GN 2/2021 Archiwum

Tonący ciągnie innych

Spółka „Ruch” dogorywa. Jej upadek będzie miał poważne konsekwencje dla całego rynku polskiej prasy, także dla naszego tygodnika.

Powstaje bowiem pytanie, kto przejmie sieć punktów sprzedaży i co z wielomilionowymi wierzytelnościami „Ruchu” wobec wydawców. Problemami kolportażu 26 września zajęła się sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu, a redakcja „Gościa” została zaproszona na to posiedzenie. Była to pierwsza od wielu lat poważna rozmowa polityków, wydawców oraz dystrybutorów mediów na temat kryzysu „Ruchu”, zagrażającego przede wszystkim polskim wydawcom. Oni są bowiem w sytuacji najtrudniejszej, pozbawieni kapitałowego wsparcia wielkich zachodnich koncernów oraz współpracujących z nimi domów medialnych.

Ciągła zmiana

Po przekształceniu RSW „Prasa Książka Ruch” powstało kilkadziesiąt firm kolporterskich zajmujących się dystrybucją prasy w całym kraju. Przez długi czas dominował „Ruch”, przekształcony w 1991 r. w Przedsiębiorstwo Kolportażowo-Handlowe. W tym także czasie ówczesny szef „Gościa Niedzielnego” ks. Stanisław Tkocz podjął decyzję o stworzeniu własnego kolportażu, który działa do dzisiaj. Dzięki tej decyzji oraz wysiłkom podejmowanym w okresie późniejszym własnymi kanałami docieramy do blisko 8 tys. parafii w całej Polsce. Posiadanie własnego kolportażu nie oznaczało jednak rezygnacji z usług zewnętrznych firm kolporterskich, stanowiących ważne dopełnienie naszej aktywności na tym obszarze. Ułatwiali oni dostęp do naszego tytułu w innych miejscach aniżeli punkty parafialne, co pozwalało zdobywać nowych czytelników.

W tym segmencie zaszły jednak wielkie zmiany. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza rynek zweryfikował spółki kolporterskie i obecnie zostały na nim trzy liczące się podmioty. Największym jest spółka „Kolporter”, której udział w rynku wynosi prawie 52 proc. Drugim co wielkości dystrybutorem jest ciągle „Ruch” SA – w końcu ubiegłego roku obsługiwał 30 proc. rynku dystrybucji prasy. Trzecie miejsce zajmuje spółka Garmond Press, mająca ok. 13 proc. udziału w rynku. Pozostałe firmy posiadają niecałe 6 proc. udziału. Jeśli „Ruch” upadnie, pozostanie na rynku dwóch wielkich kolporterów, i być może jest to ostatni moment, aby do dystrybucji prasy włączyli się sami wydawcy oraz państwo, regulując ten obszar aktywności.

Czytelników ubywa

Na kondycję firm kolporterskich ma wpływ systematyczny spadek czytelnictwa prasy w naszym kraju. Według danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy, zrzeszającego około 130 wydawców, głównie czasopism ogólnopolskich oraz największych tytułów regionalnych, w roku ubiegłym w porównaniu do 2016 r. nastąpił blisko 10-procentowy spadek ilości sprzedanej prasy. Nie jest to jedynie okresowe załamanie rynku, ale konsekwencja długofalowego trendu. W 2008 r. wartość sprzedanych egzemplarzy prasy w Polsce wynosiła 4,1 mld zł, a w 2017 r. osiągnęła już tylko 2,3 mld zł. W ciągu dekady rynek prasy skurczył się więc o blisko połowę. Nic nie wskazuje na to, aby w najbliższej przyszłości miało się to zmienić.

Jak wynika z analizy przygotowanej przez prof. Jana Kanię, najbardziej boleśnie proces spadku czytelnictwa dotknął dzienniki ogólnopolskie. W ciągu dekady utraciły one blisko 60 proc. czytelników. Czasopisma kobiece i tematyczne straciły 45 proc. odbiorców. Najmniejszą stratę odnotowały czasopisma opinii, chociaż i ich nakłady spadły o 15 proc. Dla nas pocieszająca jest informacja, że według danych przedstawionych na posiedzeniu komisji wśród 10 największych tygodników opinii „Gość” nadal jest liderem sprzedaży.

Spadek czytelnictwa ma konsekwencje również dla kolporterów. Mniejsza sprzedaż powoduje, że zwiększają się koszty dystrybucji prasy, co w konsekwencji odbija się na wynikach finansowych wydawców. A ponieważ dochód ze sprzedaży prasy dla kolporterów jest niewielki, staje się ona nieraz tylko kłopotliwym dodatkiem, gdyż zyski osiąga się, handlując innymi towarami.

Istotnym zjawiskiem wpływającym na kształt rynku kolportażu było pojawienie się elektronicznej dystrybucji prasy. W Stanach Zjednoczonych obecnie to sprzedaż wydań elektronicznych decyduje o wynikach finansowych wydawców, co zmieniło sytuację całego rynku medialnego. Podobne procesy można obserwować na Zachodzie. Do naszego kraju te procesy docierają wolniej, ale nie ulega wątpliwości, że kiedyś kanały dystrybucji elektronicznej, organizowane przez samych wydawców z pominięciem firm kolporterskich, zdominują rynek mediów, wypierając prasę drukowaną. Stanowić to będzie wielkie wyzwanie dla tygodników katolickich, także „Gościa Niedzielnego”. Pozostajemy bowiem wyraźnie w tyle za innymi tytułami, jeśli chodzi o sprzedaż elektronicznego abonamentu. To zjawisko w jakimś stopniu jest uwarunkowane obiektywnie. Wiele gmin zaliczyć należałoby do terenów wykluczonych cyfrowo. Dlatego na prowincji, gdzie mieszka spora część naszych czytelników, nie ma odpowiedniej infrastruktury dla realizacji abonamentu elektronicznego. Istotny jest również fakt, że dla części naszych starszych czytelników przestawienie się z lektury „Gościa” w wersji papierowej na elektroniczną byłoby bardzo trudne. Przez dłuższy czas, podobnie jak pozostałe tytuły prasowe, będziemy więc korzystać z tradycyjnego kolportażu.

Co dalej z „Ruchem”?

Wspomniane trzy wielkie spółki kolporterskie są także naszymi partnerami, z tą różnicą, że pierwsze miejsce wśród nich zajmuje „Ruch”. Spółka nadal posiada sieć blisko 2 tys. punktów sprzedaży detalicznej, także poza wielkimi miastami, gdzie rzadziej docierają inni kolporterzy. Jednak obecna sytuacja „Ruchu” jest bardzo trudna. Spółka ma długi wysokości ponad 500 mln zł, a jej wierzycielami są praktycznie wszyscy wydawcy korzystający z jej usług kolporterskich. Kwestią otwartą jest, na ile obecna kondycja spółki jest efektem prywatyzacji z 2010 r., która ma wszelkie cechy patologicznego przejęcia państwowego majątku przez firmę angażującą się w prywatyzację kolportera jedynie po to, aby nabyć prawo do kilkuset nieruchomości, jakie „Ruch” posiadał. W czasie posiedzenia komisji mówił o tym otwarcie Jerzy Szmid, prezes konkurencyjnej spółki kolporterskiej Garmond. Jego zdaniem już w 2011 r. do podmiotów zagranicznych wyprowadzono z „Ruchu” 204 mln zł. W latach następnych sprzedano niemal wszystkie nieruchomości za ponad 400 mln zł, a pieniądze roztrwoniono. Straty „Ruchu” na działalności podstawowej – dystrybucji prasy i towarów szybko zbywalnych – od momentu prywatyzacji spółki były permanentne i sięgały kilkudziesięciu milionów złotych rocznie. Nie odbiło się to jednak na wysokości zarobków jej zarządu, który zdaniem prezesa Szmida wypłacał sobie kilkudziesięciomilionowe honoraria. Szmid postawił wniosek, aby prywatyzacją „Ruchu” zajęła się specjalna komisja sejmowa.

31 sierpnia „Ruch” skierował do sądu wniosek o przyspieszone postępowanie układowe. Firma chce, żeby układ objął wydawców, wobec których ma zobowiązania przekraczające 1 mln zł. Na tę procedurę zgodził się kredytujący spółkę Alior Bank. Ta procedura ma pozwolić spółce na porozumienie się z największymi wierzycielami i umożliwić jej restrukturyzację. Abstrahując od tego, czy takie rozwiązanie jest skuteczne, czy nie lepsze byłoby postawienie spółki w stan upadłości, w sposób oczywisty premiuje ono dużych wydawców, a na polskim rynku są nimi firmy niemieckie. Ich wierzytelności zostały zabezpieczone, a co z mniejszymi wierzycielami „Ruchu”? Nasze wierzytelności nie są tak wysokie, ale dostatecznie wielkie, aby spowodować problemy finansowe. Oczywiście pozostaje nam droga sądowa, długa, mozolna, od której środków nam nie przybędzie. Nawet hipotetyczne karne odsetki nie są rozwiązaniem, gdyż otrzymamy je nie wiadomo kiedy, ale podatek od nich, traktowany przez fiskusa jako przychód, musielibyśmy zapłacić od razu.

Nie przesądzając o tym, w jakim kierunku potoczą się losy „Ruchu”, nie ulega wątpliwości, że nadszedł czas na interwencję państwa w tej sprawie. Chodzi o ustalenie pewnych reguł na obszarze kolportażu, dających wszystkim wydawcom równe prawa, bez dyskryminacji kogokolwiek. Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu zapowiedziała, że do tej sprawy wróci.

Sytuacja „Ruchu” oraz jej możliwe konsekwencje to wyzwanie dla nas i innych wydawców katolickich. Powinniśmy połączyć siły, aby skutecznie upominać się o swoje prawa i aktywnie uczestniczyć w przekształceniach na rynku kolporterskim. Jeśli zaś na gruzach „Ruchu” powstanie nowa, ogólnokrajowa sieć kolporterska, warto byłoby stać się udziałowcami tego przedsięwzięcia.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama