Nowy numer 42/2019 Archiwum

Nareszcie!

Po chwilowej euforii Izrael wrócił do normy i zaczął robić to, co potrafił najlepiej: narzekać i szemrać. Nawet dochodząc do wyśnionej Ziemi Obiecanej, wysyłał do nieba SMS-y z pretensjami. Słowo ma moc. Zabija. I ożywia.

W czasie dyplomatycznego kryzysu na linii Rzeczpospolita–Izrael krążył w sieci dowcip. Anioł podchodzi do Boga i rzuca: „A na domiar złego dwa narody wybrane się pokłóciły”. Patrzę na zachowanie Izraelitów maszerujących przez 40 lat przez pustynię i nie mogę przestać się dziwić: jak bardzo jesteśmy do siebie podobni!

Jak wynika z badań ośrodka Pentor, narzekanie jest jednym ze sposobów, w jaki Polacy najczęściej wyrażają emocje. Myślę, że podręczniki do nauki języka polskiego powinny zaczynać się od rysunku z podpisem: „To pan Kowalski. Jest właśnie niezadowolony z tego, że pada deszcz. Pan Kowalski nie lubi chamstwa, jazzu i Legii Warszawa”. Kwintesencją naszego narzekania jest obrazek z „Wojny domowej”, kiedy to podczas przeglądu młodych kapel Pawełek z ekipą śpiewają na całe gardło: „Tak mi źle, tak mi źle, tak mi szaro”. Do hymnu!

Grzechem, który najczęściej wytykał Bóg Izraelowi, było szemranie i narzekanie.

Nie weszli do nieba

GPS jak na złość zamiast wybrać najkrótszą drogę, nakazał Izraelowi wędrówkę przez jałową, bezkresną pustynię. Co więcej, po drodze nie dawał komunikatów: „atrakcja turystyczna”. Nic dziwnego, że Mojżesz szybko znalazł się między młotem a kowadłem. Toczył potężną walkę wewnętrzną. „Gdy tylko rada starców wyszła z namiotu, padł wyczerpany na ziemię i leżąc w prochu, zaczął błagać Boga, krzyczeć i zawodzić. Jako lider wspólnoty był pełen entuzjazmu, nie poddawał się, ale przed Bogiem nie udawał. Ujawnił swoją słabość” – wyjaśnia José Prado Flores. „Prawdziwy problem Izraela polegał na negatywnej wizji rzeczywistości. Wszystko utraciło kolory. Zniechęcony Izrael uważał pustynię za miejsce stałego, a nie jedynie przejściowego pobytu. Przez 40 lat nie słyszymy już pieśni chwały, ale wieczne narzekania, szemrania, pesymistyczne uwagi. »W cieniu potężnych piramid mieliśmy dom i chleb, zostaliśmy zwiedzeni mrzonkami o wolności«” – dodaje.

Szczególny „charyzmat” szemrania miało idące na końcu ogonka pokolenie Dana. Już samo imię protoplasty rodu oznacza sędziego (jakże inaczej brzmi imię „Daniel”, czyli „Bóg jest sędzią”!). Gdy patriarcha Jakub przed śmiercią przywołał swoich synów, każdego z nich błogosławił. „Opowiem wam, co was czeka w czasach późniejszych” (Rdz 49,1b) – zapowiedział. Dla Dana słowa ojcowskiego proroctwa nie były sielanką: „Dan będzie sądził lud swój jako jeden ze szczepów izraelskich; będzie on jak wąż na drodze, jak żmija jadowita na ścieżce, kąsająca pęciny konia, z którego jeździec spada na wznak” (Rdz 49,16-17).

Pokolenie Dana było wiecznie niezadowolone. Nieustannie narzekało. W czasie rekolekcji dla naszej redakcji o. Augustyn Pelanowski zauważył, że w siódmym rozdziale Apokalipsy, gdy mowa jest o 144 tysiącach opieczętowanych z wszystkich plemion Izraela, brakuje jednego pokolenia. Którego? Jedynym pokoleniem Izraela, które nie zostało wymienione w niebiańskim spisie lokatorów, jest… pokolenie Dana. Zostało pominięte, bo zabrakło ich w niebie! Co więcej: w tradycji żydowskiej i wczesnochrześcijańskiej pojawił się pogląd, że z tego pokolenia będzie się wywodził apokaliptyczny Antychryst.

Daleko jeszcze?

Bóg był wierny obietnicy. Opiekował się Izraelem. Wyprowadzał wodę z twardej skały, karmił swój wiecznie niezadowolony lud przepiórkami i manną. Była to solidna lekcja zaufania, bo manny starczało jedynie na jeden dzień. Nie można było jej chomikować na czarną godzinę. Izrael z dnia na dzień uczył się zaufania Temu, który przedstawił się jako El Szaddaj. Ten, którego Syn na krzyżu rozbroił „węża starodawnego”, jako ratującą życie odtrutkę polecił adorowanie miedzianego gada. Zachwyca mnie sposób Jego interwencji. Jak na dłoni pokazał Izraelowi, że jest Bogiem odwracania biegu rzeczy. Już po wyjściu z ziemi ucisku „Anioł Boży, który szedł na przedzie wojsk izraelskich, zmienił miejsce i szedł na ich tyłach. Słup obłoku również przeszedł z przodu i zajął ich tyły, stając między wojskiem egipskim a wojskiem izraelskim. I tam był obłok ciemnością, tu zaś oświecał noc” (Wj 14,19-20). Bóg wykonał ten manewr w okamgnieniu! To, co dotąd było ciemnością, stawało się światłem. Jak bardzo przypomina mi to słowa Nowego Mojżesza: „Czyż nie mówicie: »Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa«? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo” (J 4,35). Wedle wiedzy doświadczonych rolników i praw rządzących przyrodą do żniw pozostały cztery miesiące. Patrzący z perspektywy Królestwa Jezus skraca ten czas. Pola już bieleją na żniwo.

– Wędrujący przez pustynię Izrael co chwilę ścierał się z wrogimi plemionami, by odkryć, że… tak naprawdę walczy za niego Bóg – opowiada judaistka Maja Miduch. – On przypomina: „Ja walczę za Izraela”. Kiedyś nad biurkiem powiesiłam sobie cytat: „Ja, Bóg wasz, sam będę walczył za was”.

Wino

Pierwszy zanotowany przez Ewangelię cud Jezusa sprowokowany był słowami Maryi: „Nie mają już wina”. Na krzyżu Jezus wypił czwarty kielich kończący Paschę. Przez 40 lat wędrówki przez pustynię Izrael nie pił wina. Wysłannicy, którzy jako pierwsi weszli do Kanaanu, przynieśli winne grona. Izrael po latach postu doczekał się wina: symbolu radości, zwycięstwa, spełnienia obietnic. Zanim jednak wzniósł triumfalny toast, znów znalazł się w potrzasku. Zwiadowcy, choć widzieli ziemię opływającą w mleko i miód, zarazili tłum wirusem paraliżującego strachu. Przerażeni wymamrotali: „Widzieliśmy nawet olbrzymów, a w porównaniu z nimi wydaliśmy się sobie jak szarańcza” (Lb 14,34). Nieprzypadkowo porównali się do szarańczy. Prorok Joel i Jan w Apokalipsie określali w ten sposób wyjątkowo żarłoczny rodzaj demonów pożerających wszystko, co stanie im na drodze.

Nie mamy szans. Jesteśmy zerem. Nie liczymy się – skąd ja znam tę narrację? Nic dziwnego, że „całe zgromadzenie zaczęło wołać, podnosząc głos. I płakał lud owej nocy. Izraelici szemrali przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi” (Lb 14,1).

Wiara bierze się ze słuchania. Wierzymy w to, czego słuchamy. Na całe szczęście z przerażonego tłumu wyszło dwóch mężczyzn: Jozue i Kaleb. Zawołali: „Jeśli nam Pan sprzyja, to nas wprowadzi do tego kraju i da nam ten kraj, który prawdziwie opływa w mleko i miód. Tylko nie buntujcie się przeciwko Panu. Nie bójcie się też ludu tego kraju, gdyż ich pochłoniemy. Obrona od niego odstąpi, a z nami jest przecież Pan. Zatem nie bójcie się ich!” (Lb 1,8-9).

Słowa mają moc. Mogą nas sparaliżować, krępować, związać, ale i podnieść na duchu. – W rzeczywistości duchowej kłamstwa, w które uwierzymy, stają się prawdą – wyjaśnia o. Radosław Rafał, psycholog. Nie bez znaczenia dla naszych życiowych wyborów jest to, czy słuchamy narracji: „Nie masz szans. Jesteś zerem”, czy pełnego wiary zapewnienia: „Z nami jest Pan. Dlatego ich pochłoniemy. Po naszej stronie jest nieskończoność!”. Jak bardzo przypomina to wyznanie Teresy Wielkiej: „Ja i Bóg razem stanowimy większość”.

„Nasza niewola grzechu była tak wielka, że musiał przyjść »ktoś stamtąd«. Król nie z tego świata” – pisałem, rozpoczynając wielkopostny cykl „Akcja ewakuacja”. Wchodzimy w Wielki Tydzień, czas, w którym „patrzymy na Tego, któregośmy przebodli”, i jeszcze lepiej rozumiemy, dlaczego Bóg nadał Mu imię Jeszua. Jego pełna hebrajska forma oznacza „Jahwe wybawia, ratuje”. Za wielką cenę zostaliśmy uratowani.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji