Nowy Numer 21/2019 Archiwum

Katolicki hit

Fabularyzowany dokument „Miłość i miłosierdzie” od kilku tygodni znajduje się na czołowych miejscach polskiego box office.

Nie  chciałby się powtarzać, bo o filmie pisałem już w jednym z poprzednich numerów GN. Przypomnę tylko, że film nie jest jedynie biografią zakonnicy. Opowiada o tym w skrócie. Jego najważniejszym wątkiem jest przesłanie miłości, związane z obrazem Jezusa namalowanego według wskazówek Faustyny. Film jest rzetelnie zrealizowanym dokumentem fabularyzowanym. W podobnych produkcjach sceny fabularyzowane ze względu na poziom realizacji nie zawsze podnoszą wartość filmu. W dziele Kondrata jest inaczej. Zostały zręcznie wplecione w rytm dokumentalnej narracji. 

Film Michała Kondrata odniósł sukces frekwencyjny. Obejrzało go już ponad 160 tysięcy widzów. To bardzo dużo jak na fabularyzowany dokument. A przecież to nie powinno się zdarzyć, bo – zdaniem wielu recenzentów – film jest przykładem religijnej propagandy. Z pewnością gdyby pokazał s. Faustynę we współczesnym, feministycznym ujęciu albo jako ofiarę kościelnych prześladowań, mógłby liczyć na  przychylne przyjęcie krytyków.

Dlaczego – zdaniem recenzentów – „Miłość i miłosierdzie” jest złym filmem? Pozwolę sobie przytoczyć kilka opinii, które nie wymagają komentarza.  – Filmy religijne mają w środowisku bardzo złą opinię. Przeważnie są robione w najtańszy z możliwych sposób, a ich przekaz jest w stanie trafić tylko do tych już przekonanych. Niestety, nawet pośród nich „Miłość i miłosierdzie” wyróżnia się na minus – czytamy w jednej z recenzji. Autor innej dochodzi do wniosku, że  „Miłość i miłosierdzie” to „najczystszy przykład kuriozalnie naiwnego religijnego kiczu”. Kolejny autor traktuje film łagodniej, pisząc, że „…coś, co do pewnego momentu jest w miarę rzetelnym dokumentem, nagle staje się pseudonaukową propagandówką”. Autor innej sugeruje, że to „film idealny na rekolekcje, który zapewne dołączy do repertuaru lekcji religii”, dodając, że „to nie jest komplement”. Można by się zastanawiać, co w tym złego, że trafi na rekolekcje.

Jak się okazało, widzowie  nie podzielili zdania krytyków, uznając, że warto go obejrzeć.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • Nutka
    18.04.2019 13:41
    Byłam w kinie na tym filmie, wiedziałam więc, czego się spodziewać i nie jestem uprzedzona do tematu, a wręcz przeciwnie, chcę go zagłębić. Ale ta produkcja nie jest jakaś wybitna. Może mało kto ze środowiska katolickiego ma odwagę skrytykować film o tej tematyce, zwłaszcza w Polsce? Nie wiem, ale gdybym wcześniej nie czytała o św. Faustynie i orędziu Miłosierdzia, to z tego filmu wiele bym nie zrozumiała. Oczywiście nie jest to historia świętej Faustyny, bo potraktowano jej biografię zaledwie jako wstęp do dalszej części, już o Miłosierdziu, co nie jest problemem, bo taka była wizja reżysera. Ale ta druga część jest dość lakoniczna i choć tłumaczy rozwój kultu, nie daje odpowiedzi na pytanie, po co jest Miłosierdzie. Pojawiają się, owszem, próby tłumaczenia, ale to wszystko jest płytkie i powierzchowne, nie zawarto w filmie głębi przesłania o Miłosierdziu. I powiedzmy sobie szczerze, że część idących do kina nie wiedziała, czego się spodziewać po dokumencie fabularyzowanym, a zwiastun raczej bardziej eksponuje część fabularną. Ze swojej strony napiszę, że raz poznawszy ten gatunek, już więcej nie pójdę do kina na taki film, bo przerywanie opowieści kolejnymi wywiadami mnie zwyczajnie rozpraszało. Jedyne nowości, jakie poznałam na tym filmie, to informacja o tym, że prof. Kazimirowski, malarz, był masonem, i jeszcze coś o księdzu, który dotarł przez Japonię do USA. To chyba trochę mało, a może nie da się zrobić filmu o Miłosierdziu, bo człowiek zwyczajnie go nie ogarnia...
    doceń 36
  • Gość
    18.04.2019 19:00
    Pomijając inne sprawy, to z frekwencji nie wynika jakiej części widowni się podobało.
    doceń 36

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.