Nowy numer 42/2019 Archiwum

Niewygodny film

Obraz „Roe v. Wade” wejdzie na ekrany amerykańskich kin w sytuacji, kiedy dyskusja na temat aborcji nabrała nowego wymiaru.

W styczniu br. gubernator stanu Nowy Jork podpisał ustawę pozwalającą na aborcję do 9. miesiąca ciąży, jeśli zagrożone jest zdrowie matki lub istnieje pewność, że dziecko nie będzie mogło żyć. Aborcję mogą przeprowadzać nie tylko lekarze, ale także położne czy pielęgniarki. Gubernator Andrew Cuomo, który ma nadzieję, że ustawa zostanie wprowadzona w całym kraju, nazwał nowe prawo „postępowym”. Cuomo deklaruje się jako katolik. Rzeczywiście jest to „postęp”, bo dotychczas w stanie Nowy Jork można było zabijać dzieci do 24. tygodnia ciąży, a później – w sytuacji, gdy było zagrożone życie matki. Donald Trump w wystąpieniu o stanie państwa stwierdził, że takie aborcje należy objąć pełnym zakazem.

Wielka manipulacja

Aborcja została uznana za legalną przez cały okres ciąży, z niewielkimi ograniczeniami w ostatnich trzech miesiącach, przez Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych w 1973 roku, w wyniku sprawy Roe v. Wade. Decyzja sądu uczyniła prawo do aborcji „fundamentalnym prawem konstytucyjnym”, bo przepisy zakazujące aborcji stanowią naruszenie konstytucyjnego prawa do ochrony prywatności. Stanowisko Kościoła katolickiego w tej sprawie jest jasne. – Aborcja nie może być „prawem człowieka” – mówi papież Franciszek, dodając, że obrona życia jest „absolutnym obowiązkiem”.

Na premierę filmu „Roe v. Wade” Nicka Loeba i Cathy Allyn musimy jeszcze poczekać. Trudno obecnie wyrokować, czy będzie to produkcja udana od strony artystycznej.

Nie jest to pierwszy obraz fabularny poświęcony wielkiej manipulacji, jaką była sprawa Roe v. Wade. W 1989 roku telewizja NBC nakręciła film pod tym samym tytułem w reżyserii Gregory’ego Hoblita z Holly Hunter w roli Ellen Russell, która chce dokonać zabronionej w Teksasie aborcji. W tym celu wynajmuje młodą prawniczkę, by reprezentowała ją w sądzie. Ellen Russell to postać fikcyjna, ale wszyscy doskonale wiedzieli, że chodzi o Normę McCorvey. Natomiast Sarah Weddington, w tej roli Amy Madigan, to postać autentyczna. Weddington reprezentowała McCorvey w sądzie. Zanim film skierowano do produkcji, scenariusz doczekał się 17 poprawek, bo miał jednoznacznie proaborcyjną wymowę. Usunięto z niego też krwawe sceny aborcji przeprowadzanych nielegalnie w okropnych warunkach, co miało być jednym z argumentów za jej legalizacją. Studio nie chciało po prostu narażać się na protesty przeciwników aborcji. Film cieszył się ogromną oglądalnością, otrzymał dwie prestiżowe nagrody Emmy, a Amy Madigan Złoty Glob za rolę drugoplanową. Norma McCorvey otrzymała wówczas 5 proc. od dochodów uzyskanych przez film.

McCorvey pojawiła się również w głośnym dokumencie z 2006 roku „Jezioro ognia”, kiedy już od dawna była działaczką pro life. Zagrała też siebie w filmie „Doonby. Każdy jest kimś” Petera Mackenzie, który kilka lat temu gościł na polskich ekranach.

Exodus z planu

Realizacja najnowszego filmu fabularnego poświęconego sprawie Roe v. Wade osnuta była otoczką tajemnicy. Producenci ujawnili początkowo, że będzie to udramatyzowana historia wypadków, które doprowadziły do decyzji o zalegalizowaniu aborcji przez Sąd Najwyższy w 1973 roku. Zdjęcia do filmu noszącego roboczy tytuł „1973” rozpoczęły się w czerwcu ubiegłego roku, w Luizjanie. Media zainteresowały się historią w lipcu, kiedy informacja o realizacji pojawiła się w branżowym magazynie „Holly­wood Reporter”. Od razu też posypały się doniesienia o trudnościach, z jakimi spotkali się realizatorzy. Już w marcu ubiegłego roku, a więc w okresie przedprodukcyjnym, reżyser ujawnił, że Facebook zablokował możliwość zamieszczenia reklamy, która miała informować o zbieraniu społecznych środków na promocję filmu. Ton tych medialnych przecieków stawiał produkcję w negatywnym świetle. Przecież nie można nakręcić dobrego filmu, jeżeli za jego produkcję wzięli się twórcy o poglądach konserwatywnych. Do takich należy przecież para reżyserów, Nick Loeb i Cathy Allyn, którzy nie ukrywają swoich przekonań na temat aborcji, a także aktorzy, w tym m.in. Stacey Dash, Jon Voight czy Robert Davi.

Zdaniem reżysera film jest opowieścią o „najważniejszym wydarzeniu naszej generacji i najsłynniejszej rozprawie sądowej w historii Ameryki”. – Chcemy pokazać prawdziwą, ale dotychczas nie przedstawioną w filmie fabularnym opowieść o sprawie Roe v. Wade. To nie jest dokument. Opowiemy o związanych z tym procesem wydarzeniach, jakie rozegrały się w latach 1966–1973. Nakręcono sporo dokumentów na ten temat, ale my opowiemy nieznaną dotychczas historię o tym, jak kłamali ludzie, jak kłamały media i jak manipulowano sędziami, by przepchnąć prawo, które doprowadziło do zabójstwa ponad 60 mln Amerykanów – powiedział Nick Loeb w wywiedzie dla telewizji Fox.

Reżyser otwarcie mówił o problemach, jakie wystąpiły w czasie kręcenia zdjęć. „Jesteś reżyserem tego filmu?” – spytała go dziewczyna z ekipy na planie przed Uniwersytetem Tulane w Nowym Orleanie. – Kiedy potwierdziłem, powiedziała mi, żebym się… Następnie rzuciła słuchawki na ziemię i opuściła plan. Później się dowiedziałem, że była naszym elektrykiem – opowiada.

Loeb przyznał, że niektórzy aktorzy zrezygnowali w udziału w zdjęciach, kiedy dowiedzieli się o przesłaniu filmu. – Musieliśmy zastąpić innymi trzech miejscowych aktorów, w tym aktorkę, która miała zagrać Normę McCorvey, chociaż wcześniej błagała o tę rolę.

Nie było łatwo

Z pracy zrezygnowała również kobieta, która miała zająć się wyszukiwaniem planów w Waszyngtonie. Wysłała e-mail, w którym napisała, że jest aktywną feministką i nie będzie brała udziału w takim propagandowym przedsięwzięciu. Były też kłopoty z lokalizacją planów zdjęciowych. Odrzucano prośby o możliwość nakręcenia zdjęć z powodu tematu i treści, jakie film zawiera. – Nie chcieli nam dać tego na piśmie, tylko przekazali informację telefonicznie – wyjaśniał reżyser w czasie spotkania na luizjańskim Uniwersytecie Stanowym. Z kolei synagoga w Nowym Orleanie zażądała, by natychmiast opuścili użyczone im wcześniej miejsce na catering i składowanie potrzebnych na planie rzeczy. – Musieliśmy wezwać policję, by to wszystko odzyskać. Od początku wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, ale jednocześnie spotykaliśmy się z wyrazami poparcia, jakiego nie widziałem przy realizacji żadnego innego filmu. Wspierali nas pracujący za darmo wolontariusze, mieliśmy darmowy catering, plany zdjęciowe itd. – mówił Loeb w wywiadzie dla pisma „Christian Post”.

Reżyser wystąpił w filmie w roli dr. Bernarda Nathansona, ginekologa. To ważna postać, bo z jego punktu widzenia będziemy obserwować całą historię. Nathanson był zagorzałym zwolennikiem aborcji, przyczynił się w dużej mierze do jej legalizacji w 1973 roku. Kilka lat później zmienił poglądy i stał się jednym z najbardziej aktywnych obrońców życia. W 1996 roku przeszedł na katolicyzm. Nathanson jest autorem głośnego antyaborcyjnego filmu „Niemy krzyk”, który przedstawia aborcję w trzecim miesiącu ciąży, oglądaną na monitorze aparatu USG. W „Zaćmieniu rozumowania”, swoim kolejnym dokumencie, przedstawił aborcję dokonaną w piątym miesiącu ciąży. Był również autorem wielu kampanii antyaborcyjnych, ostro krytykował Baracka Obamę za jego postawę wobec obrony życia nienarodzonych. Na uwagę zasługuje również fakt, że producentem wykonawczym „Roe v. Wade” jest Alveda King, siostrzenica Martina Luthera Kinga Jr., aktywna działaczka pro life.

Nick Loeb i Cathy Allyn nie mają większego doświadczenia jako reżyserzy. Niezależnie od artystycznych wartości filmu, jego premiera będzie ważnym wydarzeniem w czasie, kiedy dyskusja na temat aborcji wchodzi na nowe tory. Już dzisiaj ich produkcja zyskała w mediach opinię „jednego z najbardziej kontrowersyjnych tytułów roku…”. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • św Eufenia
    15.03.2019 11:41
    Znowu widać, że prawica buduje na prawdzie i prawości (aborcja to zabijanie dzieci), a lewica buduje na lewiźnie czyli kłamstwie, nawet facebok jak wynika z artykułu.
    doceń 2
  • Gość
    15.03.2019 16:00
    Zastanawia mnie głęboko, że Nowojorskie władze uchwaliły radykalnie ostrzejsze prawo, zupełnie nie bojąc się osławionego "efektu wahadła".... Przecież wahadło, jak sama nazwa wskazuje "buja się" w dwie strony, więc powinni obawiać się tego co najmniej tak samo mocno, jak nasze PiSowskie władze odmawiające wprowadzenia zakazu aborcji. Bo czy przypadkiem to nie owo "wahadło" jest głównym argumentem polskiej władzy dla zachowania obecnego pseudokompromisu?...
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL