Nowy numer 16/2021 Archiwum

Prawo w służbie ideologii

Czy unijne instytucje naprawdę mogą oceniać polskie regulacje dotyczące organizacji wymiaru sprawiedliwości?

W pewnych kręgach modne stało się ostatnio wymachiwanie konstytucją. Nie zaglądanie do niej, czytanie jej, analizowanie czy komentowanie poszczególnych zapisów, lecz używanie jako swoistego gadżetu, którym chętnie obije się przeciwnika lub zademonstruje swoją wyższość w procesie ewolucji. Tej modzie ulega także część środowiska prawniczego. Być może niektórzy prawnicy wzięli sobie do serca wypowiedź Stephena Hawkinga, który we wstępie do „Krótkiej historii czasu” wspominał, że wydawca zabronił mu w dziele bądź co bądź o fizyce i astronomii używać jakichkolwiek wzorów matematycznych – bo to zraża czytelników, a w konsekwencji spadają wpływy ze sprzedaży książki. O ile jednak Hawking bez wzorów matematycznych z polotem i swadą wyjaśniał prawidła rządzące światem, o tyle słuchając wypowiedzi jedynie słusznych autorytetów prawniczych można odnieść wrażenie, że chodzi tu po prostu o ogłupianie ludzi, którzy o konstytucji, traktatach unijnych i prawie nie mają zazwyczaj zielonego pojęcia. Rozmowa o prawie bez prawa, za to z ideologią przejmującą na swój użytek piękne hasła, takie jak wolność czy praworządność, pozbawiona jest sensu. Gdyby autorytety lekarskie zaczęły na podobnej zasadzie wykładać społeczeństwu wiedzę medyczną, ludzie padaliby jak muchy.

Szkodliwa debata

Osobiście jestem krytykiem tzw. reformy Sądu Najwyższego. Uważam, że przenoszenie w stan spoczynku sędziów po ukończeniu 65. roku życia jest marnowaniem kapitału ludzkiego i zasobów państwa. Wbrew wypowiedziom niektórych polityków obozu rządzącego wśród świeżo upieczonych emerytów są wybitni sędziowie, którym trudno zarzucić polityczną stronniczość czy sprzeniewierzenie się sędziowskiemu ślubowaniu. Jednak rozwiązania przyjęte przez większość sejmową są zgodne z konstytucją, co wprost wynika z art. 180 ust. 4, według którego „ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku”. Można się zżymać, można krytykować, ale twierdzenie, że ustalenie wieku przechodzenia sędziów w stan spoczynku przez ustawodawcę jest niezgodne z konstytucją, to kpina z obywateli.

Mechanizm społecznej perswazji jest tu prosty. Co z tego, że konstytucja coś jednoznacznie reguluje. Nasze poglądy obudujemy prawniczą nowomową, przedstawimy z pozycji autorytetów, a tłum będzie protestował przed każdym sądem. Przypuszczam, że większość obrońców konstytucji stanowią ci sami ludzie, którzy kilka lat wcześniej zrzucali się na iPhone’a dla nieodżałowanego Mateusza Kijowskiego pod hasłem obrony demokracji.

Jednak najbardziej szkodliwy wymiar ma debata o polskich sądach na poziomie europejskim. Podnoszenie kwestii organizacji wymiaru sprawiedliwości i praworządności w Polsce jest doskonałym pretekstem do tego, aby metodami niedemokratycznymi i nietransparentnymi przekształcić Unię w twór mający charakter quasi-państwa. Odbywa się to przez uzurpację kompetencji. Polskie problemy stają się tu jedynie pretekstem do narzucenia woli establishmentu europejskiego nie tylko w kwestii żarówek energooszczędnych czy krzywizny bananów, ale w każdej dowolnej sprawie, w której liberalno-lewicowe elity zechcą uszczęśliwić ciemiężony przez państwa narodowe europejski lud. Odwołując się do pojęcia praworządności, na podobnej zasadzie można będzie w przyszłości ingerować w każdy obszar działania władzy państwowej, do tej pory zastrzeżony do wyłącznych kompetencji państw członkowskich. Tymczasem art. 4 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej stanowi wyraźnie, że „wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w Traktatach należą do państw członkowskich”. Myśl tę rozwija art. 5 ust. 1 i 2 Traktatu, zgodnie z którym „granice kompetencji Unii wyznacza zasada przyznania. Zgodnie z zasadą przyznania Unia działa wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych jej przez państwa członkowskie w Traktatach do osiągnięcia określonych w nich celów. Wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w Traktatach należą do państw członkowskich”. Dodatkowym ograniczeniem kompetencji Unii są zasady pomocniczości oraz proporcjonalności.

Portugalski precedens, polska sprawa

W kontekście obecnej sytuacji przywołuje się niekiedy wyrok TSUE z 27 lutego 2018 r. w sprawie C-64/16, w którym Trybunał zajmował się problematyką obniżenia wynagrodzeń sędziów portugalskiego trybunału obrachunkowego. Wyrok ten jest o tyle istotny, że TSUE w ogóle wydał merytoryczne orzeczenie, choć dyplomatycznie nie sprzeciwił się obniżce wynagrodzeń. Chodziło tu o wypracowanie precedensu potwierdzającego, że TSUE może badać zasady organizacji wymiaru sprawiedliwości państw członkowskich. Pytanie prejudycjalne w sprawie portugalskiej zostało oparte na tych samych przepisach co skarga Komisji przeciwko Polsce.

Skarga ta wskazuje na naruszenie art. 19 ust. 1 akapit drugi Traktatu o UE oraz art. 47 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej. Tyle że z art. 19 ust. 1 TUE nie wynika, aby na rzecz Unii przekazano jakiekolwiek kompetencje związane z organizacją wymiaru sprawiedliwości w państwach członkowskich. Natomiast art. 47 Karty co prawda odnosi się do prawa do sądu, ale zgodnie z protokołem nr 30 do Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej w stosunku do Polski „Karta nie rozszerza kompetencji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ani żadnego sądu lub trybunału Polski do uznania, że przepisy ustawowe, wykonawcze lub administracyjne, praktyki lub działania administracyjne Polski są niezgodne z podstawowymi prawami, wolnościami i zasadami, które są w niej potwierdzone”. Innymi słowy, Karta – inaczej niż w przypadku Portugalii – nie wiąże Polski, a tym samym TSUE nie może używać jej do oceny polskiego prawa pod kątem jego zgodności z prawem Unii.

Konstytucja nad umowami międzynarodowymi

Warto przypomnieć, że obowiązujący Traktat o Unii Europejskiej oraz Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej zostały przyjęte po klęsce tzw. Traktatu konstytucyjnego z 2004 r. w referendach we Francji oraz Holandii. Traktaty te wykluczają traktowanie Unii jako superpaństwa wyposażonego we własną suwerenność, którego organy stanowią wyższą instancję nad organami krajowymi. Unia była, jest i – miejmy nadzieję – pozostanie jedynie organizacją międzynarodową, wyposażoną w część władzy państw członkowskich na zasadzie wyraźnego delegowania kompetencji. Każde inne rozumienie Unii byłoby zresztą niezgodne z polską konstytucją, która w art. 90 ust. 1 stanowi, że Rzeczpospolita może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach. Organizacji lub organowi, a nie innemu państwu, i to tylko w niektórych, a więc wyraźnie określonych sprawach! Odnosząc się do tego zagadnienia, już w 2005 r. Trybunał Konstytucyjny, badając zgodność traktatu akcesyjnego z konstytucją, zauważył, że konieczne jest „precyzyjne określenie dziedzin i wskazanie zakresu kompetencji obejmowanych przekazaniem” (wyrok K 18/04). Dla Trybunału oczywisty był też prymat konstytucji nad umowami międzynarodowymi, na podstawie których przekazywano kompetencje Unii.

Jeżeli Polska zgodzi się na to, aby organy Unii mogły oceniać krajowe regulacje dotyczące organizacji wymiaru sprawiedliwości, będzie to symboliczny i praktyczny koniec suwerenności naszego państwa, i to osiągnięty w 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Czy Polacy otumanieni prounijną propagandą i zamknięci w diabelskim kręgu rywalizacji Kaczyński–Schetyna dostrzegą, że określenie „bronić jak niepodległości” nabiera obecnie naprawdę dosłownego znaczenia…?•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama