Nowy numer 27/2020 Archiwum

I co z tego?

Pytasz, jaki jest cel modlitwy? Modlitwa jest celem.

Zapytał mnie kiedyś znajomy z drwiną w głosie: – Co wy tam robicie na tych waszych spotkaniach modlitewnych?
– No przecież się modlimy – zdziwiłem się.
– No i co z tego? Jaki z tego zysk dla parafii, dla Kościoła? – usłyszałem.

Równie dobrze mógł zapytać: „Co z tego, że oddychacie? Co z tego, że jecie i pijecie?”. I w dodatku mógłby wykazać, że nic w tym dobrego, bo przecież oddychając, emitujemy dwutlenek węgla, a jedząc i pijąc, pochłaniamy zasoby planety i zabieramy na niej miejsce. W tym kluczu nawet potępieniec mógłby kpić: „I co z tego, że jesteście zbawieni?”.

Ciekawe, że nawet wśród katolików zachowania wynikające z wiary budzą nieraz nieufność większą niż zachowania przeciwne Ewangelii. Dobiegające zza rogu pijackie śpiewy nikogo nie dziwią, ale pieśni uwielbienia mogą zaniepokoić („sekta jakaś?”). Panuje bowiem przekonanie, że stosunek do Boga – duchowość, modlitwa – jest jak jedna z wielu szufladek w szafce i nie należy jej zawartości mieszać z czymkolwiek innym. Życie duchowe wydaje się czymś ponadplanowym, niekoniecznym i niezrozumiałym, bo materialnie nieuchwytnym. Nie da się wykazać bezpośrednich jego efektów, a jego owoce można przypisywać czemuś innemu. To nie budynek kościoła, w którym każda cegła jest dowodem czyjejś aktywności. Problem polega na tym, że kto nie myśli o Kościele duchowym, daremnie wznosi kościół materialny. Kościół duchowy ostoi się, gdy runie materialny, ale materialny straci sens, gdy zabraknie duchowego. Nie zawsze rozumieją to nawet osoby oddane Kościołowi. Choćby takie jak znajomy zacytowany na wstępie. Jego pytanie na długo utkwiło mi w pamięci. Na myśl przychodziły mi liczne dzieła ewangelizacyjne, które podejmują członkowie modlących się wspólnot. Myślałem o ich aktywności w parafiach, ich szacunku do księży, o pomocy, jaką niosą potrzebującym. Aż nagle uświadomiłem sobie, że to bez sensu – wyliczać to, co Kościołowi daje trwanie jego członków na modlitwie. To jest przecież punkt dojścia!

Pytasz, człowieku, co Kościół ma z tego, że się ludzie modlą – a tu masz produkt finalny! Szczęśliwy proboszcz, którego ludzie proszą o otwarcie kościoła, bo chcą uwielbiać Jezusa. Niech skacze z radości, bo oto u niego otwiera się niebo. Po to Bóg założył Kościół, żeby doprowadzał ludzi do Niego. Żeby ludzie trwali w obecności Boga, żeby Go uwielbiali. Przecież właśnie to będziemy robić w niebie.

Niedawno w oczy rzucił mi się fragment z Jeremiasza: „Czy się w tym okazujesz królem, że masz zapał do budowania z cedru?” – pyta prorok władcę (Jr 22,15). To pytanie też do nas: czy w tym okazujemy się chrześcijanami, że za kryterium wiary uznajemy sprawy materialne, a lekceważymy duchowe?

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także