Nowy numer 3/2021 Archiwum

Zaburzenie pragnień

Myśl wyrachowana: Miłość to umywanie cudzych nóg, a nie własnych rąk.

Taki plakat: damski but na wysokim obcasie, obok szminka, a poniżej smoczek. Przy dwóch pierwszych przedmiotach pytanie: „Czy porzuciłabyś to?”, a obok smoczka: „dla tego?”. Innymi słowy: czy zrezygnowałabyś z brylowania na salonach na rzecz posiadania dziecka?

Plakaty o tej treści zawisły w pojazdach komunikacji miejskiej w Wielkiej Brytanii. To element kampanii reklamującej pigułkę „dzień po” z inicjatywy brytyjskiego odpowiednika naszego NFZ. Jest też wersja dla mężczyzn. Faceci mają odpowiedzieć sobie, czy dla bycia ojcem zrezygnowaliby z pada (czyli ze swojego hobby, pasji).

Gdy zobaczyłem w sieci te plakaty, w pierwszym momencie nie zrozumiałem. – No jasne! Co to w ogóle za pytanie, jak można dziecko zestawiać z tego typu rzeczami – pomyślałem. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że dla autorów kampanii oczywiste jest, że społeczeństwo powinno zareagować jakoś tak: „Ależ oczywiście, że nie chcemy rezygnować z komfortu, przyjemności i zabawy dla jakiegoś bachora”.

Plakat ponoć wzbudził jednak „kontrowersje”. Jedni mówili, że to seksizm, inni, że posiadanie dziecka nie musi wiązać się z rezygnacją z kariery i wygód.

No tak, to racja, że posiadanie nawet wielu dzieci nie musi oznaczać utraty elegancji albo konieczności rezygnacji ze wszystkiego, co się lubi. Zwykle jednak z czegoś zrezygnować trzeba. Tyle tylko, że to żadna strata przy tym, co się zyskuje. Wybieranie takich bzdur jak gry komputerowe w miejsce rodzicielstwa oznacza, że doszło do koszmarnego wynaturzenia pragnień. Co by nie gadać, ludzie przez całą historię i prehistorię przede wszystkim chcieli mieć dzieci. Dziś, przynajmniej ci z cywilizacji Zachodu – nie chcą.

Co się stało? Na dobre, a właściwie na złe, ten kult niepłodności pojawił się wraz z upowszechnieniem się aborcji i środków antykoncepcyjnych. Te dwie rzeczy ściśle się ze sobą wiążą, bo obie wynikają z traktowania dzieci jak zagrożenia. I to właśnie te dwie rzeczy najmocniej przekonały miliony homo sapiens, że celem życia jest użycie. Przyjemność stała się centrum świata. Czemu służy? A niczemu – to jej wszystko ma służyć. Takie rzeczy jak seks przestały do czegoś prowadzić. Stały się punktem dojścia. Żyj, dopóki potrafisz doświadczać przyjemności, byle bez konsekwencji. A potem spadaj. Dla ciebie mamy eutanazję. Kto nie konsumuje przyjemności, powinien konsumować ziemię – czyż nie?

Ale przyjemnościowi konsumenci, obłożeni pigułkami i lateksem, mają kiepską perspektywę: z każdym dniem będzie tylko gorzej. Rutyna, znudzenie, starzenie się organizmu, degradacja i osłabienie doznań. Aż obudzą się samotni w pustych mieszkaniach, niezdolni włożyć buty i sięgnąć po pada, patrząc, jak ich świat przejmują obcy ludzie, otoczeni gwarnym rojem dzieci. I przekonają się, że wybierając szminkę i obcasy, sami nigdy nie rozstali się ze smoczkiem.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także