Nowy numer 4/2019 Archiwum

Czerwone i czarne

Twórcy polskiego kina nie potrafią wykorzystać tematów dotyczących ludzi i historii Kościoła w Polsce, którzy służąc ludziom kierowali się Ewangelią.

Smarzowski nie ukrywa, że jest ateistą. Preferuje mocne środki wyrazu, lubi szokować. Początek filmu, kiedy trzech księży ostro biesiaduje na plebanii, epatując widza wulgarnymi tekstami na pograniczu bluźnierstwa, może widza wprawić w osłupienie. Nie zamierzam streszczać filmu, bo można się domyślić w jakim kierunku potoczy się akcja. Każdy z tych księży ma z sobą problem. Jeden jest alkoholikiem i ma kochankę, inny zmaga się z pociągiem do chłopców, kurialista owładnięty pragnieniem kariery, chce za wszelką cenę wyjechać do Watykanu. Nie są jednak potworami. W ujęciu reżysera każdy z nich ma w sobie jakiś pierwiastek dobra, usiłuje walczyć ze swoimi słabościami, czasem nawet im współczujemy. Tyle, że cała wina za to, kim są, spada na Kościół i zasady, jakie narzuca swoim kapłanom. Jednym z głównych problemów to, oczywiście, celibat.

Jednak najbardziej wyeksponowany wątek filmu to hipokryzja księży, a przede wszystkim hierarchów, którzy głosząc Ewangelię, często po pijanemu, przeczą jej swoim życiem. Przykładem biskup kreowany przez Janusza Gajosa. To postać wzięta wprost z komiksu czy kabaretu. O ile pozostali bohaterowie są jeszcze jakoś ludzcy, biskup uosabia w sobie, zdaniem reżysera, całe zło Kościoła. Jest pazerny, chciwy, zdegenerowany, swoich kapłanów traktuje instrumentalnie. I wszechmocny. Potrafi nawet przywołać do porządku prezydenta i zamknąć usta mediom w całym kraju. Ofiary pedofilii nic dla niego nie znaczą, ważniejsze jest dobro sprawców ich krzywdy, bo to leży w interesie Kościoła. Wiele wątków filmu zostało opartych na faktach znanych z mediów. Faktach prawdziwych. Nie ma wątpliwości, że potworne czyny osób duchownych należy ukarać. Rodzi się jednak pytanie, na ile ten obraz Kościoła jako siedziby zła jest zgodny z rzeczywistością. Czy tacy są rzeczywiście wszyscy księża w Polsce, a Kościół nią rządzi?

Film wchodzi na ekrany w atmosferze sensacji podsycanej wypowiedziami autorów. Reżyser powołuje się nawet na papieża Franciszka, jego skromność i postawę wobec blichtru, pychy i zakłamania. Problem w tym, że każdy, kto w jakiś sposób walczy z Kościołem, wybiera z tego nauczania, a szerzej Ewangelii tylko to, co mu wygodne. Jednak sensacyjna otoczka nie powinna zacierać faktu, że gdyby nie grzechy ludzi Kościoła i zaniedbania nie tylko zresztą w stosunku do pedofilii, trudno byłoby twierdzić, że są oparte na faktach. Nie można też przeceniać wpływu, jaki wywierają na wierzących. Nie wydaje mi się, by kogoś odciągnęły od Boga. O wiele większy wpływ, o czym już wielokrotnie pisałem, mają seriale i miniseriale telewizyjne, zarówno współczesne jak i historyczne, pełne uprzedzeń wobec chrześcijaństwa, które po płaszczykiem łamania tabu i nieograniczonej wolności promują ateistyczną wizję świata.

Na koniec smutna uwaga. Tragedią jest, że twórcy polskiego kina nie potrafią wykorzystać tematów dotyczących ludzi i historii Kościoła w Polsce, którzy w swoim powołaniu służąc ludziom, kierowali się Ewangelią. Często narażając się na cierpienie, a nawet śmierć. Był, co prawda, film o ks. Popiełuszce, ale to chyba niewiele. Wiernych u nas jak na razie nie brakuje, ale talentów po tej stronie jak na lekarstwo. Francuski film „Ludzie Boga”, jeden z najlepszych filmów o ludziach wiary w tym mocno przecież zlaicyzowanym kraju, obejrzało 4 miliony widzów. Co ciekawe reżyser filmu, Xavier Beauvois, jest ateistą.

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

  • Emwupe
    19.09.2018 17:47
    To co się dzieje teraz nie pomoże Kościołowi Powszechnemu , ale wielu z nas jest temu winnych. Ja pewno też. Pochodzę z małej miejscowości, gdzie byłem ministrantem. Mój pierwszy ksiądz był alkoholikiem. W czasie kolędy mu towarzyszyłem. Ludzie, którzy uchodzili za lokalne autorytety częstowali go wódką. Moi rodzice również. Później pijany rozwoził nas ministrantów do domu. Czasami na katechezie szarpnął kogoś za ucho, ale mój ojciec nauczyciel (a nie uważam go za złego człowieka) też to robił. Owszem wewnętrznie się buntowałem. Uważałem, że ksiądz tak nie może robić. Później w parafii pojawił się kolejny ksiądz alkoholik, ale zamknięty w sobie. Ten pił w samotności. Jeszcze później na parafię trafił młody, energiczny ksiądz który za to obłapiał młode wiejskie dziewczęta. Później … . Wiecie co ich łączyło. Mały, smutny, brudny kościół do którego przychodziły stare kobiety i małe dzieci. Na co dzień nie było entuzjazmu wiary. Pojawiał się w Boże Ciało, na Wielkanoc, święto Wszystkich Świętych. Ludzie nie traktowali księdza jako partnera a powinni widzieć w nim przyjaciela który się dla nich poświęcił. Dopadała ich samotność i poczucie że ludzie mają do nich dystans. Dlatego nie mam do tych księży pretensji, wręcz odwrotnie, dla mnie są bohaterami bo poświęcili swoje życie dla nas. Muszę jeszcze dodać, że osobiście odczuwałem ciepło tych ludzi, humanizm, mądrość i bliskość wobec Pana Boga podczas spowiedzi którą ci grzesznicy przechodzili razem ze mną.
    doceń 3
  • Tobi
    19.09.2018 21:32
    Ten film to paszkwil skrojony przez reżysera, który religię traktuje jako przesąd. Reżyser fałszując tak radykalnie obraz Kościoła, zamyka sobie drogę do Boga, a może i zbawienia. Ilu innym odbierze wiarę?
  • fg
    20.09.2018 07:44
    Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło.
    doceń 2
  • Tomasz
    20.09.2018 12:37
    Szanowny Autorze,
    Pański wpis nosi sygnaturę czasową "DODANE 19.09.2018 07:00", przez cały dzień 19.09. tekst wisiał w pobliżu tekstu ks. Zbigniewa Niemirskiego "Na planie "Klechy" spłonął autobus" (DODANE 19.09.2018 00:00), o filmie na temat ks. Romana Kotlarza. Inny wpis Pańskiego autorstwa proponowany w prawej kolumnie to "Zabić księdza" (27.02.2018 15:13) o ks. Władysławie Gurgaczu. Z tego względu Pański nagłówek "Twórcy polskiego kina nie potrafią wykorzystać tematów dotyczących ludzi i historii Kościoła w Polsce, którzy służąc ludziom kierowali się Ewangelią" wydał mi się śmieszny, trąci brakiem obiektywizmu, którego oczekuję także od komentarza.
    Na marginesie - czy Pan jako osoba świecka, również uważa, że "ludzie Kościoła w Polsce" to tylko księża? Bo jak inaczej interpretować fakt, że Gość niedzielny informuje o śmierci tego czy innego księdza, jego zasługach itd. a nie wspomina o tysiącach porządnych i zasłużonych świeckich, którzy odeszli na tamten świat, znajdując mimo wszystko miejsce dla informacji o postaciach kontrowersyjnych, będących na bakier z Kościołem?
    doceń 4

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.