Nowy numer 42/2019 Archiwum

Tajemnicze śmierci w górach Uralu - będzie nowe śledztwo

Dokładnie 60 lat temu na przełęczy Diatłowa zginęło 9 uczestników uniwersyteckiej ekspedycji na górę Otorten.

Zdarzenia, do jakich doszło zimą 1959 r. na przełęczy Diatłowa w górach Uralu to sprawa równie tajemnicza jak śmierć Kaszniców w Tatrach (więcej o tej sprawie przeczytasz TUTAJ). Tyle, że mroczna zagadka rosyjskich gór dotyczy aż 9 ofiar śmiertelnych! Ekspedycja, w której brało udział 10 uczestników, obrała sobie za cel górę Otorten - szczyt nazywany przez miejscowy lud Mansów Górą Śmierci. Jeszcze przed właściwym wyjściem w góry jeden z uczestników z powodów zdrowotnych musiał zrezygnować z udziału w ekspedycji.

Pozostali górołazi z końcem stycznia wyszli w kierunku szczytu Chołatczachl, gdzie założyli obóz. 28 stycznia kontakt z członkami ekspedycji urwał się. 20 lutego rozpoczęła się akcja poszukiwawcza. Po tygodniu znaleziono przysypany śniegiem i... rozcięty od środka namiot. W środku nie było nikogo, znaleziono natomiast rzeczy i buty zaginionych. Na zwłoki piątki zaginionych natrafiono nieopodal obozowiska. Pozostałe cztery ciała znaleziono dwa miesiące później.

Zagadkowe obrażenia i teorie spiskowe

Odnalezienie ciał w żaden sposób nie wyjaśniło zagadki zaginięcia członków wyprawy. Wręcz przeciwnie. Stan, w jakim odkryto zwłoki stał się powodem przeróżnych domysłów i teorii spiskowych. Dwa ciała były półnagie i lekko przysypane śniegiem, miały na rękach rany sugerujące próbę ucieczki na drzewa. Ciało przewodnika nie miało śladów obrażeń, ale leżało w taki sposób, jakby próbował uciekać z powrotem w stronę obozowiska. Zwłoki odnalezione po dwóch miesiącach miały wgniecione czaszki i połamane żebra, a jedna z dziewczyn była pozbawiona języka i oczu. A co najciekawsze, wszystkie ciała były mocno napromieniowane.

Oficjalne śledztwo zamknięto po krótkim czasie, jako przyczyny zgonów podano hipotermię lub urazy fizyczne. Jednak jak do nich doszło, śledczy nie odkryli. W związku z tym przez lata powstało na ten temat wiele teorii spiskowych. Wśród możliwych rozwiązań podawano atak lokalnej ludności, atak niedźwiedzia, likwidację ekspedycji przez prowadzących w tym rejonie tajne działania wojskowych radzieckich, a nawet działania różnego rodzaju sił ponadnaturalnych. Zamęt był tym większy, że w czasie, gdy doszło do tragedii, dwie inne przebywające w okolicy grupy podróżników zaobserwowały na niebie nietypowe światła zbliżone w kształcie do pomarańczowych kul.

Wznowienie śledztwa po 60 latach

Chociaż od tajemniczych wydarzeń na przełęczy Diatłowa minęło 60 lat, sprawa do dziś rozpala wyobraźnię rosyjskiej opinii publicznej. Na początku marca tego roku w rejon tragedii ma wybrać się grupa naukowców z różnych dyscyplin, którzy spróbują ponownie zbadać przyczyny śmierci 9 doświadczonych wędrowców. Wznowienie śledztwa w tej sprawie ma związek m.in. z odnalezieniem w okolicach przełęczy kawałka blachy, podobnego do materiałów, z których wykonywano jedne z pierwszych rakiet dalekiego zasięgu. Choć potencjalny dowód w sprawie odnaleziono już w 2008 r., to dopiero niedawno pojawiły się możliwości poddania go bliższym analizom.

Czy obecne badania przyczynią się do odkrycia jednej z największych tajemnic w historii eksploracji gór? Na odpowiedź na to pytanie musimy poczekać.

Przeczytaj też: "Kryminalne zagadki Tatr"

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wojciech Teister

Redaktor serwisu internetowego gosc.pl

Dziennikarz, teolog. Uwielbia góry w każdej postaci, szczególnie zaś Tatry w zimowej szacie. Interesuje się historią, teologią, literaturą fantastyczną i średniowieczną oraz muzyką filmową. W wolnych chwilach tropi ślady Bilba Bagginsa w Beskidach i Tatrach. Jego obszar specjalizacji to teologia, historia, tematyka górska.

Kontakt:
wojciech.teister@gosc.pl
Więcej artykułów Wojciecha Teistera

Zobacz także

  • kama
    06.02.2019 20:11
    To nie ciała były napromieniowane, lecz odzież niektórych uczestników. Tłumaczono to tym, że jeden z turystów był pracownikiem zakładu nuklearnego. Jedną z wersji śmierci młodych turystów jest tzw. deska śnieżna, czyli coś w rodzaju małej lawiny, jaka miała spaść na namiot, w którym przebywali wszyscy uczestnicy wyprawy. Ale dlaczego wybiegli bez butów przy ok. 20-stopniowym mrozie? Co do braku języka i oczu u jednej z dziewcząt, to najprawdopodobniej jest to dzieło zwierząt.
    doceń 4
  • cepr
    07.02.2019 10:00
    Wyprawa była na Otorten (Nie Idź Tam), ale zmylili drogę i znaleźli się na Cholat Siahl (Góra Śmierci). Tragedie zdarzały się w tym rejonie i wcześniej (stąd ludowe nazwy), i później. Jednorazowe trafienie rakiety nie wchodzi w grę.
    doceń 2
  • Hipo
    07.02.2019 14:02
    W górnictwie znane jest zjawisko uwalniania gazów ze skał i podziemnych pustek podczas nadejścia głębokiego niżu barycznego. Pogoda w górach zmienia się szybko i gwałtownie. W atmosferze mogły powstawać swoiste ładunki paliwowo-powietrzne, detonowane np. wyładowaniami elektrostatycznymi, do których z kolei mogły się przyczynić zmiany rozkładu pola elektrycznego wynikające z obecności gazu w pewnych warstwach atmosfery. Widząc błyski i odgłosy wybuchów, studenci mogli sądzić że wystąpił pożar lub są przez kogoś atakowani, i postanowili jak najszybciej opuścić namiot. Możliwe jest też duszące oddziaływanie gazu, powodujące wskutek niedotlenienia mózgu ataki paniki czy halucynacje, choćby tylko u niektórych osób. Do wystąpienia takich efektów wystarczy nawet samo niedotlenienie spowodowane wysokością. Ciężkie obrażenia niektórych uczestników przemawiają jednak za falą uderzeniową od wybuchów gazu. Takie warunki geologiczne i atmosferyczne mogą się w tym terenie powtarzać, stąd zła sława tych gór. Sprawą powinni zająć się geolodzy, meteorolodzy i chemicy, a wyjaśnienie może być całkiem racjonalne.
  • Kokogut
    07.02.2019 15:32
    Jest fajny dwuczęściowy polski film internautki na Youtube, gdzie wyjaśnia ona racjonalnie i przekonująco według jednej z hipotez.
    Na namiot osunęła się ciężka półka lodowo śnieżna ze skarpy przy której stał, po czym się złamała łamiąc żebra i kości 3 osobom. Żeby się wydostać rozcięto namiot od środka i nie mogąc się dogrzebać do reszty ubrań i butów, cieplej ubrane osoby namówiły resztę by iść do depozytu po żywność narzędzia i ubrania. Była noc więc pomylili drogę. Był mróz więc zabrakło czasu by nie zamarznąć. Ratowali się rozpaleniem ogniska, zrywaniem gałęzi gołymi rękami, układaniem szałasu, a potem rozdzielili. Jednak na 40 stopniowym mrozie z wiatrem nikt nie zdąrzył przeżyć. Resztę wydziobały ptaki.
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji