Nowy numer 3/2021 Archiwum

Konstytucja dla rodziny

O „matczynych emeryturach” i innych nowych rozwiązaniach prorodzinnych oraz swoich planach politycznych mówi wicepremier Beata Szydło.

Bogumił Łoziński: Stoi Pani na czele Komitetu Społecznego Rady Ministrów, który m.in. pracuje nad wprowadzeniem emerytur dla matek mających co najmniej czworo dzieci. Taka obietnica padła podczas kwietniowej konwencji PiS. Na jakim etapie są te prace?

Beata Szydło: Demografia to dziś jedno z najpoważniejszych wyzwań, jakie stoją przed Polską. Społeczeństwo się starzeje, wciąż więcej naszych rodaków umiera, niż się rodzi. Dzięki działaniom podjętym przez rząd PiS sytuacja ta powoli się zmienia. Ale aby ten trend utrzymać, musimy wciąż udoskonalać programy prospołeczne. W oczach ludzi stały się już one symbolem rządów dobrej zmiany. Będziemy je kontynuować i rozwijać, bo programy te rozumiemy nie jako koszty, ale jako najlepszą z możliwych inwestycji. A jeśli chodzi o emerytury dla matek mających co najmniej czworo dzieci, jest gotowa pierwsza wersja projektu. Jeśli będzie akceptacja premiera, skierujemy go do konsultacji. Chcemy, żeby odbyły się one w okresie wakacyjnym, a we wrześniu ustawa mogłaby trafić do Sejmu. Od nowego roku mogłaby zacząć obowiązywać.

Jakie rozwiązania zawiera projekt?

O szczegółach będę mogła mówić, gdy rząd przyjmie jego ostateczną wersję. W tej chwili jest kilka koncepcji, musimy zdecydować, którą wybieramy. Generalnie chodzi o to, aby docenić te mamy, które urodziły bądź wychowały co najmniej czworo dzieci. Jeśli nigdy nie pracowały, ustawa zagwarantuje im najniższą emeryturę, a jeśli otrzymują mniej, niż wynosi najniższa emerytura, zostanie ona dopełniona do jej wysokości. To dotyczy też mam, które były ubezpieczone w KRUS-ie. To będzie znaczące wsparcie dla rolników. Drugim celem projektu jest stworzenie możliwości poprawienia sytuacji finansowej osób, które obecnie mają najniższe uposażenie emerytalne lub w ogóle go nie mają. Natomiast mamom, które są czynne zawodowo, ale też mają co najmniej czworo dzieci, zaproponujemy możliwość przeliczenia wyższej emerytury. Ustawa roboczo nazywa się Mama+, ale dotyczy również ojców w przypadku, gdy to oni wychowywali dzieci.

Jak rozumieć sformułowanie „wychowały”? Czy czwarte dziecko będzie musiało mieć skończone 18 lat?

Nie. Warunkiem jest posiadanie czworga dzieci.

Czyli gdy kobieta osiągnie wiek emerytalny, a część dzieci nie będzie dorosła, to otrzyma „matczyną emeryturę”?

Tak. Oczywiście na razie rozmawiamy o koncepcji. Ostateczne rozwiązania znajdą się w ustawie, która przejdzie cały proces legislacyjny.

Kolejną obietnicą, która padła na wspomnianej konwencji, była premia dla matek, które szybko urodzą drugie dziecko. Jaki ma być odstęp czasowy między pierwszym a drugim dzieckiem?

Dyskutujemy o tym, czy to mają być dwa, czy trzy lata. Na konwencji mówiłam o dwóch, ale są kraje europejskie, gdzie ten odstęp wynosi trzy lata.

Jest ustalona wysokość tej premii?

To nie będzie premia w formie gotówki do ręki, tylko na przykład w postaci przywilejów emerytalnych w przyszłości. Rozważamy zastosowanie korzystniejszego przelicznika, co zapewni wyższą emeryturę, albo możliwość wcześniejszego przejścia na nią. Inną formą premii mogą być udogodnienia w pracy zawodowej, tak by mamy mogły łatwiej łączyć wychowanie dzieci z aktywnością zawodową.

Następna obietnica to darmowe leki dla kobiet w ciąży.

Ministerstwo Zdrowia przygotowuje projekt. Planujemy jego przyjęcie – tak jak wszystkich propozycji z kwietniowej konwencji – jeszcze w tym roku.

Padła też zapowiedź wprowadzenia bonu na sport i kulturę dla niepracujących młodych ludzi w wieku od 16 do 20 lat.

To bardzo ciekawy pomysł jednego z młodych wiceministrów naszego rządu. Wychodzi naprzeciw oczekiwaniom młodych, uczących się ludzi, których bardzo często nie stać na korzystanie z oferty kulturalnej czy sportowej. W ten sposób chcemy wspierać ich pasje, zachęcić do uczestniczenia w życiu kulturalnym czy po prostu dać możliwość zakupu np. książek bądź płyt.

Czy rozwiązania, o których mówimy, będą zebrane w jedną ustawę?

To są oddzielne regulacje. Ale ustaw prorodzinnych jest coraz więcej, być może warto więc opracować jeden pakiet rozwiązań dotyczących rodziny, zawierający wszystkie istniejące regulacje. Mamy „Konstytucję dla biznesu”, „Konstytucję dla nauki”, to dlaczego nie wprowadzić „Konstytucji dla rodziny”?

Komitet Społeczny Rady Ministrów pracuje nad długofalową polityką prorodzinną. Jakich nowych rozwiązań możemy się spodziewać?

Na koniec tej kadencji Komitet Społeczny Rady Ministrów przedłoży dokument zawierający strategię polityki społecznej i prorodzinnej na kolejne lata. Pokażemy w nim kierunkowe rozwiązania, wskażemy sprawy priorytetowe, zadania, które powinny być realizowane przez kolejne rządy. To będzie plan na następną kadencję. W tej musimy podjąć jeszcze kilka ważnych tematów. Najważniejszym z nich jest wsparcie emerytów.

Skąd środki na te wszystkie projekty? Opozycja zarzuca PiS-owi, że to kupowanie wyborców, a budżet państwa takich obciążeń nie wytrzyma.

Skala każdego projektu, nad którym obecnie pracujemy, jest uwarunkowana możliwościami budżetu. Jesteśmy w tym aspekcie niezwykle odpowiedzialni i ostrożni. Wszystko jest dokładnie oszacowane. Trzeba mieć też świadomość, że istnieje możliwość wprowadzania tych projektów etapami, a koszty niektórych – np. premii za szybkie urodzenie drugiego dziecka – państwo będzie ponosiło w przyszłości. A więc nasze planowanie musi również uwzględniać perspektywę długofalową. Model realizacji programów prorodzinnych, jaki przyjęliśmy ponad dwa lata temu, pokazał, że nawet kosztowne projekty zwracają się w innym wymiarze. Na program 500+ wydajemy rocznie z budżetu państwa ponad 20 mld zł, jednak jest on tak skonstruowany, że stał się kołem zamachowym gospodarki. A więc okazuje się, że można wprowadzać w życie programy społeczne, które nie tylko nie zagrażają budżetowi, ale pobudzają gospodarkę. Państwo musi dbać o rodziny, musi realizować mądrą, ambitną politykę społeczną. To inwestycja w naszą wspólną przyszłość.

Przejdźmy do sfery politycznej. Kto rządzi w PiS-ie?

W Prawie i Sprawiedliwości rządzi Jarosław Kaczyński – prezes tej partii.

Ten temat pojawił się podczas nieobecności Jarosława Kaczyńskiego w życiu publicznym z powodu choroby. O tym, że już szykują się jego następcy, świadczy wypowiedź Joachima Brudzińskiego, który ostrzegał „delfinów”, mających ambicję zająć miejsce prezesa PiS, aby „uzbroili się w długą, i to bardzo długą cierpliwość”.

Temat sukcesji w PiS pojawia się co kilka lat, najczęściej w okresach przedwyborczych. Efekt tych dyskusji zawsze jest ten sam – rządzi i będzie rządził Jarosław Kaczyński. Rzeczywiście choroba pana prezesa zagrała na wyobraźni niektórych, ale Joachim Brudziński ma rację, radząc, aby takich rojeń zaprzestali.

W ostatnim czasie prezes PiS chwali obecnego premiera. Te pochwały są odczytywane jako namaszczenie go na swojego następcę. Czy słusznie?

Jest rzeczą naturalną, że skoro Mateusz Morawiecki jest w tej chwili premierem, odgrywa najbardziej decydującą rolę w bieżącej działalności rządu PiS. Jednak nie przesądzałabym, że funkcja premiera, marszałka Sejmu, Senatu czy jakakolwiek inna w rządzie, partii czy parlamencie decyduje o przyszłości. To jałowe spekulacje. W polityce oprócz ambicji trzeba mieć również olbrzymią pokorę. To praca drużynowa, z zadaniami podzielonymi na role i etapy. Bo celem zawsze powinno być dobro obywateli, a nie osobiste ambicje. Wszyscy o tym musimy pamiętać.

Na kwietniowej konwencji otrzymała Pani największe brawa. Jaka jest Pani pozycja w PiS?

Jestem wiceprezesem Prawa i Sprawiedliwości i obecnie wicepremierem w rządzie tworzonym przez Zjednoczoną Prawicę.

Nie pytam o Pani funkcje.

Reakcja na konwencji była dla mnie miłym zaskoczeniem, ale też wielką satysfakcją. Podobne odczucia mam na spotkaniach z Polakami, w których biorę teraz udział w całym kraju. Ten dobry odbiór traktuję jako wyraz akceptacji polityki rządu, tych wszystkich zmian i programów, które zrealizowaliśmy i realizujemy. Traktuję to jako docenienie całej dobrej zmiany i chcę za to bardzo podziękować. Obecnie musimy się skupić na wygraniu wyborów samorządowych, a potem kolejnych, w 2019 roku. Trzeba na bok odłożyć dyskusje personalne oraz osobiste ambicje. Potrzebna jest konsolidacja i ciężka praca, tak jak w 2015 roku. Zmiany, które wprowadziliśmy – dobre zmiany – muszą być ugruntowane. Do tego potrzebna jest druga kadencja, w przeciwnym razie będą to zmiany chwilowe.

Widząc tak dobry odbiór społeczny, musi Pani stawiać sobie jakieś cele polityczne.

Każdy polityk stawia sobie cele polityczne, podejmuje nowe wyzwania. Po to jest się w polityce. Za mną bardzo intensywny okres dwudziestu lat aktywności politycznej. Swoją polityczną przygodę rozpoczęłam w 1998 roku. Najpierw samorząd, potem parlament. Dwie zwycięskie kampanie wyborcze w 2015 roku, kiedy najpierw prowadziłam kampanię prezydenta Andrzeja Dudy, a potem byłam twarzą kampanii parlamentarnej. I wreszcie zwieńczenie tego okresu, jakim było szefowanie rządowi Prawa i Sprawiedliwości. Wiele ważnych, przełomowych zmian i reform w ciągu tych dwóch lat. To oczywiście wielki zaszczyt, ogromna satysfakcja i dorobek, który dla mnie jest bezcenny. Ale to już zamknięty rozdział. Teraz czas na nowe zadania, wyzwania, doświadczenia i nowe projekty. Mam jeszcze sporo do zrobienia w polityce. Jedno jest pewne – jestem i pozostanę w PiS. Teraz wiele ważnych dla Polski spraw rozstrzyga się w Brukseli. Zależy mi na silnej pozycji Polski w Unii Europejskiej, na powodzeniu projektu europejskiego budowanego na wartościach, które kiedyś były jego podwaliną.

Gdy pracuje się w PE, zmniejsza się zaangażowanie w sprawy krajowe.

To zależy, jak uprawia się politykę.

Znane są przypadki, że ci politycy PiS, którzy weszli do Parlamentu Europejskiego, zakładali własne partie, jak PJN czy SP.

Stanowczo powtarzam, swoją przyszłość wiążę z PiS. A co do tych polityków, którzy założyli własne partie, wiem, że niektórzy tego teraz żałują. Inni posypali głowy popiołem i wrócili.

Czy poseł powinien zarabiać mniej niż szef kuchni w dobrej restauracji?

Dyskusja o zarobkach polityków jest bardzo niepopularna, a emocje uniemożliwiają merytoryczną debatę. PiS kilka razy podejmował próby debaty na ten mimo wszystko ważny temat i zawsze były one negatywnie odbierane, więc je zamknęliśmy. Zbyt wiele było wokół tego krzyku i niepotrzebnych emocji, które odwracały uwagę od sedna sprawy. Dużą rolę w odbiorze społecznym tego tematu będzie odgrywało to, jak politycy się zachowują i pracują. Na pewno dobrego świadectwa o politykach nie wystawia przemycenie przez opozycyjnych posłów na teren Sejmu przeciwników rządu w bagażniku samochodu, blokowanie mównicy sejmowej czy urządzanie okupacji Sejmu w czasie Bożego Narodzenia. To z jednej strony zakrawa na kabaret, ale z drugiej pokazuje, do jakiego poziomu niektórzy politycy się zniżyli. A potem w oczach obywateli winni są wszyscy politycy.

Jak powinna być rozwiązana na poziomie prawnym sprawa aborcji eugenicznej?

Jestem katoliczką, osobą wierzącą i praktykującą, więc mam w tej sprawie bardzo jasny pogląd. Nie da się swoich poglądów tak po prostu zostawić w kuluarach, wchodząc na salę sejmową. Powinniśmy mieć odwagę przyjąć projekt ustawy zakazującej aborcji eugenicznej.•

Beata Szydło

w latach 2015–2017 premier Rzeczypospolitej Polskiej, obecnie wicepremier i przewodnicząca Komitetu Społecznego Rady Ministrów. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz studiów podyplomowych na UJ, w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie i Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Ma męża i dwóch synów, jeden jest księdzem, drugi lekarzem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama