Nowy Numer 28/2019 Archiwum

Bracia z Cejlonu

Wielkanocna masakra chrześcijan mogła mieć miejsce w każdym innym zakątku świata. I zarazem z taką siłą mogła zostać przeprowadzona właśnie na Sri Lance. Co jest nie tak z „olśniewającym krajem”?

To miał być „odwet”. Za to, że w połowie marca utożsamiający się z otwarcie rasistowską skrajną prawicą terrorysta dokonał masakry na muzułmanach w meczetach w nowozelandzkim mieście Christchurch. W ten sposób zleceniodawcy zamachów na Sri Lance (przyznało się do nich tzw. Państwo Islamskie) „uzasadnili” wielkanocną masakrę w lankijskich kościołach i hotelach. Choć zamachowiec z Nowej Zelandii nie mógł być ani trochę kojarzony z chrześcijaństwem (przeciwnie, w swoim manifeście złożył wyznanie wiary w „białą supremację” i powoływał się na „dzieło” Andersa Breivika), karę ponieśli chrześcijanie.

Dlaczego jednak „odwetu” nie dokonano w Nowej Zelandii? Dlaczego właśnie na Sri Lance? Jeśli to miała być zemsta za tamtą masakrę, to równie dobrze – poza samą Nową Zelandią – mogła się dokonać w każdym innym kraju. Czy zatem buddyjska w większości Sri Lanka była tylko przypadkowym „gospodarzem” tego szatańskiego projektu? Nie, Sri Lanka jest wyjątkowo podatnym gruntem do prowadzenia takiej wojny. Do tego stopnia podatnym, że całkiem zasadne jest pytanie, czy „odwet” za Nową Zelandię nie był tylko pretekstem w rozgrywce o wiele bardziej skomplikowanej.

Chłopaki z sąsiedztwa

Niedziela Wielkanocna. Dziewięcioro zamachowców samobójców (wśród nich jedna kobieta) niemal w tym samym czasie ma dokonać ataków – w kościołach, w luksusowych hotelach i w pobliżu lotniska. Tylko ten ostatni… nie wypalił. Skala tragedii jest ogromna i zarazem trudna do oszacowania – podawana po dwóch dniach liczba 359 ofiar okazała się zawyżona o ok. 100 osób – różnica miała wynikać z błędnych danych przekazanych przez lekarzy, którzy z kolei też działali pod presją czasu wśród porozrzucanych ludzkich szczątków. To nie zmienia faktu, że nawet najkrwawsze zamachy na kościoły w ostatnich latach w okresie świątecznym (głównie w Egipcie i Nigerii) nie miały aż takiej skali. Zbrodnia trudna do ogarnięcia jakimkolwiek słowem… Co zresztą widać było także w przekazach medialnych, którym nie zawsze chciało przejść przez klawiaturę, mikrofon czy czerwony pasek telewizyjny, że była to zbrodnia motywowana przez islamski fanatyzm i skierowana konkretnie przeciwko chrześcijanom. A zarazem wyłącznie „religijne” wytłumaczenie też nie jest wystarczające. Bo to splot różnych lokalnych konfliktów etnicznych i międzynarodowych powiązań plus praktyczny rozkład państwa dotkniętego rywalizacją ośrodków władzy.

Nie bez znaczenia jest również to, że zamachowcami nie były osoby z tzw. nizin społecznych – a taki stereotyp najczęściej funkcjonuje w charakterystyce rekrutów islamskich bojówek. Amerykańskie media, powołując się na dane wywiadowcze, już podały, że dwóch zamachowców samobójców to synowie jednego z najbogatszych lankijskich biznesmenów, Mohammada Yusufa Ibrahima. On sam został zatrzymany i jest podejrzewany o pomoc swoim synom w przeprowadzeniu zamachu. Na konferencji prasowej lankijski minister obrony ujawnił, że większość zamachowców to osoby dobrze wykształcone i pochodzące z zamożnych rodzin. Wiadomo też, że jeden z napastników studiował w Wielkiej Brytanii i Australii. „The New York Times” poinformował o nagraniu, jakie dżihadyści opublikowali przed zamachem: jest na nim widoczny jeden ze zidentyfikowanych napastników. To Mohammed Zaharan, który składa przysięgę na wierność Państwu Islamskiemu. Amerykański dziennik dotarł do informacji, że Zaharan próbował wcześniej swoich sił jako kaznodzieja w rodzinnej miejscowości na wschodzie Sri Lanki – jednak bez powodzenia, bo mieszkańcy… dosłownie wygnali go z wioski właśnie ze względu na jego radykalne i podsycające do nienawiści poglądy.

Ostrzeżenie bez echa

Z faktu, że do zamachów przyznało się Państwo Islamskie, nie wynika jeszcze, że to faktycznie dżihadyści niedoszłego samozwańczego kalifatu za nim stoją – ISIS wiele razy przypisywało sobie akcje, za którymi w rzeczywistości stała konkurencja. Jednocześnie nie ma jak dotąd żadnych innych organizacji gotowych przyznać się do tych zamachów – a zazwyczaj jest to traktowane jako forma autopromocji, więc nikt się z tym specjalnie nie ukrywa. Natomiast bezpośredni wykonawcy tego zlecenia, według informacji podanych przez rząd lankijski, mieli należeć do mało znanej dotąd organizacji Tawhid Dżamaat. Jest ona związana z wahabickim nurtem islamu, tym samym, który jest oficjalnym systemem religijno-politycznym Arabii Saudyjskiej. Tawhid działa zarówno w sąsiednich Indiach, jak i we wschodniej części Sri Lanki.

Faktem jest, że krótko przed świętami właśnie ta grupa zaczęła rozsyłać pogróżki pod adresem chrześcijan. Dotąd dawali się we znaki głównie wspólnotom buddyjskim. Nie bez znaczenia jest również informacja – za źródłami wywiadowczymi podaje ją NYT – że właśnie indyjskie służby specjalne, znając na swoim terenie działalność tej organizacji, ostrzegały władze w Sri Lance o planowanych zamachach. Takie ostrzeżenie pojawiło się zarówno 2 tygodnie przed Wielkanocą, jak i dosłownie… godzinę przed wybuchami. Trudno jednak powiedzieć, na jakim etapie ostrzeżenia – łącznie z danymi adresowymi podejrzanych! – utknęły, ale nie dotarły one do premiera Sri Lanki, a tym samym służby nie podjęły żadnych kroków, które mogłyby zamachom zapobiec. Powodem jest… paraliżująca państwo rywalizacja między prezydentem i premierem. Zamachowcy mogli czuć się swobodnie, bo z pewnością wiedzieli, że na skutek zwalczania się tych dwóch obozów władzy przepływ informacji i działalność wywiadowcza praktycznie nie istnieją.

Tygiel

Nie da się zrozumieć tego konfliktu bez szerszego tła politycznego, etnicznego i religijnego. Muzułmanie, wbrew temu, co można sobie wyobrażać po skuteczności i skali tych zamachów, ani nie stanowią większości na Sri Lance, ani też nie są najbardziej prześladującą innych grupą. Mowa oczywiście o radykalnych bojówkach, a nie o wszystkich muzułmanach, czego dowodem jest wspomniany wyżej przypadek wypędzenia z wioski przyszłego zamachowca, którego radykalizm nie odpowiadał pragnącym żyć w pokoju muzułmanom. Wyznawcy islamu stanowią niespełna 10 proc. społeczeństwa lankijskiego. Zdecydowana większość z nich to Tamilowie, grupa etniczna, do której należą także tamtejsi chrześcijanie (tych zaś jest o połowę mniej niż muzułmanów, w większości to katolicy). Tamilami są jednak również hinduiści.

Konflikt Tamilów, którzy w sumie stanowią ok. 25 proc. ludności, z buddyjską większością należącą do grupy Syngalezów od wielu lat rujnuje Sri Lankę. Rosnące aspiracje radykalizujących się muzułmanów do większego udziału we władzy napotykają ścianę zbudowaną przez Syngalezów – i większość pogromów, jakie mają miejsce w Sri Lance, dokonują fanatycy buddyjscy.

Dołóżmy do tego konflikt polityczny – między prezydentem Siriseną, premierem Wickremesinghe i byłym prezydentem Rajapaksą. Ten ostatni jest uznawany przez buddyjskich bojówkarzy niemal za świętego, bo to on, ich zdaniem, był zwycięzcą trwającej dekady wojny domowej. Można powiedzieć, że Sri Lanka jest targana konfliktami od ogłoszenia swojej niepodległości w 1948 roku – wtedy używano jeszcze nazwy Cejlon.

Ktoś chce wojny

Prawdziwa wojna wybuchła jednak dopiero w latach 80., gdy Tamilowie, mający poczucie spychania na margines przez Syngalezów, zażądali autonomii. I z jednej strony mamy do czynienia z pewnym paradoksem: bo muzułmanie uderzają w chrześcijan, którzy również należą do Tamilów. Sprawa jednak nie jest tak prosta, bo spora część chrześcijan wywodzi się także… z Syngalezów. W takim układzie, przy rosnącym napięciu islamsko-buddyjskim, chrześcijanie znajdują się trochę między młotem a kowadłem. W tym momencie gwarancji bezpieczeństwa dla chrześcijan trudno oczekiwać od buddyjskich Syngalezów, którzy przez całe dekady uznawali tamilskich chrześcijan za takich samych separatystów jak muzułmanów. Z kolei radykalni muzułmanie w syngaleskich chrześcijanach też widzą raczej cel ataków, bo łączą ich z dominującymi w kraju buddystami.

Z pewnością rację ma lankijski duchowny katolicki, ks. Indunil Janakaratne Kodithuwakku Kankanamalage, podsekretarz Papieskiej Rady ds. Dialogu Religijnego. W rozmowie z Radiem Watykańskim uznał, że zamachy miały skłócić jeszcze mocniej społeczeństwo, które poobijane próbowało pozbierać się po latach wzajemnych rzezi. „Po atakach na Sri Lance dominuje strach, rozbudza się pamięć przeszłości, przeżytej wojny. Jak wiemy, strach paraliżuje rozsądek. Stwarza niepewność, uprzedzenia. Te z kolei mogą zrodzić przemoc. Mamy takie doświadczenia z przeszłości. Niektórzy mogą instrumentalizować ten strach z powodów politycznych”. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL