Nowy numer 2/2021 Archiwum

Świątynia lwowskiej sypialni

Po 10 latach budowy przyszedł czas na poświęcenie kościoła św. Michała Archanioła we lwowskiej dzielnicy Sichów. Świątynia powstała m.in. dzięki ofiarności wiernych śląskich parafii.

Sichów to miasto w mieście – liczące ponad 250 tys. mieszkańców osiedle na południowym obrzeżu Lwowa. Odrapane bloczyska sprzed kilku dekad najczęściej wyglądają tak, jakby od czasu budowy nikt ich nie remontował. I w środku tego niegrzeszącego urodą osiedla Jan Paweł II spotkał się z młodzieżą w 2001 r. Przy greckokatolickiej cerkwi stoi dziś jego pomnik – pamiątka tego spotkania. A wierni do dziś wspominają, jak „rimskij papa” przegnał chmury, śpiewając: „Nie lij, dyscu, nie lij, bo cię tu nie trzeba”. – Papież mówił, że skoro deszcz pada, to i dzieci będą rosły – opowiada Mychajło Dmytriw, mieszkaniec Sichowa.

Ksiądz proboszcz Jacek Kocur przybył do Lwowa ze Śląska miesiąc po papieskiej wizycie, więc zastał osiedle przebudzone. Od 1995 r. istniała tu parafia. W starej leśniczówce Potockich, w pięknym parku, noszącym dziś imię św. Jana Pawła II, powstała niewielka kaplica. Ale wkrótce przestała ona mieścić wiernych. Trzeba było zbudować kościół – pierwszą rzymskokatolicką świątynię w tej dzielnicy. Budowa kościoła św. Michała Archanioła, który ma służyć mieszkańcom Sichowa i Zubrzy – przylegającej do niego wsi, rozpoczęła się w 2008 r. Teraz, po 10 latach, przyszedł czas na poświęcenie świątyni.

Dwoma płucami

– Ładniusi mamy kościół, prawda? – pyta z dumą Mychajło Dmytriw. Kiwam głową z uznaniem. Bryła, zaprojektowana przez znanego śląskiego architekta Stanisława Niemczyka, prezentuje się naprawdę elegancko. – Ale żeby nie Ślązaki, tobyśmy go nie zbudowali. 90 proc. środków mieliśmy od was – dodaje pan Mychajło.

Odkąd św. Jan Paweł II poświęcił w Watykanie kamień węgielny pod budowę nowej świątyni, ks. Jacek Kocur szukał wsparcia dla tego dzieła w śląskich parafiach, głównie w archidiecezji katowickiej, ale też w diecezjach gliwickiej i opolskiej. – Jestem bardzo wdzięczny, bo przez ten czas zaprosiło mnie ponad stu proboszczów – mówi. – A w moim rodzinnym Orzeszu byłem co roku. To był czas wielu odwiedzin, zawierania znajomości, przyjaźni – także między wiernymi naszej parafii. Ten kościół jest wielkim dziełem współpracy polsko-ukraińskiej, bo przecież budowały go firmy z Polski i Ukrainy. Największa trudność polegała na tym, że trzeba było wiele razy przekraczać granicę, godzinami czekać na przejazd. Można by książkę napisać o budowie kościoła na styku dwóch kultur. Tutaj naprawdę czuje się to, o czym mówił papież – że oddychamy dwoma płucami – Wschodu i Zachodu.

Od 2010 r. budową kierował Roman Czerniec z Pnikuta – wsi z polskimi tradycjami, położonej koło Mościsk. Większość ekipy budowlanej pochodziła właśnie stamtąd. – W tym czasie przez ekipę przewinęło się ok. 70 osób, ale równocześnie pracowało nas najwyżej 13 – opowiada. – Z Polski woziliśmy różne materiały: okna, drzwi. Konstrukcja jest z pustaków, ale to, co widać na zewnątrz i w środku, to cegła przedwojenna, pochodząca z rozbiórek w Polsce i Austrii. Dzięki temu kościół wygląda bardziej stylowo. Na oczyszczonej cegle widać stare, oryginalne napisy.

Największą trudnością, zdaniem kierownika ekipy, było wybudowanie wieży. – Wprawdzie krzyż czy sygnaturka były podnoszone dźwigiem, ale wszystkie inne materiały trzeba było podawać ręcznie – mówi pan Roman. Mimo tylu lat pracy, nie czuje się zmęczony. – Jeszcze niejeden taki kościół bym wybudował – deklaruje. – Ta praca jest ciekawa, kiedy ma się do czynienia z tak wyrafinowaną architekturą.

Nie pytam, kto jest kim

Świątynia w środku nie jest wielka, bo parafia liczy w tej chwili około 700 osób. Ktoś mógłby powiedzieć, że to niewiele jak na tak duże osiedle. Ale trzeba pamiętać, że lata komunizmu zrobiły swoje. Sichów miał być typową komunistyczną sypialnią, bez żadnych świątyń, widocznych znaków religijnych. – To się władzom nie udało, bo ludzie pochodzący z okolicznych wiosek siłą rzeczy byli bardziej pobożni niż reszta społeczeństwa – opowiada proboszcz. Dziś na osiedlu widać kopuły kolejnych cerkwi, jest też duży zbór protestancki. Natomiast Kościół rzymskokatolicki przez lata kojarzony był głównie z Polakami. Teraz to się zmienia. Dlatego Msze św. są odprawiane zarówno po polsku, jak i po ukraińsku. – Nie pytam już o to, kto jest Polakiem, a kto Ukraińcem, bo to jest bardzo poplątane. Ci sami ludzie uczestniczą też nieraz w nabożeństwach różnych obrządków. Za komuny np. wielu grekokatolików ukrywało się w Kościele prawosławnym.

Liczba parafian ks. Jacka stopniowo rośnie, ale dzieje się to nieco wolniej, niż można było oczekiwać zaraz po papieskiej pielgrzymce. Praca na Ukrainie uczy go cierpliwości. I tego, że trzeba robić swoje. – Przed poświęceniem kościoła zorganizowaliśmy w parafii misje – opowiada. – Zaprosiliśmy też tych parafian, którzy kiedyś byli z nami, a potem gdzieś nam się pogubili. I parę osób wróciło.

W parafii niewiele jest osób ze starszego pokolenia, bo wśród nich przeważają ludzie „radzieccy”, wychowani w poprzednim systemie. Za to do kościoła przychodzi bardzo wiele rodzin, więc dużą część duszpasterskiej aktywności zajmuje praca z dziećmi i młodzieżą. Od 15 lat we wspomnianej leśniczówce Potockich mieści się parafialne przedszkole. Korzysta z niego 65 dzieci. Młodzież, i nie tylko ona, jest widoczna podczas liturgii. – Ksiądz w ogóle nie musi martwić się czytaniami, śpiewem, modlitwą wiernych – twierdzi ks. Andrzej Niedzielski, wikary. – Tym wszystkim zajmują się parafianie.

Wystarczył telefon

Większość parafian ks. Jacka Kocura to inteligencja, więc ich zaangażowanie w budowę kościoła miało głównie charakter materialny. Proboszcz jest poruszony ich ofiarnością. – Jak na tutejsze możliwości składali naprawdę wielkie ofiary – opowiada. – Ale i w budowę się angażowali. Kiedy trzeba było przenieść płytę ołtarzową albo wyciągnąć dzwon z busa, wystarczył jeden telefon, żeby w pół godziny zgromadzić kilkunastu mężczyzn.

Wiele było podobnych, spontanicznych akcji, nim nadszedł wreszcie 29 września 2018 r. – oczekiwany przez wielu dzień, kiedy to abp Wiktor Skworc, metropolita katowicki, symbolicznym kluczem otworzył świątynię i dokonał jej poświęcenia. W homilii wygłoszonej po polsku i ukraińsku abp Mieczysław Mokrzycki nazwał nowy kościół darem archidiecezji katowickiej dla archidiecezji lwowskiej. – Uroczystość ku czci św. Michała Archanioła staje się dzisiaj wydarzeniem niepowtarzalnym i jedynym w historii – mówił. – Podsumowaniem ogromu wysiłku, ofiar i wyrzeczeń, bez których nie byłoby tej świątyni. Jest pieczęcią Boga, który bierze tę świątynię w posiadanie, aby tutaj sprawować swoje Tajemnice. To tutaj Bóg pragnie być pośród nas jak u siebie. Chce być z nami w chwilach wielkiej radości i w chwilach niepewności. To tutaj możemy dotykać tajemnicy nieba i powtarzać za św. Tomaszem: „Pan mój i Bóg mój”. To Bóg, który czeka nie tylko na mnie, ale na wszystkich mieszkańców Sichowa.

Wraz z ks. Jackiem jeszcze raz obchodzimy świątynię dookoła. Proboszcz opowiada o kolejnych planach. Przy kościele chce urządzić kawiarenkę, by wierni mieli się gdzie spotykać. – A tu, gdzie teren nie jest jeszcze zagospodarowany, marzy mi się mała scena dla naszych parafialnych imprez – pokazuje. Widząc zaangażowanie sichowskich parafian, można mieć pewność, że i te dzieła powstaną.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także