GN 19/2022 Archiwum

Po co nam zmiana czasu?

Co roku w marcu i październiku przesuwamy zegary. Takie działanie ma mieć sens ekonomiczny. Ale ten sens jest coraz częściej podważany.

Co roku to samo. Ostatni weekend marca. Wszystkie telewizje, wszystkie stacje radiowe i wszystkie portale internetowe przypominają nam, że należy w środku nocy przesunąć zegary do tyłu. Oczywiście większość z nas ma zegary elektroniczne w komórkach i komputerach. Ale odczucie, że po normalnym sobotnim śnie na ekranie widzimy nie godzinę 9.00 jak zwykle, ale godzinę 10.00, może być trochę bolesne. W zamian jednak mamy dłuższy dzień. Ta sama operacja, tylko, że na odwrót, ma miejsce w ostatni weekend października. Śpimy wtedy godzinę dłużej, ale dzień staje się krótszy. I po co to wszystko?

Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje

Do czasu, kiedy głównym zajęciem człowieka było rolnictwo, z różnicą czasu w lecie i w zimie nie było problemu. Człowiek pracował tyle, na ile pozwalało światło słoneczne. Siłą rzeczy, w rolnictwie w zimie jest mniej pracy niż w lecie. Krótsze dni zimowe nie stanowiły więc problemu. Podobny system pracy przyjmowali też rzemieślnicy w miastach. Pracowali oni głównie przy świetle dziennym. Tak naprawdę do czasu rewolucji przemysłowej większości ludzi na świecie nie były potrzebne nawet zegary. Wszystko zmieniło pojawienie się wielkich fabryk w XIX w. Racjonalizacja produkcji wymagała stałych godzin pracy. Robotnicy nie pracowali już od zmierzchu do świtu, ale np. od 6 rano do 6 wieczorem.

System ten oczywiście natykał się na różnice w długości dnia w lecie i w zimie. Nierzadko przedsiębiorcy musieli zapewnić robotnikom dodatkowe oświetlenie w miesiącach zimowych. Pierwszy o problemie pisał Benjamin Franklin. W broszurce „early to bed and early to rise makes a man healthy, wealthy, and wise” przekonywał on, że przesuwanie zegarów w lecie godzinę do przodu a w zimie godzinę do tyłu pozwoliłoby zaoszczędzić zużycie świec i dawałoby pracownikom więcej czasu na korzystanie ze światła słonecznego po pracy. Broszura ta długo nie była brana na poważnie. Jednak wszystko zmienił dalszy rozwój techniki.

Rozwój kolei żelaznych wymusił na rządach państw standaryzację czasu we własnych granicach. Pociągi musiały przecież jeździć według logicznego rozkładu godzinowego. Pod koniec XIX w. wprowadzono strefy czasowe. Kiedy zaczęto więc „manipulować” czasem, przypominano sobie o pomyśle Franklina. Ostatecznie, jednak do wprowadzenia „czasu letniego” zmusiła kolejne państwa wojna. W 1916 r. walczące Niemcy i ich sojusznik Austro-Węgry, wprowadziły zmianę czasu, aby oszczędzać cenny węgiel. Wkrótce podobną decyzję zaczęły podejmować kraje zachodnie, a po nich wiele innych krajów świata.

W Polsce zmianę czasu po raz pierwszy wprowadzili niemieccy okupanci w 1917 r. Przez dłuższy czas istnienia II RP Polacy nie stosowali „czasu letniego”. Ponownie wprowadzono go w Polsce w 1945 r. Zrezygnowano z niego w okresie 1949-57, ponownie wprowadzono w okresie 1957-64. Od 1977 Polacy niezmiennie przestawiają czasu na wiosnę i na jesień. W 1995 r. nastąpiła zmiana, i czas przesuwa się w październiku a nie we wrześniu.

Irytujące przestawianie zegarków

W XX w. zmianę czasu wprowadziła większość państw świata. Nowince oparły się tylko centralna Afryka i Azja południowo-wschodnia, czyli raczej słabo rozwinięte obszary. Jednak dzisiaj „czas letni” stosują przede wszystkim państwa Zachodu, czyli Europa Zachodnia, Ameryka Północna i Australia z Nową Zelandią. Poza nimi, zmianę czasy stosują tylko Chile, Iran, kilka stanów brazylijskich i kilka krajów Bliskiego Wschodu. Cała reszta świata zrezygnowała z przestawiania zegarów dwa razy w roku. Ich śladem poszło kilka stanów Kanady, USA i Australii. Co wpłynęło na ich decyzję?

Używanie „czasu letniego” była od dłuższego czasu krytykowana. A wszystkiemu winny jest … dalszy postęp technologiczny. Świat wyszedł z epoki industrialnej i bezwzględne trzymanie się ustalonych rozkładów czasu przestało mieć tak istotne znaczenie. Rozwój energetyki sprawił, że oszczędności energetyczne związane z przesuwanie zegara stały się coraz mniej zauważalne. W niektórych miejscach zaczęło występować nawet zjawisko odwrotne, czyli straty energii związane np. z użytkowanie klimatyzacji. Najważniejszy jednak był postęp w dziedzinie informatyki. Zmiany czasy nie są dobrze widziane przez systemy informatyczne, obsługujące coraz więcej dziedzin życia. Np. wiele banków nie obsługuje klientów w czasie przestawiania zegarów.

Zmiany podejścia do „czasu letniego” ma również miejsce w państwach, które wciąż z niego korzystają. Propozycja rezygnacji z przestawiania zegarów pojawiła się niedawno w Polsce. O zdanie w tej sprawie zapytała obywateli UE Komisja Europejska. Większość z nich opowiedziała się za rezygnacją ze zmiany czasu. Kiedy już wydawało się, że pomysł Benjamina Franklina przejdzie w Europie do historii, kraje południa Europy zaprotestowały. Dyskusja więc rozgorzała na nowo. Ale to zupełnie inna historia.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama