Nowy numer 3/2021 Archiwum

Brakująca część biografii

Pełniący obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego sędzia Józef Iwulski rozmija się z prawdą, odpowiadając na pytania o swoją przeszłość. W stanie wojennym orzekał w kilku sprawach i skazywał działaczy Solidarności na kary więzienia. Raz miał odmienne zdanie aniżeli pozostali sędziowie.

Od 3 lipca pracami Sądu Najwyższego kieruje sędzia Józef Iwulski. Na to stanowisko wyznaczyła go prof. Małgorzata Gersdorf oraz – kierując się innymi przepisami – prezydent Andrzej Duda. Po nominacji sędzia musiał się zmierzyć z pytaniami nie tylko o swój obecny status, ale także aktywność w stanie wojennym, kiedy to orzekał w Sądzie Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Przekonywał, że orzekał tylko w jednej sprawie i złożył wówczas zdanie odrębne, domagając się uniewinnienia oskarżonych. W innych przypadkach nie wykluczał, że mógł orzekać jedynie w postanowieniach incydentalnych, tzn. niewiążących się z rozstrzygnięciem o kwestii odpowiedzialności karnej, np. dotyczących wyłączenia sędziego, przekazania sprawy do innego sądu, zawieszenia postępowania. Ponieważ pamięć najwyraźniej go zawodzi, warto przypomnieć kilka faktów z tego okresu.

Biografia selektywna

Na stronach Sądu Najwyższego w jego oficjalnej biografii możemy przeczytać, że po studiach prawniczych na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego i ukończeniu aplikacji sądowej w latach 1978–1986 był asesorem, a następnie sędzią w Sądzie Rejonowym dla Krakowa-Podgórza i Krakowa-Krowodrzy. Orzekał w sprawach rodzinnych, karnych i cywilnych oraz pełnił funkcję przewodniczącego Wydziału Cywilnego. Następnie od 1986 r. do 1990 r. był sędzią Sądu Wojewódzkiego w Krakowie, a od marca 1990 r. – jego wiceprezesem. Orzekał w sprawach z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych. Od 1 lipca 1990 r. jest sędzią Sądu Najwyższego i orzeka w Izbie Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych, a w sierpniu 2016 r. został powołany na stanowisko prezesa Sądu Najwyższego, kierującego pracami tej izby. W latach 1980–1981 był wiceprzewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Sądzie Wojewódzkim w Krakowie. Brał także udział w pracach Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych Solidarności.

Ta selektywna biografia pomija wiele istotnych faktów z jego aktywności zawodowej i politycznej. Nie wspomina nic o służbie sędziego Iwulskiego w szeregach Wojskowej Służby Wewnętrznej (wojskowy kontrwywiad), z którym był związany do 1990 r., co udokumentował prof. Sławomir Cenckiewicz. Pomija także jego przynależność do PZPR od 1978 r. aż do końca istnienia partii czy otrzymanie w kwietniu 1983 r. Brązowego Medalu „Za zasługi dla obronności kraju”, czym się szczycił, wypełniając kwestionariusz ankiety paszportowej. Przede wszystkim zaś nic nie wspomina o jego zaangażowaniu w represje sądowe w stanie wojennym. Ze zgromadzonych w archiwach IPN dokumentów sądowych oraz prokuratorskich wynika, że sędzia Iwulski orzekał przynajmniej w sześciu sprawach w trybie doraźnym i podpisywał się pod wyrokami skazującymi na karę więzienia działaczy solidarnościowych. W jednym przypadku zachował się inaczej.

Zdanie odrębne

Chodzi o proces grupy krakowskich działaczy podziemnej Solidarności. Jej rozpracowywanie trwało od sierpnia 1982 r. W sprawie przewijało się kilkanaście osób, część z nich aresztowano. Ostatecznie akt oskarżenia Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Krakowie przedstawiła pięciu osobom: Marianowi Stachowi, który był traktowany jako główny oskarżony, Henrykowi Kowalowi, Kazimierzowi Kowalówce, Władysławowi Smagale i Janowi Szadzińskiemu. Stach i Kowalówka byli działaczami KPN. Wszystkich oskarżono o zamiar obalenia siłą ustroju PRL i rozpowszechnianie fałszywych wiadomości mogących wywołać niepokój społeczny. Rozprawa odbyła się 3 grudnia 1982 r. przed Sądem Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Krakowie. W składzie sędziowskim, którego przewodniczącym był sędzia ppłk Wiesław Miśko, zasiadali sędziowie ppor. Józef Iwulski oraz ppor. Andrzej Szewczyk. Stachowi wymierzono karę 3 lat więzienia, Kowalówce – 1,5 roku, podobnie Kowalowi, a Smagale rok. Dwaj ostatni otrzymali wyrok w zawieszeniu. Szadziński został uniewinniony. Pod wyrokiem widnieją podpisy 3 sędziów z zaznaczeniem, że sędzia Iwulski miał zdanie odrębne. Od tego wyroku odwołała się prokuratura, wnosząc rewizję do Izby Wojskowej Sądu Najwyższego na niekorzyść Szadzińskiego. Ostatecznie wyrok nie został zmieniony i Szadziński pozostał na wolności. 9 grudnia 1982 r. sędzia Iwulski złożył do akt sprawy zdanie odrębne. Rękopis liczący cztery strony zachował się w dokumentacji procesu (IPN BU 1378/316, t. 4, s. 133/1-4). Sędzia Iwulski kwestionuje wyrok, jaki zapadł w tej sprawie. Dowodzi, że w przypadku Kowala nie ma bezspornych dowodów świadczących o jego winie, nie można także ustalić, jakie treści zawierały kolportowane przez niego ulotki. W przypadku Smagały, Kowalówki i Stacha domaga się zastosowania innej kwalifikacji prawnej, dość karkołomnie wywodząc, że wejście w życie 8 października 1982 r. nowej ustawy o związkach zawodowych powinno zmieniać interpretację przepisów dekretu o stanie wojennym. W konkluzji sędzia Iwulski pisze, że należało uwolnić Kowala i Smygałę oraz zmienić kwalifikację czynów Stacha i Kowalówki.

Wszyscy skazani w tym procesie zostali ułaskawieni uchwałą Rady Państwa z czerwca 1983 r. W styczniu 1993 r. Sąd Najwyższy Izby Wojskowej uniewinnił ich wszystkich, stwierdzając, że przypisane im czyny tylko formalnie i pozornie wyczerpywały znamiona przestępstwa z art. 46 ust. 1 dekretu o stanie wojennym. W istocie bowiem były „próbą przeciwstawienia się istniejącemu wówczas w Polsce systemowi totalitarnemu, chroniły pogwałcone przez ów system podstawowe, społecznie uznane wartości”. W 2011 r. Kazimierz Kowalówka otrzymał wyrokiem Sądu Najwyższego odszkodowanie w wysokości 30 tys. zł tytułem wyrządzonej mu krzywdy oraz za pobyt w areszcie śledczym.

Pracowity grudzień

Napisanie zdania odrębnego w przypadku wyroku z 3 grudnia 1982 r. było jedynym aktem sprzeciwu sędziego Iwulskiego wobec represji w stosunku do działaczy związkowych. Do końca 1982 r. orzekał on w trybie doraźnym jeszcze w pięciu sprawach przeciwko działaczom zdelegalizowanej Solidarności, m.in. Tadeuszowi Bagińskiemu, Władysławowi Brzeskiemu i Andrzejowi Machelowi, oskarżonym o niezaprzestanie działalności związkowej i rozpowszechnianie fałszywych wiadomości mogących wywołać niepokój społeczny. 13 grudnia 1982 r. zapadł w tej sprawie wyrok, z udziałem także sędziego Iwulskiego. Bagiński za to, że co najmniej jeden raz brał udział w zebraniu 11 pracowników oraz przekazał dwie ulotki o nieustalonej treści, został skazany na karę 1,5 roku pozbawienia wolności z zawieszeniem na 3 lata. Za podobne „przestępstwo” Machel został skazany na 2 lata więzienia, Brzeski zaś na rok, obaj z zawieszeniem na 3 lata. Następnego dnia sędzia Iwulski zasiadał w składzie orzekającym w sprawie przeciwko Janowi Tomaszewskiemu, podejrzanemu o sporządzanie i rozpowszechnianie ulotek o treści wyszydzającej naczelne organy państwa PRL. Tomaszewski został skazany na karę 3 lat i 6 miesięcy więzienia. 20 grudnia 1982 r. sędzia Iwulski orzekał w składzie, który skazał Irenę Mazur, sekretarkę delegatury Solidarności w Cieszynie, i Władysława Drąga z koła emerytów i rencistów w cieszyńskiej Celmie, oskarżonych o niezaprzestanie działalności związkowej i rozpowszechnianie fałszywych wiadomości mogących wywołać niepokój społeczny. Drąga skazano na 2,5 roku więzienia, Mazur – na 1,5 roku, oboje w zawieszeniu na 4 lata. W kwietniu 1994 r. Izba Wojskowa Sądu Najwyższego ich uniewinniła, a w sentencji wyroku napisano, że ich skazanie „nastąpiło z obrazą przepisów prawa materialnego”.

Następnego dnia Iwulski orzekał w składzie sędziowskim, który skazał na 3 lata więzienia Leszka Wojnara. Wreszcie 28 grudnia 1982 r. przewodniczył składowi Wojskowego Sądu Garnizonowego w Krakowie orzekającemu w sprawie działaczy z FSM w Bielsku-Białej: Janusza Kudełki i Józefa Pawlusa. Byli oskarżeni o kontynuowanie działalności związkowej i rozpowszechnianie ulotek o treściach antypaństwowych. Sędzia Iwulski obu skazał na 2 lata w zawieszeniu (IPN Kr 84/3282 ss. 374–380 ).

Warto dodać, że wszyscy skazani w trybie doraźnym wyrokami wydawanymi także przez sędziego Iwulskiego zostali po 1989 r. uniewinnieni, a części z nich wypłacone zostały odszkodowania. Być może po tym, jak 9 grudnia 1982 r. sędzia Iwulski złożył na piśmie zdanie odrębne, zwrócono mu uwagę, że nie po to ma orzekać w trybie doraźnym, aby zawracał głowę zwierzchnikom prawniczymi farmazonami. Później nie miał już obiekcji, chociaż prawnych wątpliwości w tych sprawach było nie mniej aniżeli w przypadku, gdy zgłaszał zdanie odrębne.

Drakoński wyrok

Spośród wszystkich wyroków, które w grudniu 1982 r. podpisywał sędzia Iwulski, wyjątkową bezwzględnością wyróżniało się skazanie Leszka Wojnara, 20-letniego technika z Oświęcimia, zatrudnionego jako magazynier w PKS Oświęcim. Nie mogąc pogodzić się ze stanem wojennym, domowym sposobem odbijał ulotki i rozrzucał je w Oświęcimiu, Bielsku-Białej i Chełmku. 21 października został złapany i aresztowany. W śledztwie przyznał się do wszystkiego, a w jego mieszkaniu znaleziono kolejną partię ulotek. Śledztwo nie wykazało, aby był w jakiejkolwiek podziemnej strukturze solidarnościowej. Po prostu uważał za swój obywatelski obowiązek zaprotestować przeciwko delegalizacji Solidarności i represjonowaniu działaczy związkowych. Składowi sędziowskiemu Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego na posiedzeniu w Krakowie przewodniczył sędzia ppłk Wiesław Miśko. Zasiadali w nim także ppor. Józef Iwulski i por. Roman Dryk. 21 grudnia 1982 r. Wojnar został przez nich skazany na 3 lata więzienia oraz utratę praw publicznych, również na 3 lata. W uzasadnieniu napisano, że sąd wziął pod uwagę „wysoki stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu w jego działaniu i duże nasilenie złej woli wyrażające się w masowej produkcji ulotek i dawanie wyrazu negatywnego stosunku do obecnej rzeczywistości PRL”. Wyrok, nawet jak na warunki stanu wojennego, był surowy i wywołał oburzenie. W obronie Wojnara stanęli koledzy z PKS w Oświęcimiu, podpisując petycję. W efekcie w lutym 1983 r. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego przychylił się do prośby Wojnara o zawieszenie wykonywania kary, a w kwietniu 1983 r. został on ułaskawiony uchwałą Rady Państwa. Wyrok ciągnął się za nim jednak do końca PRL. Długo nie mógł znaleźć pracy i był szykanowany podczas odbywania zasadniczej służby wojskowej.

Biografia sędziego Iwulskiego, dość typowa dla polskich sędziów starszego pokolenia, powinna być przyczynkiem nie tylko do dyskusji o reformie sądownictwa, ale także o okolicznościach formowania się elity III RP, mechanizmach jej karier zawodowych oraz konsekwencjach braku rozliczeń z epoką PRL. Jakkolwiek oceniać zachowanie sędziego Iwulskiego w stanie wojennym, trudno uznać za normalne, że blisko 30 lat po ustrojowym przełomie osoba z jego biografią i kłopotami z pamięcią może pełnić obowiązki I prezesa Sądu Najwyższego. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama