Nowy numer 20/2019 Archiwum

Mistrzów przygody z filmem

Krzysztof Penderecki odmawiał pisania muzyki nawet dla światowej sławy reżyserów, ale jego muzykę w ich filmach słyszymy.

Twórczość największych współczesnych polskich kompozytorów, Pendereckiego czy Góreckiego, jest doskonale znana bywalcom sal koncertowych na całym świecie. Mniej znane są ich związki z filmem, gdzie sztuka wysoka, czyli muzyka poważna, spotyka się z popularną. Chociaż w dorobku obu artystów, a Góreckiego szczególnie, muzyka komponowana specjalnie dla potrzeb filmu zajmuje stosunkowo niewiele miejsca, to ich wielkie dzieła, a raczej fragmenty, wielokrotnie wykorzystywali wybitni reżyserzy współczesnego kina.

Gwiazda Paderewskiego

Pisząc o związkach filmu z muzyką, nie można nie przywołać postaci Ignacego Paderewskiego, chyba najbardziej znanego polskiego pianisty, którego popularność w swoim czasie dorównywała tej, jaką dzisiaj cieszą się gwiazdy muzyki pop. Niezwykle ważną rolę w jego występach odgrywała romantyczna charyzma, jaką prezentował na scenie. Nie bał się kamery ani nie traktował filmu jako pośledniego dzieła sztuki. Jego popularność sprawiła, że stał się gwiazdą filmową. To przecież dla niego w 1937 roku powstał film Lothara Mendesa „Sonata księżycowa”, w którym nikła fabuła była tylko pretekstem, by zaprezentować talent mistrza. Nie tylko jako wirtuoza fortepianu, ale również jako kompozytora. Nie bez powodu gwiazda Paderewskiego znalazła się w Alei Gwiazd w Hollywood.

Paderewski w czasie realizacji zdjęć miał 66 lat. Zagrał samego siebie. Już w czołówce na pierwszym miejscu pojawia się nazwisko kompozytora. Jego postać odgrywa ważną rolę w fabule, ale największą atrakcją filmu są mistrzowskie interpretacje popularnych utworów wielkich kompozytorów. Wśród nich znalazł się jego słynny Menuet G-dur. Pierwsza część filmu to właściwie koncert w brawurowym wykonaniu artysty. Słyszymy m.in. „II Rapsodię węgierską” Liszta, pierwszy fragment „Sonaty księżycowej” Beethovena, a później Poloneza As-dur Chopina. Muzyka w tym filmie nie wypełnia po prostu ścieżki dźwiękowej, ale odgrywa ważną rolę w fabule. Dotyczy to szczególnie utworu Beethovena.

W czasie przyjęcia po koncercie Paderewski z papierosem w dłoni odpowiada na pytanie jednego z widzów, dlaczego tak rzadko koncertuje i co jest dla niego najważniejsze podczas występu. „Niech pan nie zapomina, że mam za sobą długą i męczącą karierę. Przeszło 3 tysiące koncertów…” – odpowiada pianista i dodaje: „Oklaski są najlepszą nagrodą dla artysty, lecz tylko wtedy, kiedy czuje, że dał z siebie wszystko. Różnie to bywa. Tak wiele zależy od nastroju chwili, od natchnienia, nastroju publiczności. Cuda zdarzają się rzadko… Muzyka to cud”.

Wydaje się, że ten filmowy dialog napisał sam pianista, bo doskonale oddaje jego credo. Dzięki filmowi z Paderewskim w roli głównej możemy zobaczyć, jak prezentował się na scenie, a zbliżenia rąk artysty pozwalają nam poznać jego wyjątkowy styl gry na fortepianie. To zapis niemal dokumentalny.

Muzyka jak DNA

Peter Weir, twórca m.in. „Pikniku pod Wiszącą Skałą”, „Stowarzyszenia Umarłych Poetów” i „Niepokonanych”, jest reżyserem, dla którego muzyka stanowi szczególnie ważny element filmu. Wybiera ją z niezwykłym wyczuciem. Dzięki niej to, co widzimy na ekranie, nabiera ogromnie emocjonalnego wyrazu. Czy na przykład sceny katastrofy lotniczej, w czasie której na zbliżeniu widzimy twarz bohatera „Bez lęku”, działałyby tak mocno na widza bez długich fragmentów utworu Mikołaja Góreckiego? Znakomitemu reżyserowi, który długo nie mógł znaleźć odpowiedniej muzyki do filmu, pomogła żona. Pani Weir „Symfonię pieśni żałosnych” usłyszała w sklepie z antykami. „Wtedy dowiedziałem się, że jest to wielki przebój, ludzie słuchali go, stojąc w korkach… Zrozumiałem, że ta muzyka jest cząstką DNA w moim filmie” – wspomina Weir w produkcji „Please Find – Henryk Mikołaj Górecki” Violetty Rotter-Kozery.

Przygoda Góreckiego z filmem rozpoczęła się wcześniej, kiedy skomponował muzykę do fabuły „Jędrek” Jadwigi Kędzierzawskiej. Była to jednak krótka przygoda, bo kolejny projekt okazał się katastrofą. Górecki zgodził się napisać ścieżkę muzyczną do „Struktury kryształu”, pierwszej długometrażowej fabuły Krzysztofa Zanussiego. Tyle że miał pisać muzykę do filmu, który jeszcze nie powstał. Kompozytor przyjął zamówienie, reżyserowi muzyka się podobała, jednak, jak czytamy w biografii kompozytora autorstwa Marii Wilczek-Krupy, „powstał problem: przedstawiała zupełnie inny film”. Górecki odesłał reżysera do Wojciecha Kilara i już więcej nie podejmował się pisania muzyki do filmów. Wiele lat później odrzucił nawet propozycję napisania muzyki do „Pasji” Mela Gibsona. Wielkie dzieła żyją jednak własnym życiem i fragmenty jego „Symfonii pieśni żałosnych” za zgodą artysty wykorzystano w ponad 20 filmach.

Reżyserzy, zarówno polscy, jak i zagraniczni, wielokrotnie w swoich filmach wykorzystywali utwory, a raczej ich fragmenty, Krzysztofa Pendereckiego. Kompozytor ma jednak określony stosunek do muzyki filmowej. Na początku swojej drogi twórczej skomponował ścieżki dźwiękowe do awangardowych filmów krótkometrażowych, w tym animowanych, i kilku fabularnych. Muzykę do animacji pisał zwykle w ostatniej chwili, nie mając nawet czasu na rozpisywanie partytur, więc od razu kompozycje rozpisywał na głosy. Jednak partytury były konieczne do wypłaty honorariów, które płacono wówczas od „minutażu” i od liczby taktów. Dlatego też pisał je później. „Wiem, że mogę być posądzony w tym momencie o cynizm, ale dopisywałem brakujące partytury tak, aby znalazły się w nich jak najkrótsze takty, ponieważ wtedy było ich maksymalnie dużo. Sądzę, że do dnia dzisiejszego kompozytorzy tak postępują” – mówił w wywiadzie dla wychodzącego w Szwecji polonijnego miesięcznika „Relacje”.

Niebezpieczne związki

Pierwszym i jednym z nielicznych filmów, do których Penderecki napisał od podstaw ścieżkę dźwiękową, był „Rękopis znaleziony w Saragossie” Wojciecha Hasa z 1964 roku. Później skomponował muzykę m.in. do „Szyfrów” Hasa, a także „Kocham cię, kocham cię” Alaina Resnais’go, kultowego reżysera swojej młodości. Jednak kiedy Has zwrócił się do niego o napisanie muzyki do „Lalki”, reżyser odmówił. Bał się, że zostanie zaszufladkowany jako kompozytor filmowy. Uważał, że muzyka filmowa pełni „służalczą rolę w stosunku do obrazu, w przeciwnym razie nie miałaby sensu i byłaby napisana przeciwko niemu”. „Jeżeli już kompozytor decyduje się na napisanie muzyki do filmu, to musi tworzyć »pod obraz«, bo tylko taka muzyka filmowa jest dobra. Właśnie z tego powodu przestało mnie to interesować, ponieważ komponując utwór, chcę panować nad całością, pragnę, by muzyka zachowała par excellence swój autonomiczny charakter” – wyjaśniał w wywiadzie zamieszczonym w 1988 roku w „Relacjach”. Z kolei w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” powiedział, że „pisanie dla filmu jest niebezpieczne… Jeżeli się wejdzie w to środowisko, pisze dobrą muzykę, dostaje się coraz więcej zamówień. A że muzyka filmowa jest lepiej płatna, trudno już wrócić. Podział niepisany na kompozytorów, którzy piszą tylko do filmu, i innych, jednak istnieje”.

Konsekwentnie odmawiał pisania muzyki nawet dla światowej sławy reżyserów, chociaż jego muzykę w ich filmach słyszymy. Natomiast zgadzał się na cytaty ze swoich utworów, chociaż nie zawsze był zadowolony z efektu takich poczynań. Już w 1972 roku fragmenty m.in. „Kanonu na orkiestrę smyczkową i taśmę” i „Polymorphii” wykorzystał William Friedkin w głośnym „Egzorcyście”. W 1980 roku Penderecki odmówił Stan­leyowi Kubrickowi, który zaproponował mu napisanie muzyki do „Lśnienia”, pozwalając na skorzystanie ze swoich kompozycji i sugerując, które mogłyby pasować do niektórych scen. W filmie Kubicka słyszymy m.in. fragmenty „Polymorphii”, „De natura sonoris” nr 1 i 2, „Snu Jakuba”, „Kanonu na orkiestrę smyczkową i taśmę” oraz „Jutrzni”. Po jego utwory sięgał również Martin Scorsese w „Wyspie tajemnic” i David Lynch w „Dzikości serca”. Natomiast Andrzejowi Wajdzie dał pełną swobodę co do wyboru fragmentów swojej twórczości w „Katyniu”, chociaż początkowo przymierzał się do napisania oryginalnej ścieżki muzycznej. Penderecki uznał jednak, że byłoby to dla niego zbyt emocjonalne, tym bardziej że wśród zamordowanych oficerów był wuj kompozytora.

Czytelnicy mogą się zastanawiać, dlaczego w tym tekście zabrakło Wojciecha Kilara. Odpowiedź jest prosta. Dla Paderewskiego, Góreckiego i Pendereckiego spotkanie z filmem było krótką przygodą, natomiast Kilar komponował dla filmu przez całe swoje twórcze życie. To już inna historia. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL