Nowy numer 3/2021 Archiwum

Wpiszmy to do konstytucji

Potrzebujemy wpisania chrześcijańskiego dziedzictwa do preambuły konstytucji – uważa dr hab. Marek Dobrowolski, specjalista prawa konstytucyjnego z KUL.

Jarosław Dudała: Prezydent Duda chce zadać w referendum takie pytanie: „Czy jest Pani/Pan za odwołaniem się w preambule Konstytucji RP do ponadtysiącletniego chrześcijańskiego dziedzictwa Polski i Europy jako ważnego źródła naszej tradycji, kultury i narodowej tożsamości?”. Jaka byłaby Pańska odpowiedź? Tak czy nie?

Dr hab. Marek Dobrowolski: Oczywiście: tak!

Zastanawiam się, kto Pana poprze. Lewica – nie. A katolicy, którzy wiedzą, że trzeba Bogu oddać to, co Boskie, ale cesarzowi to, co cesarskie, mogą się obawiać, że taki zapis byłby zapowiedzią jakiegoś przyszłego sojuszu tronu i ołtarza. A to nigdy nie kończy się dobrze dla Kościoła.

Absolutnie nie o to w tej propozycji chodzi. Chrześcijańskie dziedzictwo naszego narodu to fakt…

Tylko po co je zapisywać w konstytucji?

Z trzech powodów. Pierwszy jest ściśle prawny. W konstytucji zawsze mówi się o wartościach ważnych dla społeczeństwa. Odwołania do tych wartości wpływają na sposób rozumienia innych, bardziej szczegółowych przepisów. Dlatego właśnie są potrzebne – aby właściwie interpretować prawo. Umieszczenie w konstytucji odwołania do chrześcijańskiego dziedzictwa ukierunkowałoby wykładnię polskiego prawa. W dobrą stronę.

Powód drugi?

On dotyczy naszych relacji z Unią Europejską. Po pierwszym okresie, jakby miesiącu miodowym, widzimy, że to wszystko nie jest takie proste. UE uważa, że jej prawo ma pierwszeństwo przed prawem państwa członkowskiego. Co do zwykłych ustaw – zgoda! Ale czy dotyczy to także konstytucji? Państwa członkowskie nie chcą aż tak bardzo oddawać Unii swojej suwerenności. Dlatego w traktatach europejskich pojawiła się kategoria tożsamości konstytucyjnej. Prawo UE nie może jej naruszać. To ma być zabezpieczenie przed nadmierną ingerencją Unii w sprawy państwa członkowskiego. Chrześcijaństwo jest elementem naszej tożsamości, teraz trzeba tylko pokazać jego aktualność, żywotność. Wtedy będzie można dowodzić, że współtworzy naszą tożsamość konstytucyjną. W moim przekonaniu referendum to dobry sposób takiego potwierdzenia.

Czyli gdyby Unia chciała nam narzucić np. legalizację homomałżeństw i możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne, to zapis konstytucji, mówiący o dziedzictwie chrześcijańskim, dawałby podstawę do odrzucenia takich roszczeń?

Tak, byłby to jeden z elementów argumentacji: stwierdzenie, że polska konstytucja nie dopuszcza takich rozwiązań. Ale to tylko jeden z przykładów. Dopiero przyszłość pokaże, kiedy jeszcze takie odwołanie będzie mogło się przydać.

Powód trzeci?

To kwestia praw człowieka, jego godności. Te wartości są powszechnie przyjmowane. Ale są one czytelne tylko w tym kontekście kulturowym, w którym się ukształtowały: w kontekście religii chrześcijańskiej, prawa rzymskiego i filozofii greckiej. Bez tego kontekstu nie wiadomo, czym jest godność człowieka, co jest jego prawem, a co nim nie jest, bo tylko niektórym się wydaje, że jest.

Na przykład?

Choćby te wspomniane małżeństwa jednopłciowe i wszystkie kwestie dotyczące ideologii gender. W oderwaniu od obiektywnego, odczytywanego w kulturze zachodniej obrazu człowieka wszystko nam się rozmywa. Wszystko jest przedmiotem kompromisu, gry sił, oddziaływania lobby itp. Nie ma stałych punktów odniesienia, które mogą być elementami obrony człowieka przed współczesnymi ideologiami.

A eutanazja?

Również. Jestem przekonany, że spory, których jesteśmy świadkami, to tylko preludium, nie apogeum. Musimy się do tego przygotować. Gra toczy się o zdrową kondycję społeczną i dobry rozwój człowieka. Ale sprawa ma szerszy i niekoniecznie już tak emocjonalny kontekst. W sytuacji szybkiego rozwoju techniki, wąskich specjalizacji zawodowych, informatyzacji itd. będzie rosło znaczenie zaufania społecznego. Inaczej mówiąc, coraz częściej nie wystarczy być przekonanym o kompetencji osób świadczących usługi, trzeba być również pewnym, że kompetencje te zostaną użyte dla mojego dobra, że nie będą wykorzystywane przeciwko mnie, np. abym zapłacił większy rachunek. Po prostu potrzeba ludzi sumienia, a chrześcijaństwo ma tu podstawowe znaczenie.

Nawet najlepsze prawo niczego nie gwarantuje. Np. w Irlandii są piękne chrześcijańskie zapisy w preambule do konstytucji. Tymczasem wyniki niedawnego referendum w sprawie aborcji zostały uznane za wielką ogólnonarodową apostazję.

Tak. To dowód, że na tym świecie nic nie jest dane raz na zawsze. Czy Polska będzie drugą Irlandią – tego nie wiem. Z pewnością jest takie niebezpieczeństwo, ale to przede wszystkim zależy od nas samych, co my zrobimy ze swoją wolnością. Prawo, w tym konstytucja, jest tylko ograniczonym narzędziem, jednym z wielu środków oddziaływania na stosunki społeczne. Wydaje się, że w Polsce przepis o chrześcijańskim dziedzictwie nie zostanie pustą literą.

A ja, kiedy słyszę Mateusza Morawieckiego, mówiącego, że marzy mu się, by Polska zrechrystianizowała Europę, to myślę, że premier wchodzi w nie swoje kompetencje. Ewangelizację powinien raczej zostawić Kościołowi.

Też mam takie wrażenie. Nie jest rolą polityków chrystianizacja czy rechrystianizacja. To sprawa szeroko rozumianego Kościoła – duchownych i świeckich.

To po co w konstytucji zapis o chrześcijańskim dziedzictwie?

Po to, żebyśmy odczytywali wartości, które są u nas jeszcze żywe, ważne społecznie, i poszerzali swoją samoświadomość. Polacy przez wieki czerpali z tego źródła, pytanie brzmi, czy chcą to robić nadal.

A obywatele Polski, którzy nie są chrześcijanami? Mogą się poczuć zagrożeni.

W żadnym razie dyskutowana propozycja nie zobowiązywałaby nikogo do wiary czy jej praktykowania. Zasada wolności religijnej jest bezdyskusyjna, a Polska ma bogate tradycje tolerancji religijnej.

Oni mówią raczej: jak nie chcecie aborcji, to jej nie wykonujcie. Jak nie chcecie homozwiązków, to w nie nie wchodźcie. Jak wam religia zabrania, to wasza sprawa. Ale my chcemy mieć prawo do własnego wyboru.

To są różne kwestie. Sprawa aborcji to spór o to, kiedy zaczyna się człowiek. Tymczasem współczesna nauka już to rozstrzygnęła. Pytanie dotyczy tylko tego, czy chcemy szanować życie każdego człowieka, czy nie. To nie jest pytanie religijne. Tu nie można powiedzieć: jak nie chcecie, to nie róbcie, a nam nie zabraniajcie. Równie dobrze można byłoby powiedzieć: jak chcecie szanować własność, to sobie szanujcie, ale nie zabraniajcie nam kraść.

Trochę inaczej jest ze związkami homoseksualnymi. Jeśli ktoś chce w taki związek wejść, to przecież prawo mu tego nie zabrania. Gdyby chodziło o samą możliwość wchodzenia w relacje homoseksualne, nie byłoby problemu; każdy człowiek jest istotą wolną. Tymczasem środowiska homoseksualne nie ukrywają, że chodzi im o coś więcej. Chodzi im o przewartościowanie norm społecznych. A to już dużo poważniejsza sprawa. Czym innym jest indywidualny wybór, a czym innym oczekiwanie, że prawo tę decyzję potwierdzi. Czym innym jest proces wychowywania własnego dziecka, a czym innym dążenie do wprowadzenia gender do szkół. To już jest swego rodzaju ideologia obliczona na zmianę tradycyjnych postaw społecznych. Można i trzeba z nią polemizować.

Czyli nie chodzi o automatyczne przenoszenie chrześcijańskich norm moralnych do prawa?

Nie. Chodzi o tworzenie zdrowego środowiska kulturowego. Mówimy dużo o środowisku naturalnym, które ma być zdrowe i służyć człowiekowi. Podobnie powinno być ze środowiskiem kulturowym.•

Marek Dobrowolski

specjalista prawa konstytucyjnego z KUL. jest autorem rozprawy habilitacyjnej pt. „Zasada suwerenności narodu w warunkach integracji Polski z Unią Europejską”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama