Nowy numer 49/2020 Archiwum

Zanim runęło World Trade Center

Ponad 220 osób zginęło, a około 5 tys. zostało rannych. 20 lat temu, 7 sierpnia, Al-Kaida zaatakowała w Kenii i Tanzanii.

Celem były amerykańskie ambasady. Do zamachów doszło praktycznie równocześnie. W Nairobi, o godz. 10.35 czasu lokalnego, Saudyjczyk o imieniu Azzam zdetonował ładunek w ataku samobójczym, któremu przewodził Kenijczyk Mohamed al-Owhali. Śmierć na miejscu poniosło 213 osób, w tym 12 Amerykanów. Cztery minuty później w tanzańskim „Mieście Pokoju” (co oznacza Dar es Salaam) samobójczego ataku na amerykańską placówkę dyplomatyczną dokonał Hamden Khalif Allah Awad. Tu zginęło 11 osób, a 85 zostało rannych. Ofiar było stosunkowo niewiele, ponieważ tego dnia w Tanzanii przypadało święto narodowe i ambasada była zamknięta. Na 7 sierpnia 1998 r. terroryści zaplanowali też atak na ambasadę USA w stolicy Ugandy – Kampali. Nie doszedł do skutku dzięki interwencji ugandyjskiej policji.

Trzy miesiące po tych zamachach Osama bin Laden trafił na listę FBI jako jeden z najgroźniejszych terrorystów na świecie. Niecałe pół roku po atakach zlecił on szejkowi Khalidowi Mohammedowi zaplanowanie najcięższego uderzenia w Amerykę – 11 września 2001 r. Przed tragedią, jaka wydarzyła się w Kenii i Tanzanii, w żadnym z tych krajów nie atakowano amerykańskich placówek.

Przygotowania

Do zamachów przyznała się nieznana wcześniej Armia Wyzwolenia Świętych Miejsc Islamu. W ocenie amerykańskich śledczych pod określeniem tym krył się działający od lat 70. XX w. egipski islamski dżihad. Ataki po raz pierwszy postawiły też w centrum publicznej uwagi w USA Osamę bin Ladena i jego prawą rękę Ajmana az-Zawahiriego, byłego szefa egipskiego islamskiego dżihadu, chirurga, który do dziś pozostaje pierwszym emirem Al-Kaidy.

Przygotowania do zamachu rozpoczęły się wkrótce po tym, jak w lutym 1998 r. bin Laden ogłosił fatwę, podpisaną także przez czterech liderów organizacji islamistycznych. Jej sygnatariusze określali się jako „Światowy Islamski Front dla Dżihadu Przeciwko Żydom i Krzyżowcom”. Fatwa piętnowała amerykańską obecność wojskową na Półwyspie Arabskim, blokadę Iraku i amerykańskie poparcie dla Izraela. Udzielała religijnego upoważnienia do ataków na Amerykanów i Żydów na całym świecie.

Zamachy zaplanowano na 7 sierpnia nieprzypadkowo. Była to 8. rocznica pojawienia się amerykańskich wojsk w Arabii Saudyjskiej w ramach akcji Pustynna Tarcza podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. Przyjmuje się, że były one też odpowiedzią na amerykańskie zaangażowanie w ekstradycję czterech członków egipskiego islamskiego dżihadu.

Po zamachach islamiści zażądali wycofania sił amerykańskich z krajów muzułmańskich, wstrzymania amerykańskiej pomocy dla Izraela oraz uwolnienia z amerykańskiego więzienia egipskiego szejka Omara Abdela Rahmana. Za niespełnienie tych żądań grozili kolejnymi atakami na placówki USA.

W przygotowaniach do zamachów w Kenii i Tanzanii pojawia się również trop azerbejdżański: FBI przeprowadziło analizę połączeń wykonanych przez bin Ladena do współpracowników w Baku. Jednym z nich był Ahmad Salama Mabruk, starszy lider egipskiego dżihadu, a prywatnie ojciec żony Abdullaha Ahmeda Abdullaha, głównego dowódcy operacyjnego zamachów w Kenii i Tanzanii.

Propaganda

W maju 1998 r. Kenijczyk Sheikh Ahmed Salim Swedan nabył dom w Nairobi, gdzie skonstruował bombę. Kupił też ciężarówkę, która została użyta w czasie zamachu, i ciężarową chłodnię, wykorzystaną w Dar es Salaam. 7 sierpnia samochód podjechał do strzeżonego wejścia na podziemny parking ambasady USA w stolicy Kenii. Jednym z pasażerów był 21-letni Mohamed Rashed Daoud al-Owhali, Saudyjczyk urodzony w Liverpoolu. Wysiadł i zażądał od ochrony otwarcia bramy. Kiedy strażnik Benson Okuku Bwaku odmówił i zaczął wzywać pomocy przez radio, sprawca rzucił granat ogłuszający, strzelił, a następnie uciekł. Kilka sekund później kierowca zdetonował materiały wybuchowe.

Prawdopodobnie 24-letni Azzam, który wysadził się w powietrze, był kuzynem Abd al-Rashim al-Nashiriego, szefa lokalnego oddziału Al-Kaidy podczas wojny w Zatoce Perskiej. Dowódca całej akcji, urodzony w 1963 r. Abdullah Ahmed Abdullah, znany też jako Abu Mohammed al-Masri, miał natomiast obywatelstwo egipskie. Architekt tej zbrodni był ojcem trojga dzieci. Za informację o miejscu jego pobytu w 2005 r. Departament Stanu USA oferował nagrodę w wysokości 5 mln dolarów. Abdullah do dziś widnieje na liście FBI jako jeden z najbardziej poszukiwanych terrorystów świata.

Według dziennikarza Lawrenceʼa Wrighta operacja w Nairobi została nazwana „Kaaba” na cześć świętego dla muzułmanów miejsca w Mekce, natomiast zamach w Dar es Salaam miał nosić nazwę „Operacja Al-Akca”, nawiązującą do meczetu na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. W prowadzonej przez siebie antyamerykańskiej propagandzie bin Laden wmawiał swoim zwolennikom, że amerykańskie ambasady były miejscami, gdzie planowano podział Sudanu, inwazję na Somalię, a nawet rwandyjskie ludobójstwo z 1994 r. Ostatecznie celem bin Ladena, uważa Wright, miało być zwabienie Amerykanów do Afganistanu, który miał okazać się cmentarzem imperiów.

Ogień

Wybuch w Nairobi zniszczył ambasadę i zachwiał konstrukcją sąsiedniego budynku Ufundi, gdzie zginęło najwięcej ofiar, głównie studentów i pracowników sekretariatu. Podmuch ognia pomiędzy budynkami doprowadził do zapalenia się pełnego ludzi autobusu. Eksplozja powybijała szyby w oknach w promieniu prawie 800 m. Wiele osób odniosło obrażenia oczu z powodu latających odłamków szkła.

Prudence Bushnell była wówczas ambasadorem w Kenii. O tych dramatycznych chwilach opowiedziała w wywiadzie udzielonym w lipcu 2005 r. Wspominała też własne niepewne odczucia co do lokalizacji budynku i kwestii bezpieczeństwa: „Byliśmy usytuowani po drugiej stronie ulicy od dworca kolejowego. Uliczni kaznodzieje, bezdomne dzieci, rabusie i tysiące przechodniów każdego dnia przechodzili pod naszym progiem. Po prostu nie było sposobu na ochronę budynku”.

W piątek 7 sierpnia jak zwykle poszła do pracy. „Niesamowity hałas i ogromne uderzenie zwaliły mnie z nóg. Myślałam, że budynek się zawali, i byłam prawie pewna, że ​​umrę” – mówiła w wywiadzie. Widziała „gruz, krew, buty i ubrania rozrzucone na każdym piętrze”. Ponad 200 osób zginęło natychmiast, około 5 tys. zostało rannych – większość z nich miała obrażenia klatki piersiowej i twarzy. „Ludzie w samochodach, którzy czekali na zmianę świateł, spalili się, w tym wszyscy pasażerowie autobusu miejskiego, samochody na parkingu stanęły w ogniu. Wielu czołgało się w gruzach, aby ratować tych, którzy zostali przygnieceni. Siedmiopiętrowy budynek biurowy obok ambasady zawalił się. W miarę upływu dnia koszmar rósł. Zbyt wielu zabitych, zbyt wielu rannych” – relacjonowała ambasador Bushnell.

Uderzenia

Cztery minuty po zamachu w Nai­robi terroryści zaatakowali na wybrzeżu w Tanzanii. Wcześniej, w czerwcu 1998 r., wynajęli dom położony 6 km od ambasady w Dar es Salaam. Przywieźli tu ukryte w workach z ryżem komponenty do skonstruowania bomby. Jej produkcję nadzorował, podobnie jak w Nairobi, Mohammed Odeh, urodzony w 1965 r. palestyński terrorysta, obecnie odsiadujący karę dożywocia w „Alcatraz Gór Skalistych” – jak określa się więzienie o zaostrzonym rygorze w Kolorado. Dwa 900-kilogramowe ładunki umieszczono w specjalnie przygotowanej „klatce” z tyłu samochodu. Kierowcą był Hamden Khalif Allah Awad. Jako że miał jasne włosy, nazywano go „Ahmedem Niemcem”. Był Egipcjaninem, w chwili zamachu miał 27 lat.

Pracownica ambasady Vella G. Mbenna rozmawiała przez telefon, gdy doszło do eksplozji. W relacji z 2016 r. opisywała, że to było jak „uderzenie meteorytu w ambasadę”. Wspomina „miejsce w gruzach, obrazy, części budynku, szyby, papier, materiały biurowe porozrzucane na chodniku”. Panował „kompletny chaos”, a „cała ściana i okna od strony ulicy zniknęły”.

W odpowiedzi na zamachy 20 sierpnia prezydent Bill Clinton nakazał zniszczenie obozów szkoleniowych bin Ladena we wschodniej części Afganistanu oraz wysłanie pocisków na farmę farmaceutyczną Al-Shifa w północnym Chartumie w Sudanie.

Z sudańskim celem Al-Kaidę miały łączyć powiązania finansowe oraz produkcja broni chemicznej. W listopadzie 1998 r. USA oskarżyły Osamę bin Ladena i 21 innych islamistów o atak na amerykańskie ambasady i przygotowanie zamachów. Czterech oskarżonych o zamachy w Kenii i Tanzanii zostało skazanych na dożywotnie więzienie. 15 lat po tych wydarzeniach, we wrześniu 2013 r., Kenią zaczęła wstrząsać nowa fala terroru, trwająca do dziś. Tym razem za zamachami stoi powiązana z Al-Kaidą somalijska Al-Szabab.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Krzysztof Błażyca

Fotoreporter, dziennikarz

Z redakcją „Gościa" związany od roku 2006 r. Religioznawca, członek Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego. Autor książek „Tego drzewa nie zetniesz. Historie z czarami w tle" (zbiór reportaży z Tanzanii, Kenii, Zambii, Nigerii i Ugandy) oraz reportażu „Krew Aczoli. Dziesięć lat po zapomnianej wojnie na północy Ugandy", za który otrzymał Grand Prix Mediatravel 2017, Nagrodę im. Stanisława Szwarc Bronikowskiego w kategorii książka podróżnicza roku oraz Nagrodę Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego za najlepszą książkę roku 2017 o tematyce afrykanistycznej w kategorii publikacji popularno-naukowej. Autor wystaw fotograficznych ukazujących życie codzienne w krajach Afryki. Laureat nagrody „Ekologia w obiektywie" za zdjęcie przedstawiające dzieci z nigeryjskiej wioski przy jednej ze studni wybudowanej dzięki akcji „Małego Gościa Niedzielnego". Publikował w „Misyjnych drogach", „Poznaj Świat", „Catholic Mirror" (Kenia), „Magazynie Familia", „Warto", „W drodze", „Almanachu Prowincjonalnym", „Tygodniku Powszechnym". Prowadzi fundację pomagającą w Ugandzie i Kenii (budowa studni głębinowych, wsparcie edukacji). Jego mottem są słowa kard. Charles'a Lavigerie, założyciela Ojców Białych „Pokochajcie Afrykę!".

Kontakt:
krzysztof.blazyca@gosc.pl
Więcej artykułów Krzysztofa Błażycy

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także