Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Tak normalny, że aż święty

„Jak już bracia dominikanie (najbardziej złośliwy zakon świata) napisali tuż po jego śmierci, że umarł w opinii świętości, to to musiała być prawda” – śmieją się zakonnicy w białych habitach. Po śmierci o. Badeniego zabrali z jego celi dosłownie wszystko.

Do bólu normalny

Zakonnicy cenili jego dystans do samego siebie, prostotę i humor. Urodził się 14 października 1912 r. w Brukseli. Posługiwał jako duszpasterz w Poznaniu, Wrocławiu i Krakowie. Był magistrem braci studentów. Prowadził Beczkę, opiekował się kiełkującą nad Wisłą Odnową w Duchu Świętym. Po jego śmierci ukazało się mnóstwo książek zbierających jego konferencje, wywiady i rady dotyczące życia duchowego.

Zostało po nim mnóstwo anegdot. „Najbardziej lubię takie przyjęcia − opowiadał − gdy człowiek trzyma w jednej ręce łyżeczkę, w drugiej talerzyk, a w trzeciej widelczyk”.

− Dotychczas mieliśmy świętych, którzy umierali młodo, a dzięki o. Badeniemu mamy program formacji do 98. roku życia. Ojciec Joachim będzie tak aktualnym świętym, bo proponuje program duchowego wzrastania w świętości na 98 lat − uśmiecha się o. Tomasz Gałuszka, odpowiedzialny za zebranie historycznego materiału dowodowego niezbędnego do otwarcia procesu beatyfikacyjnego. − Cechy o. Joachima, które zapamiętałem? Naturalność. I oczekiwanie. Spokojne oczekiwanie tego, co przyjdzie. To nie było oczekiwanie gościa, który nie wie, co z sobą robić, i nerwowo przegląda książkę czy gapi się w komórkę. Nie! Badeni czekał na to, co nadchodzi. Z uśmiechem człowieka, który już coś wie, coś przeczuwa, czegoś się domyśla i spokojnie czeka. Tak, Badeni to jest spokój. Żył na tym świecie, będąc jednocześnie jedną nogą po tamtej stronie. I paradoksalnie był w tym do bólu normalny. Tak normalny, że aż święty.

nocna wizyta

− Muszę wyjaśnić jedno: ja nie wierzę w duchy. Wierzę w Ducha. – opowiadał mi o. Leon Knabit. − Nie miewałem w życiu żadnych prywatnych objawień czy widzeń. Nic z tych rzeczy. Ale pamiętam świetnie noc sprzed pół roku. Obudziło mnie wyraźne pukanie do drzwi. Wygramoliłem się z łóżka, patrzę: trzecia w nocy. Pukanie było bardzo wyraźne. To nie był sen. Otwieram drzwi, na korytarzu nikogo. Cisza, pustka. Pomodliłem się: może komu to potrzebne? O świcie dostałem SMS-a: „Przed paroma godzinami zmarł o. Badeni”. W drodze do nieba zapukał do Tyńca…

− Jego ostatnie dni były wielką walką duchową. Budził się i szeptał bezradnie: „Nikogo nie ma. Nie ma Jezusa, nie widzę Maryi” − wspominał o. Paweł Pawlikowski, góral z Małego Cichego. − Łapałem go wtedy za rękę i uspokajałem: „Ojcze, ale my jesteśmy. Pan Bóg działa też przez nas, zwykłych braci”. Brał mnie za rękę i mówił: „Dziękuję”. Dla mnie ten miesiąc to były najlepsze rekolekcje w życiu. Spałem po 4 godziny. Nie wiem, jak to wytrzymałem. Pamiętam Eucharystię w celi. Leżał nieprzytomny. Szeptałem mu do ucha: „Ojcze, teraz Komunia”. Podawaliśmy ją w cząstkach, by mógł przełykać. A on wzdychał: „Całe niebo jest przed nami!”. Baliśmy się spłoszyć tę chwilę. Kiedyś po Komunii zaczął się trząść, ręce mu latały. I wtedy powiedział stanowczo: „Cisza!”, jakby rozkazywał swym członkom, by nie przeszkadzały mu w medytacji. Powtarzał: „Módlcie się cały czas do Matki Bożej. Ona was i mnie ochroni”.

drzwiami i oknami

− Przychodzili do niego wszyscy: i głęboko wierzący, i ludzie prosto z ulicy, wątpiący, poobijani duchowo. Cały przekrój społeczeństwa. Walili do niego drzwiami i oknami. Zastanawiałem się, co ich tak przyciągało. I odkryłem tajemnicę: on potrafił słuchać. Mówił niewiele. Dawał ludziom poczucie wolności i nie potępiał − wspomina Sylwester Szefer, dziennikarz. − Był tak życzliwy, że nawet gdy wypowiedział trudne słowa, człowiek potrafił je przyjąć. Zawsze proponował modlitwę. Nie mówił: „Teraz się za ciebie pomodlę”. Mówił: „Modlimy się razem”. We wspólnocie bywały konflikty, różnice zdań, jak to wśród braci. Zadziwiało mnie jego posłuszeństwo i bezwarunkowe podporządkowanie się decyzji przełożonych. Często przychodziłem do niego na rozmowy duchowe. Byłem wówczas redaktorem miesięcznika „List”. Ciekawe jest to, że w rozmównicy o. Joachim proponował, by wejść w ciszę. Tak, to najczęściej była modlitwa w ciszy... Wiem, że innym proponował to samo. On, charyzmatyk, erudyta, nie zasypywał człowieka dobrymi radami. Słuchał, milczał, proponował modlitwę w ciszy i na końcu wypowiadał kilka słów. I trafiał w dziesiątkę.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • katolik
    07.09.2018 08:32
    Jako nie jestem przekonany do jego "świętości". Na pewno był rodzajem wizjonera-celebryty, bardzo wspieranym w zakonie, ale świętym? Same wizje nie wystarczą. Świętość to heroizm wyznawania i praktykowania wiary katolickiej, a on był raczej liberałem do tego z wizjami, stąd popularność. Liberał ma zawsze z górki. Ale cóż, może się w czymś mylę. Pokażcie więc mi jego Krzyż niesiony ze względu na Wiarę, a wtedy będziemy mogli rozmawiać.
  • KaszEwa
    07.09.2018 19:01
    Tylko Krzyż niesiony ze względu na wiarę daje świętość? A co z tymi, którzy czystego serca, cisi, pokorni, wprowadzający pokój albo chociażby z tymi co im urągają ???
    doceń 12
  • gut
    16.08.2019 00:24
    Świetlistość Na Wyciągnięcie Ręki. ;)
    doceń 0
  • gut
    16.08.2019 00:45
    |Zawsze będziesz moim przyjacielem – za dużo wiesz.|
    |Autor Nieznany|
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji