Nowy numer 27/2020 Archiwum

Niezniszczona dusza

– Katedra Notre Dame nie została wybudowana dla korony cierniowej, ale dla kawałka Chleba – mówi arcybiskup Paryża. My wierzymy, że ten kawałek Chleba jest Ciałem Chrystusa, które pozostanie i którego nikt nigdy nie będzie w stanie zniszczyć. Zniszczona została katedra, ale nie dusza Francji.

Kiedy po raz pierwszy ją odwiedziłem, zrobiła na mnie wrażenie zasmuconej matki. Takiej… jakby zaniedbanej przez dzieci. Tłumnie odwiedzana, ale jednak samotna. Na stare lata pozbawiona miłości i zrozumienia, choć otoczona opieką. Być może nie taką, jakiej by pragnęła? Może potrzebowała więcej serca i czułości? Nie znałem wówczas odpowiedzi na te pytania, ale wiedziałem, że katedra Notre Dame de Paris nie jest jedynie zabytkiem wysokiej klasy.

Czas katedr

Nastał czas katedr. Świat wszedł w nowe tysiąclecie, a człowiek chciał wznieść się ku gwiazdom, by napisać swą historię w szkle i kamieniu. Kamień po kamieniu, dzień po dniu, wiek po wieku z miłością patrzył na wznoszące się wieże, które budował własnymi rękami. Luc Plamondon, autor tych słów, które przytaczam, genialnie oddał atmosferę epoki, w której przyszło żyć dzwonnikowi zwanemu Quasimodo. Mowa o adaptacji musicalowej dzieła Victora Hugo „Katedra Marii Panny w Paryżu”. Rzecz działa się w centrum Paryża… i nie zamierzam bynajmniej opowiadać szczegółów. Poza jednym, który przyszedł mi do głowy, gdy w Wielki Poniedziałek wieczorem mój kolega, który wiele lat spędził na studiach w polskim seminarium w Paryżu, wysłał do mnie SMS-a: „Obserwujesz ten pożar Notre Dame de Paris? Okropne i ujmujące...”. Tym szczegółem jest fikcyjna inskrypcja, o której sam Hugo napisał w przedmowie do swojej powieści: „Przed kilku laty autor tej książki, zwiedzając Katedrę Marii Panny czy też, jakby powiedzieć raczej należało, myszkując w jej wnętrzu, w ciemnym zakątku jednej z wież odnalazł wyryte ręką na ścianie słowo: ANAГKH. Te litery greckie, sczerniałe ze starości i dość głęboko wyrżnięte w kamieniu, oraz jakieś znamienne dla gotyckiego pisma właściwości ich kształtu i nachylenia zdradzające, że wypisała je tutaj średniowieczna ręka, nade wszystko zaś ich sens, fatalny i ponury – głęboko poruszyły autora. Zastanawiał się i usiłował odgadnąć, cóż to za dusza udręczona przed rozstaniem się ze światem zapragnęła położyć ów znak zbrodni czy nieszczęścia na czole starego kościoła. Później otynkowano, czy też zdrapano mur (sam już zresztą nie pamiętam który) i napis znikł. Tak bowiem postępuje się od lat dwustu już prawie z cudownymi kościołami średniowiecza. Kaleczy się je i niszczy ze wszystkich stron, i z zewnątrz, i wewnątrz. Ksiądz je tynkuje, architekt je skrobie; a później nadchodzi lud, który je burzy. Tak więc prócz kruchego wspomnienia, które mu tu poświęca autor tej książki, nic już nie pozostało dzisiaj z tajemniczego słowa wyrytego w mrocznej wieży katedry Marii Panny. Nic nie pozostało z nieznanego losu, który streściło ono tak melancholijnie. Człowiek, co wypisał był to słowo na tej ścianie, znikł spośród żywych kilka wieków temu, z kolei i słowo znikło ze ściany kościoła, być może kościół już wkrótce także zniknie z powierzchni ziemi. O tym słowie napisana została ta książka”. Cóż dodać? Tylko to, że ANAГKH oznaczało w starożytności przymus, wolę bogów, a nawet fatum.

Po „tej” stronie Alp

Katedra Najświętszej Maryi Panny w Paryżu to chyba najlepiej rozpoznawalny budynek gotycki na świecie. Zacne miała początki – podobno sam papież Aleksander III poświęcił wodę do jej zaprawy, a kamień węgielny położył król Ludwik VII. Ten sam, który udzielił schronienia Tomaszowi Becketowi, który co piątek surowo pościł o chlebie i wodzie oraz znany był z tego, że w trakcie poważnej choroby, gdy lekarze sugerowali towarzystwo młodej kobiety w łożu, by „szybciej ozdrowiał”, zdecydowanie odmówił. Twierdził, że jeśli nic innego nie może go uleczyć, to woli umrzeć, bo „lepiej umrzeć czystym, niż żyć z piętnem cudzołożnika”. Budowę rozpoczęto z inicjatywy bp. Maurice’a de Sully w 1163 r. Do końca XII w. stanęły transept i główna bryła kościoła. Przed 1208 r. wybudowano portale głównej, zachodniej fasady. W 1220 r. gotowa była górująca nad nimi Galeria Królów Izraela i Judy (tych samych, którzy stracili głowy podczas rewolucji, uznani przez pomyłkę za królów Francji). Do 1240 r. wybudowano wieżę południową, a dziesięć lat później północną. Jak zanotowano w kronikach Roberta z Torigni, w 1177 r. jeden z oglądających budowę zawyrokował: „Po tej stronie Alp nie będzie nic równego Notre Dame”. Dość prorocza wizja… skądinąd zrealizowana. Nie tylko po jednej, ale i po drugiej stronie Alp.

Katedrę w czasie rewolucji francuskiej przemianowano na Świątynię Rozumu, potem zrobiono w niej skład wina, a w 1795 r. gmach zamknięto aż do 1802 r. Prace restauracyjne podjęto dopiero w połowie stulecia. I to były ostatnie remonty katedry. Stąd dramatyczne apele władz kościelnych, które już kilka lat temu kierowano do władz państwowych (kościoły we Francji należą do państwa, które Kościołowi jedynie ich „użycza”). Świątynia była świadkiem wielu podniosłych uroczystości. 18 sierpnia 1239 r. król Ludwik IX (święty) wniósł (boso) do niej kupioną w Bizancjum koronę cierniową Chrystusa. W Notre Dame umieszczono także zgromadzone przez Ludwika fragmenty Krzyża Świętego i wiele innych cennych relikwii. W 1455 r. w katedrze odbył się proces rehabilitacyjny Joanny d’Arc, a 2 grudnia 1804 r. w obecności papieża Piusa VII w Notre Dame Bonaparte sam koronował siebie na cesarza Francji. Z kolei 30 maja 1980 r. świątynia gościła papieża Jana Pawła II. W trakcie tej pielgrzymki padły historyczne słowa: „Francjo, córko najstarsza Kościoła, czy jesteś wierna przyrzeczeniom twojego chrztu?”.

Nie polubię tego zdjęcia

Pożar w katedrze Notre Dame wybuchł w poniedziałek 15 kwietnia przed 19.00. Po godzinie runęła niemal stumetrowa iglica świątyni. Straż pożarna przez całą noc walczyła z ogniem. Sytuację udało się opanować po prawie dziewięciu godzinach akcji gaśniczej. Internet obiegły zdjęcia płonącej świątyni. I mnogość komentarzy, najczęściej opisujących żal i smutek po stracie czegoś wyjątkowego. Małgorzata Kożuchowska napisała pod fotografią umieszczoną na Instagramie: „Nie mogę powstrzymać łez. Szok. Żal. Niedowierzanie”. Na wyrażony przez aktorkę żal zareagował prezydent Andrzej Duda. „Szanowna Pani Małgorzato, nie polubię tego zdjęcia. Nigdy. Łączę się z Panią serdecznie w żalu. Straszne to jest...” – napisał. Prezydent nie polubił. Ja polubiłem (tłumaczę: zaznaczyłem symbol serduszka), choć dziwnie się potem czułem.

Atmosfera wokół pożaru gęstniała z minuty na minutę z co najmniej taką samą intensywnością jak atmosfera w płonącej budowli. – Odniosłem wrażenie, w kontekście silnych napięć społecznych wyraźnie widocznych we Francji, że ten pożar wprowadził chwilę zawieszenia – opowiada ks. Bogusław Brzyś, rektor Polskiej Misji Katolickiej we Francji. Nie wiem na jak długo – dodaje – ale wyraźnie da się odczuć wolę wszystkich stron do przeżycia tego wydarzenia w jedności narodowej. Wszystkie sprawy, które dzieliły Francuzów, jakby na chwilę zeszły na bok. Zapanowała zgoda co do tego, że trzeba być jednym narodem, zranionym narodem, ale wciąż zdolnym do działania.

Ksiądz Krystian Gawron, wicerektor Polskiej Misji Katolickiej, prowadzący w jej imieniu administrację Polskiego Seminarium w Paryżu, opowiada: – Kiedy zauważono pożar Notre Dame, trwało walne zebranie Stowarzyszenia Przyjaciół PMK we Francji. Wszyscyśmy płakali. A teraz nie tylko w Paryżu, ale właściwie w całej Francji daje się wyczuć coś szczególnego. Myślę, że atak na World Trade Center był zamachem na demokrację, zamach na Jana Pawła II był zamachem na sumienie ludzkości. Pożar katedry w Paryżu porównuję natomiast do zawału serca matki. Notre Dame była sercem Francji chrześcijańskiej. Kiedy płonęła, Francja jakby się obudziła, głęboko wstrząśnięta. Jakby ktoś krzyknął: matka ma zawał, trzeba zrobić wszystko, żeby ją otoczyć opieką! Taka moim zdaniem jest dzisiaj atmosfera we Francji. Wydaje mi się, że to jest zasadniczy wydźwięk tego wydarzenia.

Dla Polaków katedra paryska to miejsce szczególne, ponieważ mamy tam swoje akcenty narodowe. Skwer przed świątynią nosi imię św. Jana Pawła II. Już kilkanaście lat temu od strony Sekwany ustawiono tam pomnik papieża. – W grudniu ubiegłego roku we współpracy ze stroną rządową powstała kaplica polska, co miało związek z setną rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości – opowiada ks. Brzyś. – To w tej kaplicy znajdują się relikwie św. Jana Pawła II i kopia jasnogórskiej ikony Czarnej Madonny. W czasie pożaru udało się je wynieść. Sama kaplica w zasadzie ocalała, choć nosi ślady pożaru – dodaje.

Pytam rektora, jakie uczucia towarzyszyły mu, gdy przyglądał się płonącej katedrze. – Poczułem smutek i żal, że przez tyle wieków ta świątynia przetrwała w sercu Paryża pomimo zawirowań, a w XXI wieku płonie, podczas gdy my bezradnie patrzymy na ekran telewizora albo jedziemy metrem po to, żeby się upewnić, że to nie sen. Straszne doświadczenie bezradności.

Lud, który wyruszył

W bezradności ludzie poczuli potrzebę bycia razem i wejścia w modlitwę. W wielu kościołach francuskich, w polskim również, odbywały się nabożeństwa, będące wyrazem potrzeby bycia razem na modlitwie w tak trudnych chwilach. Ksiądz Bogusław Brzyś relacjonuje: – Nazajutrz po pożarze, kiedy słuchałem komentarzy w mediach, odniosłem wrażenie, że Francja, która ma opinię zdechrystianizowanej, w chwili cierpienia, w miejscu, jakim jest katedra, potrafi jednak odnieść się do swoich korzeni. „Ten korzeń nie jest jeszcze całkiem zbutwiały” – pomyślałem. Na fundamencie, który jeszcze pozostał, my, jako ludzie Kościoła, możemy wciąż budować. A w sytuacji, gdy Kościół jest na celowniku, pocieszające jest wygaszenie niechęci do tej instytucji, odruch jedności pomiędzy podziałami. Każdy przeżywa to wydarzenie na swój sposób. Turyści fotografują i publikują zdjęcia, aby się pochwalić, katolicy gromadzą się na modlitwie. Już w trakcie pożaru w okolicach fontanny Saint-Michel wiele osób modliło się wspólnie. W dzień po wybuchu pożaru miało miejsce duże wydarzenie modlitewne – setki albo nawet tysiące osób przyszło przed katedrę. Była to spontaniczna inicjatywa oddolna.

Gdy operatorzy kamer weszli do świątyni po ugaszeniu pożaru, słońce przez dziurę w dachu pokazało wyłaniający się z oparów złoty, błyszczący krzyż. Uwieczniono go na wielu fotografiach. – Ofiara matki być może przywoływała miłosierdzie Boże na oszalałą Europę, która chce wyeliminować Boga – skomentował ten moment ks. Gawron. Czy pożar katedry Notre Dame faktycznie był jakby zawałem jej serca? Nie wiem. Ostrożnie podchodzę do symboli, płonęło już wiele kościołów. Zazwyczaj ma w tym swój udział człowiek, a raczej jego nieuwaga. Trzęsienie ziemi w Asyżu było równie przejmujące. Wiem jednak, że nadzieja zawieść nie może. A to, co arcybiskupowi Paryża powiedział proboszcz spalonej świątyni, budzi nadzieję: „Nie masz już katedry, ale masz lud, który wyruszył w drogę”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama