Nowy numer 12/2019 Archiwum

Jak wyjaśnić dziecku zdjęcia z pikiety antyaborcyjnej?

To pytanie, które zadają sobie rodzice dzieci. Odpowiedź jest taka, że nie da się racjonalnie wyjaśnić tego, co przedstawiają zdjęcia. To jednak nie jest równoznaczne z tym, że zdjęcia nie powinny być pokazywane publicznie. To bardziej skomplikowane...

Na profilu społecznościowym jednego z lokalnych portali pojawiła się informacja o zorganizowaniu w Żywcu pikiety antyaborcyjnej. Oczywiście post wywołał burzę komentarzy. Spora część internatów popierała pomysł, byli jednak i przeciwnicy. Tradycyjnie ze strony tych drugich pojawił się argument, że zdjęcia zmasakrowanych w aborcji ciał dzieci nie powinny być publikowane, bo to epatowanie przemocą. Jedna z komentatorek napisała na przykład, że cieszy się z faktu mieszania poza Żywcem, bo nie wie jak miałaby wyjaśnić swojemu synowi to, co mógłby zobaczyć na zdjęciach.

W jednym zgodzę się z nią w stu procentach: nie widzę możliwości racjonalnego wyjaśnienia tego, co pokazują zdjęcia z aborcji. Przemoc, jaką jest zabicie bezbronnego dziecka nie jest racjonalna, jest bezrozumna i okrutna. I rozumiem skąd się biorą kontrowersje również wśród części przeciwników aborcji. Nie chcemy oglądać zła. Nie wiem czy taka forma działalności pro-life jest najlepszą z możliwych pod względem uświadamiania społeczeństwu czym naprawdę jest aborcja. Sam mam pewne wątpliwości w tym zakresie. Nie chcę jednak w tym komentarzu rozstrzygać w tej kwestii. Ale zadałem pani komentatorce pytanie, które powinni sobie zadać wszyscy przeciwnicy antyaborcyjnych wystaw, na których pokazywane są bezpośrednie skutki aborcji:

Czy konsekwentnie za sprzeciwem wobec pokazywaniem takich antyaborcyjnych zdjęć (w proteście przeciw ukazywaniu przemocy) idzie też na przykład postulat likwidacji ekspozycji w muzeum Auschwitz, gdzie na zdjęciach również widzimy bezpośrednie skutki przemocy, albo w innych tego rodzaju miejscach pamięci?

Jak wyjaśnić dziecku zdjęcia z pikiety antyaborcyjnej?   Roman Koszowski /Foto Gość

Czy komentatorka, która za żadne skarby nie chce, by jej syn zobaczył zdjęcia przedstawiające zabite w wyniku aborcji dziecko nie zgodzi się, by ten sam syn pojechał na szkolny wyjazd np do Muzeum Auschwitz?  Również tutaj nie da się racjonalnie wyjaśnić tego, co pokazują autentyczne zdjęcia z obozowej rzeczywistości. A jednak nikomu nie przychodzi do głowy, żeby zakazać ich pokazywania. Przecież te fotografie pokazują autentyczne skutki zła, okrucieństwa, do realizacji jakiego w systemowy sposób zdolny jest człowiek. Tyle, że ze zdjęciami z aborcji jest dokładnie tak samo.

Z pewnością oglądanie jednych i drugich fotografii powoduje u odbiorcy poważny dyskomfort. Oglądanie zła nie jest w żaden sposób przyjemne dla zdrowego człowieka. Są jednak sytuacje, w których pokazywanie skutków zła może być uzasadnione, może mieć działanie otrzeźwiające. 

Ktoś powie, że nie każdy wchodzi na teren Muzeum Auschwitz, natomiast w czasie pikiet zdjęcia są wystawiane w miejscach publicznych. To jest poważny argument w dyskusji, bo zdjęcia na ulicy oglądają też małe dzieci. Z drugiej jednak strony na wszystkich wyrobach tytoniowych zamieszczone są celowo drastyczne zdjęcia wizualizujące konkretne skutki palenia. Te obrazu oglądają wszyscy, dzieci również. Przykładów, gdzie drastyczny obraz trafia do najmłodszych można znaleźć zresztą więcej.

Rozumiem argumenty zarówno tych, którzy są zwolennikami takiej formy działalności pro life, jak i tych, którzy mają wątpliwości ze względu na bardzo wysoki stopień okrucieństwa, który ukazują zdjęcia aborcji. Nie potrafię jednak zrozumieć tych, którzy sprzeciwiają się wystawom antyaborcyjnym, powołując się na argument z epatowania przemocą, ale jednocześnie w żaden sposób nie reagują na pokazywanie przemocy w kontekstach innych niż aborcja, a nawet uznają te inne przypadki za uzasadnione. W tej sytuacji brakuje po prostu konsekwencji, a zasłanianie się "antyprzemocowością" wygląda jak zwykła zasłona dymna. 

 

« 1 »

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • CSOG
    15.02.2019 14:13
    Już niedługo niektórzy z nas wybiorą się na nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Nie wszyscy, mam cichą nadzieję, że niektórzy jednak tak. Niektórzy z tu komentujących być może też się wybiorą. Tam będą takie stacje oznaczone rzymskimi cyframi. Takie krótkie przystanki na chwilę refleksji. Te przystanki mają swoje nazwy, tytuły myśli przewodniej: Skazany … Upadek … Płaczące kobiety … Obnażony … Przybity … Umiera. Być może na którymś przystanku do chwili refleksji, kapłan lub osoba prowadząca rozważanie odczyta słowa: „Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka.” Albo: „A lud stał i patrzył.” Być może, (a ja bardzo bym sobie tego życzył) odczytane będą słowa: „Wszystkie też tłumy, które zbiegły się na to widowisko, gdy zobaczyły, co się działo, wracały bijąc się w piersi. Wszyscy Jego znajomi stali z daleka; a również niewiasty, które Mu towarzyszyły od Galilei, przypatrywały się temu.”
    Gdy zobaczyły, co się działo, wracały bijąc się w piersi …
    A my patrzeć nie chcemy! My sobie nie życzymy. Bo trauma moja, albo trauma moich dzieci ważniejsza od tragedii mordowanych dzieci. Bo bilbordy brzydkie, rozpraszają kierowców. Bo w rzeczywistości te mordy wcale tak okrutnie nie wyglądają – tabletka, miesiączka i po sprawie. My dziś nie chcemy patrzeć! To nie nasza sprawa!
    Tamci, którzy wtedy patrzyli, odchodząc bili się w piersi choć gwoździ nie wbijali. Wiedzieli, że są winni bo za daleko i za cicho stali.
    Dziwi mnie ta dziwna wrażliwość wielu. Wrażliwość na obrazy. Wrażliwość, która mordu dzieci nie potrafi znieść odrazy.
    PS. Zadaje sobie pytanie czy na łamach katolickiego tygodnika, artykuły komentują tylko wierzący katolicy? Wstęp tu co prawda nikomu nie zabroniony. A zatem czy nasza katolicka wiara zawiera rzeczywiście tak ogromnie szeroki zakres wrażliwości na zło mordu dzieci, czy tylko wrażliwości na obrazy tego zła? A może, po prostu gość ma dużo gości?
  • CSOG
    15.02.2019 19:17
    "... pojawiła się informacja o zorganizowaniu w Żywcu pikiety antyaborcyjnej. Oczywiście post wywołał burzę komentarzy. Spora część internatów popierała pomysł, byli jednak i przeciwnicy."

    Pojawił się artykuł. ... wywołał burzę komentarzy. Spora część internatów popierała pomysł, byli jednak i przeciwnicy"
    Ponad 100 komentarzy, a ja zadaje sobie pytanie co z tego wynika? Czy sam fakt sprokurowania, uruchomienia społecznej debaty, fakt biernego lub czynnego uczestnictwa w tej debacie po określonej stronie jest jakąś namiastką aktywności pro live? Być może. Warto jednak pokusić się o więcej.
    doceń 2
  • zochna
    15.02.2019 22:29
    Wydaje mi się, że lepszym sposobem promocji życia jest pokazywanie piękna od samego jego początku, odwoływanie się do emocji, uczuć (tak jak robią to organizacje pro-life w USA , czyli pozytywny przekaz - wystarczy pokazać na plakatach zdjęcie USG i podpis "czy wiesz, że w w wieku 6 tyg. mam już linie papilarne?", albo "Mamusiu, czy mnie kochasz?", itp. W akcjach promujących bezpieczną jazdę nie pokazujemy zmasakrowanych ofiar wypadków przecież... To samo tutaj.
  • Gość Marek
    16.02.2019 12:38
    Może weźmy udział w publicznych modlitwach różańcowych wynagradzających za ten grzech. I codziennie zmówmy 1 dziesiątek w intencji osób zagrożonych i ich rodziców.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.