Nowy numer 27/2020 Archiwum

Chodzi o godność

O znaczeniu dla wspólnoty europejskiej pożaru katedry Notre Dame, celach rządu PiS oraz wolnych niedzielach mówi minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz.

Bogumił Łoziński: Gdy płonęła katedra Notre Dame, napisała Pani na Twitterze: „Płonie Francja, której już nie ma… symboliczne w Wielkim Tygodniu”. Na czym ta symbolika polega?

Jadwiga Emilewicz: Katedra Notre Dame jest symbolem Francji i całej Europy, symbolem zarówno katolickim, jak i kulturowym. To w niej przechowywane są relikwie krzyża i korony cierniowej, ale także bezcenne dzieła sztuki. Katedra jest zatem świadkiem i nieodłączną częścią historii stuleci, które przeminęły. Dlatego w dość emocjonalnym wpisie na Twitterze napisałam, że „płonie Francja, której już nie ma...”. Bo przecież jest to pożar symboliczny, zarówno w kontekście historycznym, jak i w aspekcie kryzysu wartości, który obserwujemy. Z jednej strony na naszych oczach płonie zabytek cywilizacji i świadek minionych epok, z drugiej obserwujemy od wielu lat, jak słabnie europejskie chrześcijaństwo, pustoszeją kościoły, zanika w nas katholikós, czyli powszechność Kościoła i wiary. Obserwując reakcje na pożar Notre Dame, możemy powiedzieć, że potrafimy stawiać czoła testom historii. Zniszczeniu uległo coś bardzo istotnego dla naszego dorobku kulturowego, a my zjednoczyliśmy się wokół tego i pokazaliśmy, że Europa jest wspólnotą. Powinniśmy teraz tę katedrę wspólnie odbudować, bo to coś więcej niż kamienie – to symbol naszych chrześcijańskich wartości.

Może to wydarzenie obudzi w Unii Europejskiej refleksję na temat wartości chrześcijańskich, które ta katedra symbolizuje, a które Unia odrzuciła?

Historia pełna jest przypadków, kiedy wstrząsy wyzwoliły pewnego rodzaju procesy. Współczesna psychologia to potwierdza. W obliczu silnego doświadczenia może dochodzić do dużych zmian. Obecność katedry w Paryżu była do tej pory oczywista. Jej pożar uświadomił wszystkim, że tak nie musi być zawsze. Okazuje się, że możemy łatwo stracić to, co było budowane przez wiele pokoleń. Reakcje Europy na ten pożar wskazują, że skala strat jest bardzo duża, nie tylko w wymiarach architektonicznych, ale przede wszystkim tych znacznie głębszych. Pożar Notre Dame skłania do refleksji nad tym, jakie są nasze korzenie, skąd bierzemy początek. Na zgliszczach paryskiej katedry wybrzmiewa to wyjątkowo mocno.

Zajmuje się Pani naukowo kwestią władzy, systemów politycznych. UE zarzuca się technokratyzm, podejmowanie decyzji przez urzędników nie mających demokratycznego mandatu. Czy deficyt demokracji jest jednym z powodów kryzysu wspólnoty?

Unia Europejska jest wielkim eksperymentem w historii świata. Wynegocjowany w trudnym dialogu układ międzyinstytucjonalny 500-milionowej wspólnoty jest czymś wyjątkowym. Byłabym ostrożna w twierdzeniu, że musimy reformować UE. My jeszcze nie okrzepliśmy w strukturze traktatu lizbońskiego. Powinniśmy się skoncentrować na respektowaniu i pełnym wykorzystaniu kompetencji i instrumentów traktatowych. Za mało mówimy o Unii Europejskiej jako całości. W kontekście tego, co się dzieje w geopolityce, np. napięcia gospodarczego między USA i Chinami, utrzymanie europejskiej wspólnoty, ze wszystkimi jej problemami, jest w interesie Polski. Musimy egzekwować to, co zostało ustalone, i dobrze wykorzystywać stworzone instrumenty.

Do reformy wymiaru sprawiedliwości instytucji unijnych nie udało się przekonać.

Wiele z nich stara się „wybić na niepodległość”, rozszerzyć swoje kompetencje. Dariusz Karłowicz zwrócił uwagę, że w sprawie polskiego sądownictwa Trybunał Sprawiedliwości UE postrzega się trochę jak rzymscy senatorowie. Widzi swoją rolę nie jako ten, kto wykonuje prawo, ale realnie je tworzy, przypisując sobie wyjątkowe uprawnienia. To, co podaje, ma być bezwzględnie spełnione, autorytarnie wyznacza granice tego, co przestaje być kompetencją danego państwa, a zaczyna zależeć od decyzji UE. W tym sporze nie jesteśmy odosobnieni. Chodzi nie tylko o przypadki węgierskie, ale także o wyrok w sprawie zarobków sędziów w Portugalii. Dlatego konieczna jest dyskusja na temat zakresu spraw, w których Trybunał może orzekać.

Część polityków europejskich zarzuca rządowi, że wprowadza system autokratyczny. Jak Pani to skomentuje?

To są twierdzenia publicystyczne. Aby pozyskiwać głosy, politycy wyostrzają swoje opinie. Kwestie ekonomiczne pokazują, że są to tezy nieprawdziwe. Trzy lata temu wszystkie agencje ratingowe obniżały Polsce oceny wiarygodności kredytowej, argumentując to głównie ryzykiem związanym z reformami politycznymi, jakie przeprowadzał nasz rząd. Wskazywano na niepewność prawną i ograniczenia demokracji. Dzisiaj okazuje się, że w Polsce panuje doskonały klimat inwestycyjny, chce do nas przyjeżdżać największa od lat liczba inwestorów. Ten rok jest rekordowy. Co więcej, ponad 90 proc. inwestorów deklaruje, że zdecyduje się na reinwestycje w Polsce ze względu na korzystne warunki, w tym także na dobre prawo. A przecież my nie zmieniliśmy naszej polityki, realizujemy ją konsekwentnie od trzech lat. Jesteśmy w sytuacji gospodarczej prosperity, Polska jest postrzegana jako gospodarka rozwijająca się niezwykle szybko. To jest realna ocena tego, co się dzieje w Polsce, a nie opinie polityków.

Kościół sformułował katolicką naukę społeczną (KNS), która odnosi się także do kwestii ekonomicznych. Czy rząd wprowadza rozwiązania, opierając się na KNS?

Co prawda w żadnym strategicznym dokumencie rządu nie ma wprost odniesienia do katolickiej nauki społecznej, ale z pewnością wynosimy z niej godność człowieka, którą stawiamy na pierwszym miejscu w naszych działaniach. Warto jednak spojrzeć na owoce działań rządu Zjednoczonej Prawicy. Godność człowieka, jego prawa – w tym prawo do wolności, także gospodarczej – są dostrzegalne, nie tylko w warstwie moralnej. Warto podkreślić jeszcze jedną, fundamentalną kwestię: uznając zasady wolnej konkurencji, nie zapominamy, że w centrum życia gospodarczego jest człowiek, także w jego najbliższej wspólnocie, jaką jest rodzina. Przez wiele lat nasi poprzednicy nie dostrzegali potrzeby zapewnienia tej godności indywidualnej i wspólnotowej, rodzinnej, co doprowadziło do sytuacji, w której Polska była niechlubnym liderem państw z problemem ubóstwa dotykającym wielu rodzin. Dzięki zrównoważonemu rozwojowi gospodarczemu, godnym wynagrodzeniom i inwestycjom publicznym poprawiliśmy jakość życia Polaków.

W czym to się przejawia?

Poprzez rosnącą płacę minimalną, stawkę godzinową wynagrodzenia oraz ograniczenie stosowania umów cywilnoprawnych zadbaliśmy o poprawę godności i bezpieczeństwo pracowników. Wprowadzone programy socjalne, takie jak Rodzina 500 Plus, Emerytura Plus i program Dobry Start, finansujący wyprawkę szkolną, zmniejszyły nierówności społeczne i ograniczyły ubóstwo. To bez wątpienia element solidarnościowy, godnościowy i wspólnotowy, wyraz szacunku i podniesienia godności ludzkiej, człowieka w świecie i w rodzinie. Dbamy o rozwój gospodarczy, o inwestycje i stwarzanie dogodnych warunków do prowadzenia przedsiębiorstw. Oczkiem w głowie są dla nas innowacyjne przedsiębiorstwa, zwłaszcza mikro, małe i średnie, którym staramy się poprawiać warunki prowadzenia działalności, m.in. przez ulgę na start, na innowacje czy rozwiązując poważne problemy, jak choćby sukcesji czy zatorów płatniczych.

Z analizy skutków wprowadzenia wolnych niedziel wynika, że pracownicy są z tego rozwiązania zadowoleni. Jak ta sprawa wygląda pod względem ekonomicznym?

Analiza zmian struktury handlu detalicznego od 2011 r. pokazuje, że rokrocznie zamykano ok. 3 tys. małych sklepów. W ubiegłym roku liczba ta uległa zmniejszeniu. Ograniczona została przede wszystkim dynamika spadków, poprawiła się efektywność gospodarcza wspomnianych placówek, wzrosły obroty na punkt sprzedażowy. Zarzut, że nowe prawo spowodowało zamykanie małych sklepów, nie jest więc prawdziwy. Małe i średnie placówki handlowe, zwłaszcza prowadzone przez mikroprzedsiębiorców, zyskały na wprowadzonym ograniczeniu. Kolejny wniosek, który obserwujemy, to fakt, że Polacy dostosowują się do wprowadzanych w okresie przejściowym ograniczeń handlowych w niedziele. Przede wszystkim zmieniają się nasze przyzwyczajenia zakupowe, np. robimy większe zakupy w piątek czy sobotę. Zmieniamy też formę aktywności, poświęcając w niedziele więcej czasu na relacje z bliskimi, odpoczynek czy turystykę i rekreację. Niewątpliwie pozytywnym efektem wolnych niedziel jest wzrost obrotów o 6 proc. w sektorze turystyki, na którym korzystają także restauracje czy hotele. Gospodarczo zatem nie tylko ograniczenie handlu nie spowodowało szkód, ale pozwala rozwijać w Polsce branże tworzące tzw. ekonomię czasu wolnego. Przyjęty model stopniowego dochodzenia do całkowitego ograniczenia handlu w niedziele zabezpiecza interesy przedsiębiorców, konsumentów i państwa polskiego, czuwającego nad rozwojem gospodarczym kraju. •

Jadwiga Emilewicz

jest wiceprezesem partii Porozumienie, która wchodzi w skład Zjednoczonej Prawicy. Z wykształcenia politolog i menedżer kultury.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama