Nowy numer 08/2020 Archiwum

Sacré-Coeur po białostocku przejdź do galerii

W takiej ilości bieli można się poczuć bardziej zabrudzonym niż zwykle. Poczuć, że pomiędzy niebem i ziemią jest przestrzeń dla grzesznika. Kto wie, czy to nie był zamysł twórców kościoła św. Rocha w Białymstoku.

Centrum Białegostoku. Przełom września i października wydaje się tutaj zdecydowanie chłodniejszy niż w innych rejonach Polski. Miasto tętni swoim życiem, mieszkańcy przebiegają przez ulice jak wszędzie indziej, robotnicy tną na kawałki drzewo wyrwane z korzeniami podczas ostatnich nawałnic, otwierają się sklepy. Ponad to wszystko wyrasta strzelista wieża kościoła. Biała, ażurowa, zwieńczona nie krzyżem, lecz figurą Matki Bożej z księżycem pod stopami. To jeden z najciekawszych polskich kościołów. Podobno też jedna z najbardziej oryginalnych budowli pierwszej połowy XX wieku na świecie. Kościół pod wezwaniem św. Rocha. Wszystko tu jest bardzo białe. I bardzo wysokie. I jest jeszcze dużo schodów, które – zwłaszcza zimą – mogłyby spędzać sen z oczu proboszcza i co starszych parafian. Ale działa przecież winda, i to ta sama, której używano w czasie pobytu Jana Pawła II w Białymstoku. Schody, bijąca po oczach biel i winda... skojarzenie z paryskim Sacré-Coeur nasuwa się automatycznie. Historia kościoła też nie należy do nudnych.

Ksiądz niezłomny

II wojna światowa. Okolice Białegostoku. Ksiądz Adam Abramowicz klęczy nad świeżo wykopanym dla siebie grobem. Ma paść strzał, ale nie pada. Niemcy, którzy pojmali go już po raz kolejny, wsiadają na motory i odjeżdżają. Nie wiadomo dlaczego. Ksiądz umrze wiele lat później, w 1969 roku, śmiercią naturalną, jako zasłużony budowniczy kościołów, społecznik, opiekun biedaków, bardzo szanowany prałat. Na jego grobie postawią figurę Maryi z małym Jezusem. Nietypową, bo przedstawiającą tych Dwoje, jak patrzą wprost przed siebie, w tym samym kierunku. Ona, jakby Go przytrzymywała, On, jakby się wyrywał do przodu. Z portretu na ścianie zakrystii ks. Abramowicz spoglądać będzie z powagą i ewidentnie stanowczym poglądem na świat. Ale nie da się nie poczuć do niego sympatii. Tak wygląda kapłan, który wie, na czym polegać ma jego posługa. Budowniczy kościoła św. Rocha w Białymstoku, który 14 października ma zostać ogłoszony bazyliką. Czy ten wątek nieustannego wyrywania się do przodu i podtrzymujących ramion Matki może być jedynie przypadkowy?

Rozpoczęto od konkursu. 14 kwietnia 1926 roku ogłoszono go na łamach „Architektury i Budownictwa”. Co ciekawe – był to konkurs na projekt Świątyni Opatrzności Bożej. Z 70 prac konkursowych, które nadesłano, wybrano jedną, tę, która zajęła... drugie miejsce. Wybrano, a właściwie wybrał sam ks. Adam Abramowicz. – Zadecydował swoim autorytetem, że wybiera właśnie ten kościół, który odpowiada jego marzeniom i pragnieniom – opowiada ks. prałat Tadeusz Żdanuk, kolejny następca ks. Abramowicza na urzędzie proboszcza parafii św. Rocha. Stanowcze i aktywne działanie to jakiś charyzmat miejscowych duszpasterzy, bo ks. Tadeusz przypomina chyba swojego poprzednika. Nieustannie w ruchu, w kontakcie. Rozmowę przerywają kolejne dźwięki dzwoniącej komórki, rozmowy z ludźmi, którzy chcą się z nim spotkać. Odbiera telefon, rozmawia albo przeprasza, że nie może rozmawiać. Jednocześnie pokazuje kościół i jego otoczenie, z pasją, miłością i w tempie do pozazdroszczenia.

Projekt Oskara Sosnowskiego jak na tamte czasy był bardzo nowatorski. Nawet dzisiaj należałoby go tak traktować. Żelbeton, neomodernizm, gotycka strzelistość i rozmach, a jednocześnie prostota bieli i ostro rysowanych krawędzi. Wszystko wydaje się ogromne, zarówno kościół św. Rocha, jak i znajdujący się obok niego budynek plebanii. Proboszcz podkreśla, że z założenia miało to być nie tylko probostwo. – Ksiądz Abramowicz oprócz tego, że był świetnym budowniczym i patriotą, był kapłanem bardzo oddanym potrzebującym. Już w tamtych czasach jeździł na ogólnopolskie spotkania Caritas. A budynek pobudował tak duży, ponieważ zamierzał założyć na dole piekarnię, w której pieczono by chleb dla ubogich mieszkańców miasta, na piętrze zaś zorganizować jakieś pomieszczenia, w których można by tych biedaków przyjmować. Nie był to pierwszy tak odważny pomysł legendarnego budowniczego kościołów i społecznika, który przyjął święcenia w 1905 roku, a już trzy lata później został przez władze carskie aresztowany za organizowanie nauczania w języku polskim. A potem, podczas II wojny światowej, inspirował tajne nauczanie i pomagał w ratowaniu Żydów.

Otoczyć granice Niepodległej

Johann Wolfgang Goethe stwierdził podobno, że ten, kto nie widział Kaplicy Sykstyńskiej, nie może mieć pojęcia, do czego zdolny jest tylko jeden człowiek – Michał Anioł. Pół tysiąca lat po tym, jak powstały słynne freski Buonarrotiego, grupa turystów z kraju, który dopiero co odzyskał niepodległość, spotkała się właśnie w Sykstynie. Był wśród nich wybitny polski architekt Oskar Sosnowski, znany i ceniony, późniejszy założyciel Zakładu Architektury Polskiej na Politechnice Warszawskiej. Wraz z grupą polskich biznesmenów zastanawiał się nad projektem otoczenia Niepodległej nowo wybudowanymi kościołami. Założyli, że imiona tych świątyń będą pochodziły z kolejnych wezwań Litanii Loretańskiej. Wszystkie byłyby zatem kościołami maryjnymi. – Rozpoczynają od Białegostoku, w którym o pozwolenie arcybiskupa na wybudowanie kolejnego w swoim życiu kościoła stara się ks. Abramowicz – kontynuuje ks. Żdanuk. Już w 1925 roku bp Jerzy Matulewicz, ówczesny biskup wileński, erygował na wzgórzu grzebalnym św. Rocha parafię. Jego następca, bp ­Romuald Jałbrzykowski, przychylił się do prośby ks. Adama o pozwolenie na wybudowanie w niej kościoła. Tak powstała Gwiazda Zaranna, pierwsza i ostatnia z planowanych świątyń. Śmierć Sosnowskiego u progu ­kolejnej wojny zniweczyła projekt otoczenia Polski kościołami.

Rejtan w spódnicy

Wszystko to działo się w bezpośredniej bliskości 10. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, czyli między I a II wojną światową. Obie zapisały się w dziejach tej białej świątyni po równo. Pierwsza – bo jej zakończenie stało się przyczynkiem do budowy. Druga – bo to w jej trakcie miało dojść do profanacji przez Sowietów, którzy chcieli w kościele zorganizować stajnię. To wówczas doszło do bardzo spontanicznego ruchu ze strony parafian, a właściwie parafianek, które blokując wjazd żołnierzy, położyły się na podłodze za drzwiami kościoła. Ksiądz Żdanuk opowiada: – Rozpoczęto budowę w 1927 roku... czyli w czasach bardzo trudnych. Pomogło zaangażowanie parafian – w tym kolejarzy białostockich. Prałat wydawał „Jutrzenkę”, przez którą docierał do ludzi z prośbą o pomoc. Nawet na rusztowaniach wypisane było jedno słowo: „Pomóżcie!”. On sam wspominał, że trudności były różnego rodzaju. Proszę sobie wyobrazić, że kiedy przyszli tu Sowieci, to chcieli w kościele urządzić stajnię, a na zewnątrz cyrk. Bo ten kościół otoczony miał być potężnymi murami obronnymi. Sowieci dwukrotnie zażądali kontrybucji. Parafianie zapłacili – zebrali precjoza i oddali je Rosjanom. Ale Sowieci zażądali opłaty trzeci raz. Wtedy ludzie powiedzieli: „Już nie mamy czego dać”. Jak podają źródła, kobiety położyły się w drzwiach kościoła i koni nie wprowadzono. Tej samej nocy prałat wniósł wszystkie paramenty liturgiczne, żeby rozpoczął się kult i żeby obronić kościół. Konsekrowano go po zakończeniu wojny, w 1946 roku. Na zawsze pozostał drugim co do ważności kościołem diecezji.

Cała na biało

Dramatyczna historia jakby współgrała z odczuciami, jakich się tutaj doświadcza. W takiej bieli można się poczuć bardziej zabrudzonym niż zwykle. Poczuć, że pomiędzy niebem i ziemią jest przestrzeń dla grzesznika. Kto wie, czy nie był to zamysł twórców. W kościele nie ma witraży w oknach, jeden zaś, znajdujący się pod świetlikiem, bardzo jasny, ascetyczny wręcz, przedstawia Ducha Świętego i ewangelistów. Śnieżnobiały Chrystus Król wskazuje na swoje Najświętsze Serce, a nieskazitelne archanioły oddają Mu cześć. Żadnego innego odcienia, oprócz bieli i złota. Jest jeszcze drewno, ocieplające wnętrze, zwłaszcza w miejscach zajmowanych przez wiernych. To z drewna skonstruowana jest bardzo oryginalna chrzcielnica, z mechanicznie podnoszoną pokrywą, której działanie prezentuje ks. Tadeusz. No i Matka Boża z Ostrej Bramy, ewidentnie stanowiąca wileński akcent w białostockiej świątyni.

Z wieży zwieńczonej figurą Maryi rozciąga się widok na całe miasto. Gwiazda Zaranna zdaje się otaczać jego mieszkańców spojrzeniem i przyciągać ich wzrok w jakimś ściśle sprecyzowanym celu. Można by pomyśleć, że tak trwa ta wymiana spojrzeń Matki i dzieci. Wzgórze, które było cmentarzem, stało się wzgórzem życia. Nie tylko ze względu na Niepodległą. I nie tylko na kolejne sto lat.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ks. Adam Pawlaszczyk

Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, dyrektor Instytutu Gość Media.

Święcenia kapłańskie przyjął w 1998 r. W latach 1998-2005 pracował w duszpasterstwie parafialnym, po czym podjął posługę w Sądzie Metropolitalnym w Katowicach. W latach 2012-2014 był kanclerzem Kurii Metropolitalnej w Katowicach. Od 1 lutego 2014 r. pełnił funkcję oficjała Sądu Metropolitalnego. W 2010 r. obronił pracę doktorską na Wydziale Prawa Kanonicznego UKSW w Warszawie i uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych w zakresie prawa kanonicznego. Współpracował z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego i Wydziałem Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Katowicach w ramach formacji duchownych i świeckich w zakresie kościelnego prawa małżeńskiego oraz teorii prawa kościelnego. Szczególnie zainteresowany literaturą i muzyką, autor poezji, tekstów pieśni religijnych, artykułów i felietonów, współpracował z TVP, Radiem Katowice i Radiem eM.

Więcej artykułów ks. Adama Pawlaszczyka

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji