Nowy numer 21/2022 Archiwum

Problem starszego brata

Pan Bóg nie ma z nami lekko. Wszyscy w jakimś sensie jesteśmy marnotrawni, bo nie potrafimy odnaleźć się w Jego domu.

W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi».

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:

«Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie.

A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.

Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”. Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca.

A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.

Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić.

Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”.

Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”.

Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».


1. Gubimy synostwo i braterstwo. Widzimy w Bogu albo tylko Tego, który powinien nam dać to, co się nam należy, i potem dać nam święty spokój, albo surowego zarządcę, który wymaga, byśmy tyrali dla Niego od rana do wieczora, i niewiele z tego mamy. Obie te wizje są z gruntu fałszywe. Są dowodem na to, że nie znamy Bożego serca. Nie widzimy w Bogu naszej ojczyzny, naszego domu. Nie widzimy Jego miłości. I dlatego się buntujemy. Albo jawnie – jak młodszy syn, albo skrycie – jak drugi. W świecie sporo dziś tych pierwszych, ale w Kościele nie brak tych drugich.

2. Zwykle skupiamy się na przypadku młodszego syna. Bo jest prostszy. Brakuje czasu na analizę sytuacji starszego. Czy jednak nasze kościoły nie są wypełnione o wiele bardziej „starszymi braćmi” niż „młodszymi”? Na czym polegało zagubienie starszego syna? „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu, ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi” – mówi do ojca, wściekły z powodu uczty wyprawionej dla brata. Powrót marnotrawnego ujawnił skrywaną agresję maskowaną przez lata postawą „lepszego”, posłusznego syna. Co jest istotą jego złości? Może fakt, że uczta została wyprawiona z tej części majątku ojca, która jemu się należy. Swoją połowę młodszy braciszek przepuścił. Skoro ojciec przywrócił bratu synostwo, to by znaczyło, że młody zostaje ponownie dziedzicem, jakaś część majątku znowu mu przypadnie w udziale. To niesprawiedliwe.

3. A może jest tak, że starszy syn w istocie zazdrości bratu. Mówi do ojca: „Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami…”. Skąd wiedział, że jego brat przepuścił kasę z nierządnicami? Rozmawiał z nim o tym? Nie sądzę. W opisie upadku młodszego brata mowa jest tylko o rozrzutnym życiu. Oczywiście mogło to także oznaczać rozpustę. Czy nie jest tak, że starszy brat przenosi (jak się to mówi w psychologii – projektuje) na młodszego swoje grzeszne marzenia o szczęściu? Czy skrycie nie śni o używaniu życia z nierządnicami? Określenie „ten syn twój” brzmi bardzo zimno. To odtrącenie brata. Ojciec uznał marnotrawnego za syna, ale brat nie chce uznać go za swego brata. Nie tęsknił za nim, nie cieszył się nim, gdy powrócił. Nie wyruszył, by go szukać. Marzył o nierządnicach.

4. Chrześcijaństwa nie wolno redukować do wypełniania prawa, do etycznego perfekcjonizmu, który nadyma pychę i nieraz prowadzi do pogardy wobec upadłych. W chrześcijaństwie chodzi o więź, o miłość. Ojciec kocha obu braci. Wychodzi na spotkanie starszego syna i cierpliwie mu tłumaczy: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy”. Akcent pada na bliskość, obecność, komunię, spotkanie. Naszym bratem jest Jezus Chrystus. Prawdziwy Syn Ojca. On spłaca na krzyżu długi „młodszych braci”, które zaciągnęli przez grzeszne życie. On „starszych braci” uczy, że posłuszeństwo Ojcu nie jest niewolnictwem, ale drogą pięknej miłości. 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama