Nowy numer 2/2019 Archiwum

Pielęgnować i chronić

Efrem Syryjczyk, doktor Kościoła, żył w IV wieku. Świetnie wykształcony, uzdolniony kaznodzieja i pisarz prowadził chór katedralny w Edessie. Pewnie dlatego stworzył jedną z najstarszych kolęd świata, aramejski hymn „Shobh Ihaw qolo”. W jeden z pierwszych wieczorów nowego roku wsłuchiwałem się w ten hymn wraz z tłumem ludzi zgromadzonych w katowickim Spodku i myślałem, że muzyka to jeden z najpiękniejszych przejawów działania Ducha Świętego w nas. To, co się działo w Spodku w ramach trasy koncertowej Betlejem w Polsce, przechodziło wszelkie oczekiwania. Grażyna Łobaszewska, Antonina Krzysztoń, Józef Broda, Kamil Bednarek, Dawid Kwiatkowski… Rzekłbyś – występowali celebryci, ale to nie będzie prawda. Oni jakby nie występowali, choć jak tysiące innych artystów na świecie stali na wielkiej scenie z mikrofonami w dłoniach. Trudno mi odnaleźć to słowo, ale kiedy patrzyłem na nich modlących się śpiewem kolęd z całego świata, przyszło mi do głowy, że oni… celebrują. Że całość tego, co dokonuje się na scenie, nie jest jedynie spektaklem, a właściwie w ogóle nim nie jest. Raczej wydarzeniem, w które wplotły się myśli i losy kilku tysięcy ludzi ze Śląska razem śpiewających, modlących się, przeżywających Boże Narodzenie. To było jak jeden moment rozpięty na dwie godziny. Bóg się rodził jako człowiek, trombity Józefa Brody mroziły krew, a orientalna nuta niektórych kolęd wprowadzała nastrój tak piękny, jak dramatyczny. Wydarzenie religijne, nie koncert, nie tradycyjne spotkanie – tak to wszystko przeżyłem.

Wiele jest w naszym życiu takich wydarzeń, w których tradycja przeplata się z religijnością. Bez wątpienia do takich wydarzeń, zwłaszcza w Polsce, należą chrzciny dziecka. Rodzi się niemowlę, ustala się imię i datę chrztu, wybiera się rodziców chrzestnych i idzie się do proboszcza. W niedzielę Chrztu Pańskiego warto sobie uświadomić, jak ważny to moment w życiu każdego wierzącego, bez względu na to, czy ochrzczony został pięćdziesiąt lat temu, czy przed miesiącem. Na każdym bowiem etapie życia sakrament ten stanowi wsparcie i daje oparcie. W Ojcu, którego od dnia chrztu możemy Ojcem nazywać. Inną sprawą pozostaje to, czy faktycznie w tej masowej wersji narodu ludzi (w większości) ochrzczonych prawdę o chrzcie świętym potrafimy właściwie przeżyć i wprowadzić w życie.

Harfa Ducha – tak nazywano Efrema, którego kolęda wybrzmiała w trakcie spotkania w Spodku. Pięknie. Przywołuję jeden z tekstów tej duchowej harfy w numerze poświęconym chrztowi, w dzień święta Chrztu Pańskiego. Oby słowa Efrema stały się modlitwą każdego ochrzczonego. Bo jest w nich prawdziwa mądrość i przestroga, by skarb, który nosimy w naczyniach glinianych, właściwie chronić: „Panie, spraw, abym wrócił do Twoich pouczeń: chciałem wycofać się przed nimi, lecz zdałem sobie sprawę z mojego zubożenia. Dusza nie czerpie bowiem żadnego dobrodziejstwa poza czasem, w którym jest zwrócona ku Tobie. (…) Twoja fontanna, o Panie, jest ukryta przed oczyma tego, który Cię nie pragnie, Twój skarb pustym się wydaje temu, kto Cię odrzuca”. •

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji