Nowy numer 2/2021 Archiwum

To są prawdziwe piosenki

Tym, co wyróżnia piosenki Charles’a Aznavoura, jest dbałość o słowo, poprzedzające proces tworzenia muzyki. To wokół niego budowana jest cała warstwa dźwiękowa.

Któż z nas nie zna tych przebojów? „La bo­hème”, „La mamma”, „Isabelle”, „Que c’est triste Venise” – to tylko niewielki wycinek piosenek Charles’a Aznavoura. Zmarły 1 października piosenkarz i aktor, nazywany francuskim Frankiem Sinatrą albo – z powodu niskiego wzrostu – „Napoleonem francuskiej piosenki”, skomponował około tysiąca utworów. Śpiewał nie tylko po francusku, ale także po angielsku, włosku, hiszpańsku i niemiecku. Sprzedał na całym świecie ponad 200 mln płyt, zagrał w około 80 filmach.

Jeden gest na piosenkę

Naprawdę nazywał się Sza­hnur Waghinak Aznawurian. Urodził się w 1924 r. w Paryżu jako syn ormiańskich emigrantów, którzy uciekli z Imperium Osmańskiego przed pogromem. O sobie mówił, że jest „stuprocentowym Francuzem i stuprocentowym Ormianinem”. Talenty niewątpliwie odziedziczył po rodzicach: ojciec był śpiewakiem (barytonem), a matka – aktorką. Nic dziwnego, że szybko zaczął stawiać pierwsze kroki na scenie. W wieku 6 lat wstąpił do szkoły artystycznej kierowanej przez jednego z aktorów Comédie Française. Trzy lata później występował już w duecie ze starszą siostrą Aidą, śpiewając w ormiańskiej restauracji prowadzonej przez ojca. To właśnie wtedy zaczął używać pseudonimu, pod którym znamy go dzisiaj – Charles Aznavour.

Ze śpiewania nie zrezygnował także podczas niemieckiej okupacji Paryża, kiedy to zarabiał na życie głównie w inny sposób: handlując gazetami, czekoladą czy pończochami. Przełomem okazał się moment, w którym jego wspólny występ z pianistą Pierre’em Roche usłyszała Édith Piaf. Było to w 1943 r. Trzy lata później artystka zaprosiła ich na tournée po Francji, a potem także po USA. Jak opowiadał po latach, z Piaf łączyła go „czuła przyjaźń”, nie byli jednak nigdy parą: „Od Piaf nauczyłem się, czego nie należy robić na scenie. Żadnego niepotrzebnego gestu. Piaf miała tylko jeden doskonały gest na całą piosenkę” – mówił w wywiadzie udzielonym w 2014 r. Jackowi Szczerbie.

Mimo docenienia przez wybitną artystkę i niewątpliwych osiągnięć, jakie Aznavour miał już na koncie w połowie XX w., krytycy początkowo przyjmowali go dość chłodno. Choć dysponował trzema oktawami, zarzucali mu słaby głos. A jednak jego piosenki zyskiwały coraz większą popularność. Występy w paryskiej Olimpii (1956) i Alhambrze (1960) uczyniły z niego prawdziwą gwiazdę. Lata 60. przyniosły mu sławę międzynarodową, koncerty na całym świecie, m.in. w nowojorskiej Carnegie Hall. W następnej dekadzie był już klasykiem, po którego piosenki sięgały największe gwiazdy: Ray Charles, Fred Astaire czy Bing Crosby.

Dla ciebie, Armenio

Już w latach 60. ubiegłego wieku, podczas trasy po ZSRR, udaje się Aznavourowi odwiedzić ojczystą Armenię. W Erywaniu śpiewa wtedy swój wielki przebój „La mamma”. Singiel z tym pięknym utworem, znanym u nas także z wykonania Anny German, sprzedał się we Francji w liczbie ponad miliona egzemplarzy. W kraju przodków jednak ta piosenka nabrała szczególnego znaczenia.

Związki z Armenią artysta będzie potem podkreślał wielokrotnie. W 1975 r. pisze balladę „Ils sont tombés” w 60. rocznicę ludobójstwa Ormian. Po tragicznym trzęsieniu ziemi, jakie nawiedziło ojczyznę jego przodków w 1988 r., prowadzi akcję charytatywną „Aznavour for Armenia”. Piosenkę „Pour toi Arménie” (Dla ciebie, Armenio), której był współautorem, wykonuje śmietanka francuskich artystów. Singiel z tym utworem osiąga sprzedaż ponad miliona egzemplarzy.

Aznavour był członkiem organizacji charytatywnej Armenia Fund, która przekazała ponad 150 mln dolarów na pomoc humanitarną i rozwój infrastruktury w tym kraju. Pełnił również funkcję ambasadora Armenii przy UNESCO. Za promowanie kraju i okazaną pomoc Ormianie odwdzięczyli się w 2001 r. nadaniem placowi w centrum Erywania imienia Charles’a Aznavoura. Piosenkarz ma też swój pomnik w mieście Giumri, w którym wspomniane trzęsienie ziemi pochłonęło największą liczbę ofiar. W 2009 r. artysta został ambasadorem Armenii w Szwajcarii, gdzie mieszkał ze względów podatkowych.

Choć był wybitnym artystą, w życiu prywatnym raczej trudno stawiać go za wzór do naśladowania. Trzykrotnie żonaty, miał sześcioro dzieci z czterema kobietami. Lubił wystawne życie i bardzo dbał o swój wizerunek. Jeśli kupował rolls-royce’a, to razem z kierowcą. Zafundował też sobie operację nosa, przeszczep włosów, a niski wzrost próbował zniwelować, sprowadzając z USA tzw. elevator shoes. Dzięki temu zyskał na scenie siedem centymetrów.

Żadnych szalonych nocy

Z czasem ustatkował się, a spokojnemu życiu przypisywał znakomitą formę fizyczną i wokalną, jaką miał nawet w wieku 90 lat. – Jestem zdrowy, bo prowadzę bardzo normalne życie. Żadnych szalonych nocy, żadnego karnawału. Wolę życie rodzinne. Po drugie, bardzo dużo pracuję, od rana do 18.45, a potem oglądam telewizję. Nie robię nic z tych rzeczy, które można potem oglądać w kolorowych magazynach. Nie znajdziecie żadnego mojego zdjęcia w tego typu gazecie. Nie jestem kimś z tzw. towarzystwa, jestem poza kręgiem – wyznawał Kajetanowi Tłokowskiemu w wywiadzie dla Polskiego Radia, udzielonym przy okazji koncertu w warszawskiej Sali Kongresowej w 2014 r. Był już wtedy daleko od „La bohème” – artystycznej cyganerii paryskiego wzgórza Montmartre, opisanej w słynnej piosence. Miał też za sobą występ dla Jana Pawła II, dla którego zaśpiewał „Ave Maria”. Po francusku, bo tak zażyczył sobie papież, zapytany przez piosenkarza, w jakim języku chce usłyszeć pieśń.

Tym, co wyróżnia piosenki Charles’a Aznavoura, jest niewątpliwie dbałość o słowo, poprzedzające proces tworzenia muzyki. To wokół niego budowana jest cała warstwa dźwiękowa. Zdaniem artysty jest to w ogóle wyróżnik piosenki francuskiej: – To są prawdziwe piosenki, które opowiadają ciekawe historie. Większość z nich jest napisana w bardzo inteligentny sposób, wiele ma też poetyckie teksty. Najważniejsze jednak jest to, że we francuskiej piosence muzyka nie była pierwsza. Pierwszy był tekst i to do niego później powstawała muzyka – mówił dziennikarzowi Polskiego Radia.

Za radą Jeana Cocteau pisał codziennie. Nie po to, żeby codziennie powstawał przebój, ale po to, by nie ustawać w poszukiwaniu właściwego słowa, a następnie – dźwięku. To tłumaczy jego niezwykłą płodność artystyczną i zachowanie świetnej formy do końca. Dzięki temu przynajmniej dziesiątki z tysiąca jego piosenek będą nuciły kolejne pokolenia. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama