszcze bardziej błyszczą. Kiedy doświadczę bezinteresownej miłości, kiedy odkryję w sobie tożsamość syna, będę zupełnie inaczej funkcjonował w domu Ojca. Moje zaangażowanie w Jego sprawy nabierze nowej jakości. To już nie będzie poprawne robienie wszystkiego od A do Z. Od myślenia korporacyjnego przechodzę do zaangażowania całym sobą. Odtąd każde zwierzę, sprzęty, każde źdźbło na polu będą opowieścią o mojej osobistej przyjaźni z Ojcem. Od doświadczenia spotkania Ojca rozpoczyna się najpierw reforma serca, a w konsekwencji reforma całego domu. To nowe funkcjonowanie promieniuje na innych. Jest wtedy nadzieją na pojednanie między młodszym i starszym bratem. Kiedyś pewna siostra franciszkanka, znając mój buntowniczy temperament, powiedziała: „Paweł, pamiętaj, że jest tylko jedna właściwa reforma Kościoła. Tak płonąć światłem Pana, żeby inni zechcieli też mieć Jego ogień”.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL