Nowy numer 49/2018 Archiwum

Matki docenione

Wprowadzenie matczynych emerytur to wyraz elementarnej sprawiedliwości, choć ich wysokość nie zachęci do posiadania potomstwa.

Do konsultacji trafił projekt ustawy wprowadzającej emerytury dla matek, które wychowały co najmniej czworo dzieci. W niektórych sytuacjach obejmuje on także ojców. Rząd chce, aby nowe przepisy obowiązywały od stycznia 2019 r. Propozycja spotkała się z bardzo pozytywnymi reakcjami środowisk prorodzinnych i z krytyką przeciwników rządu oraz prowadzonej przez niego polityki społecznej promującej rodzinę i dzietność.

Ochrona przed ubóstwem

Projekt „ustawy o rodzicielskim świadczeniu uzupełniającym” powstał w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Wysokość tego świadczenia ma wynosić równowartość najniższej emerytury. Obecnie to 1029,8 zł brutto, czyli 878,12 zł do ręki. W przypadku gdy osoba uprawniona do tego świadczenia już pobiera z ZUS lub z KRUS emeryturę mniejszą, niż ma wynosić „matczyna”, będzie ona podwyższana. Na przykład osoba, która obecnie otrzymuje emeryturę w wysokości 650 zł netto, dostanie o 228,12 zł netto więcej.

Środki na to świadczenie mają pochodzić wyłącznie z budżetu państwa i będą corocznie określane w ustawie budżetowej. Jaka będzie to kwota? ZUS sporządził analizę skutków finansowych nowej regulacji. Według szacunków w grudniu 2017 r. liczba kobiet w Polsce, które urodziły co najmniej czworo dzieci, wynosiła 1 mln 378 tys. Emerytur z ZUS i KRUS nie pobiera 820 tys. z nich, a mniej, niż wynosi najniższa, otrzymuje 20,8 tys. Z szacunków tych wynika, że na wypłatę matczynych emerytur lub ich podwyższenie potrzeba rocznie 875 mln zł (zakładając, że świadczenie będzie wynosić 1029,8 zł).

Nie jest to tylko symboliczny gest, gdyż nawet tak niewielka kwota może mieć znaczenie. Jak czytamy w uzasadnieniu, celem projektu jest „zapewnienie środków utrzymania osobom, które zrezygnowały z zatrudnienia lub go nie podjęły ze względu na wychowywanie dzieci w rodzinach wielodzietnych”. Świadczenie to ma więc przeciwdziałać ubóstwu tej grupy osób.

Kogo obejmuje

Matczyna emerytura będzie przyznawana matce, która urodziła i wychowała co najmniej czworo dzieci, również wtedy, gdy są to dzieci przysposobione. Świadczenie to przysługuje także ojcu, który wychował co najmniej czworo dzieci, ale tylko w przypadku śmierci matki dziecka albo porzucenia dzieci przez matkę.

W konsultacjach zwracano uwagę, że ustawa nie zawiera definicji wychowania. Taka definicja pojawia się w uzasadnieniu. Wychowanie – według niej – to „osobista opieka sprawowana nad dziećmi jako stałe, bezpośrednie i ciągłe sprawowanie ogółu obowiązków spoczywających na rodzicach w ramach prawa im przysługującego względem dziecka, w celu należytego wykonywania pieczy nad jego osobą i majątkiem”. Wprowadzenie tej definicji do art. 2, który obszernie tłumaczy liczne pojęcia zawarte w regulacji, jest słuszną propozycją. Przy okazji warto zwrócić uwagę na to, że „wychowanie” jest rozumiane bardzo szeroko, a to dobrze. Nie ma kryterium wieku, np. do 18. roku życia, co odpowiada rzeczywistości, gdyż wiele rodzin utrzymuje dzieci studiujące.

Świadczenie będzie mogło być przyznane matce po ukończeniu 60 lat, a ojcu – 65. Muszą oni być obywatelami Polski lub państw będących członkami wybranych podmiotów europejskich, np. Unii Europejskiej, i posiadać prawo stałego pobytu w naszym kraju.

Świadczenie nie będzie przysługiwać osobie, którą sąd pozbawił władzy rodzicielskiej lub ją ograniczył przez umieszczenie dziecka w pieczy zastępczej oraz w przypadku długotrwałego odbywania kary pozbawienia wolności, uniemożliwiającej sprawowanie opieki nad dziećmi. Nie należy się ono także tymczasowo aresztowanej albo przebywającej w całodobowych placówkach odwykowych dla osób uzależnionych od alkoholu, narkotyków lub innych środków odurzających.

Przyznawać je będzie prezes ZUS albo prezes KRUS po sprawdzeniu, czy są spełnione wymagane kryteria.

Sprawiedliwość czy dezaktywizacja

Propozycja ucieszyła matki wielodzietnych rodzin. – To wielki krok do przodu w zrozumieniu przez rządzących i przez społeczeństwo, jak ważną rolę pełni matka, która wychowała dużo dzieci, i jak bardzo niesprawiedliwe było dotąd to, że na starość pozostawała ona bez emerytury, chociaż pracowała w domu – komentowała dla KAI Joanna Krupska, prezes Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus”.

Pojawiły się też głosy krytyczne. Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan stwierdził w „Gazecie Wyborczej”, że docenienie matek powinno odbywać się przez ulgi na wychowanie dzieci, a nie w systemie emerytalnym, bowiem matczyne emerytury mogą prowadzić do braku aktywności zawodowej kobiet. Podobną opinię wyraził w „Tygodniku Powszechnym” prof. Piotr Błędowski, ekonomista w SGH specjalizujący się w polityce społecznej. – Już program 500 Plus zwiększył ryzyko spadku aktywności kobiet. Matczyna emerytura sprawi, że to ryzyko jeszcze wzrośnie – przestrzegał.

Trudno jednak zgodzić się z tymi tezami. Jest dokładnie odwrotnie. Kobiety nie są aktywne na rynku pracy, ponieważ decydują się na urodzenie i wychowanie dzieci, a nie z powodu perspektywy otrzymania świadczenia, które ma uchronić je przed ubóstwem, i to skrajnym.

Pojawiły się też radykalne komentarze ze strony internautów, którzy twierdzili, że matczyna emerytura to promocja nierobów i lenistwa. Te skrajne opinie ujawniają pełen pogardy stosunek części społeczeństwa do macierzyństwa i niezrozumienie ciężkiej pracy kobiet przy wychowaniu dzieci. Gdyby osoby o takich poglądach choć przez jeden dzień musiały opiekować się kilkorgiem dzieci, zapewne zmieniłyby zdanie. Interesujące dane o wkładzie pracy matek w domu (sprzątanie, pranie, gotowanie, robienie zakupów itd.) do polskiego PKB podał w 2016 r. portal finansowy money.pl. Otóż wynosi on 25 mld zł miesięcznie, czyli 300 mld zł rocznie.

Nowa polityka społeczna

Profesor Błędowski ubolewał, że matczyne emerytury to kolejne rozwiązanie zmieniające kształt polskiej polityki społecznej, bowiem z systemowej staje się ona coraz bardziej selektywna, dotyczy wybranych grup. Postawił też zarzut, że nowe świadczenie to „kolejny przykład PiS-owskiego klientelizmu, czyli kupowania poparcia w zamian za opiekę ze strony państwa”. Krytykuje, że matczyna emerytura może ugruntować stereotyp „zarabiającego ojca” i matki „piastunki domowego ogniska”.

Zarzutu o klientelizm bardziej można było się spodziewać po opozycji, która wyraża go, mówiąc o populizmie. Rzeczywiście w logice partyjnej ma on uzasadnienie, bowiem celem ugrupowań politycznych często jest utrzymanie władzy, a konkretne działania są środkiem do tego, choć do takiego myślenia partie nigdy otwarcie się nie przyznają. Jednak dla matki wielodzietnej rodziny, która nie pracowała zawodowo, motywacje polityków mają mniejsze znaczenie. Dla niej ważne jest to, że jej praca została choć w niewielkim stopniu doceniona i otrzyma świadczenie równe najniższej emeryturze.

Z pewnością mamy do czynienia z nową polityką społeczną. Polega ona na promowaniu rodziny, np. przez wsparcie finansowe wysiłku związanego z wychowaniem dzieci, jak program 500 Plus, czy docenienie wysiłku kobiet przez wprowadzenie matczynych emerytur. To zasługuje na pochwałę, a nie na krytykę, i to nie wynika tylko z faktu, że rodzina jest wartością, którą należy szczególnie chronić i promować (mówi o tym nawet nasza konstytucja). Zmiana polityki społecznej polegająca na wsparciu dzietności wynika także z rachunku ekonomicznego. Nawet totalna opozycja ma świadomość, że kryzys demograficzny, jaki dotknął Polskę, może doprowadzić do upadku systemu ubezpieczeń społecznych, a w konsekwencji do bankructwa państwa. Stąd już rządy PO-PSL wprowadzały elementy polityki wspierającej dzietność, np. płatne urlopy macierzyńskie.

Nowe świadczenie nie będzie jednak raczej zachętą do posiadania potomstwa, gdyż jest ono zbyt niskie. Nie jest więc to rozwiązanie pronatalistyczne. Ale też w zamierzeniach autorów nie taka ma być jego rola. Chodzi o minimalną ochronę konkretnej grupy osób przed ubóstwem, a także o promocję postaw prorodzinnych. – Projektowana ustawa ma na celu uhonorowanie i docenienie okresu wychowywania dzieci – tłumaczą w uzasadnieniu jej autorzy. I dodają, że rozwiązanie ma podkreślić „ważną z punktu widzenia rozwoju kraju funkcję społeczną pełnioną przez rodziców, w większości kobiety, związaną z wychowywaniem dzieci”.•

« 1 »
oceń artykuł
  • Gość
    07.11.2018 08:11
    Czy Redakcja mogłaby opisać równie wyczerpująco sytuację kobiet pracujących? Ile one mogą oczekiwać wypracowanej emerytury z własnych składek a nie z pieniędzy wszystkich pracujących podatników? I dlaczego tylko matki od 4. dziecka mają być finansowane z budżetu? Czwarte dziecko jest lepsze niż pierwsze? Sprawiedliwsza byłaby kwota za każde wychowane dziecko i to dla obojga rodziców. Po 100 zł za dziecko np. W końcu budżet jest z gumy, wszyscy zarabiają godne, należne im pieniądze (np policja), to i można z podatków oddawać ludziom łaskawie ich pieniądze w formie dodatkowej emerytury. IEDOS
  • Gość
    07.11.2018 13:20
    Oczywiście, że Redakcja mogłaby znaleźć dane o średnich i przewidywanych emeryturach kobiet, w większości matek, które latami wpłacały składki pracując na dwóch etatach i porównać z emeryturą, która PiS chce sprezentować (jak widzimy) ponad milionowi kobiet, które wybrały jeden etat. Domowy. Ale wyniki mogłyby być niekorzystne politycznie dla PiSu, bo okazałoby się, że pracując 40 lat ma się emeryturę 100-200 złotych większą niż zajmijąc sie tylko domem. A jeżeli z życia zawodowego odejdzie jeszcze więcej kobiet, to kim PiS chce ich zastąpić, żeby zebranych podatków wystarczyło dla niepracujących zawodowo kobiet? Jeśli rodzina decyduje się na jeden etat dla kobiety, to powinna być możliwość i ewentualne ulgi podatlowe na prywatne ubezpieczenie emerytalne kobiet. Państwo powinno wspierać samodzielność obywatelu a nie rozdawać cudze pieniądze.
    doceń 3
  • uwaga
    07.11.2018 16:47
    Mam nadzieję, że za tę skandaliczną decyzję obecnego reżimu, w wolnej Polsce obywatele kiedyś postawią winnych przed sądem.
    doceń 2
  • Agnieszka
    07.11.2018 17:54
    Ja zupełnie nie rozumiem tych zawistnych i zazdrosnych wpisów, żyjemy w wolnym kraju!!! Jak chcę mieć dziesięcioro dzieci oddawać je do żłobów i pracować, to proszę bardzo! A jak chcę mieć dziesięcioro dzieci i się nimi opiekować sama, to też proszę bardzo!

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji