GN 45/2018 Archiwum

Azja wysycha

Azja ma wielki problem z wodą. W Indiach katastrofa przybiera bezprecedensowe rozmiary. A kraje na Bliskim Wschodzie zaczynają nawzajem podbierać sobie kurczące się rezerwy.

Shimla – 200-tysięczne miasto w północnych Indiach – w każde wakacje jest odwiedzane przez około 100 tys. turystów. Lecz w tym roku mieszkańcy apelują w mediach i na forach internetowych: „nie przyjeżdżajcie do nas”. Powodem jest dramatyczny kryzys zaopatrzenia w wodę. 20 maja w kurorcie zakręcono krany, zamknięto szkoły, a każdy mieszkaniec dostaje dziennie dwa wiadra wody na zaspokojenie wszystkich potrzeb.

Już niedługo Indie będą musiały stawić czoła drastycznie większym kryzysom niż w Shimla. Według alarmującego raportu rządowego think tanku NITI Aayog za dwa lata wyczerpią się wodne rezerwy kilkunastu największych miast kraju, łącznie ze stołecznym Delhi, Bangalurem i 10-milionowym Ćennaj. Z podobnymi problemami zaczynają borykać się inne części Azji.

Straszne statystyki

Eksplozja demograficzna i dynamiczny rozwój gospodarczy gwałtownie zwiększyły w Indiach zapotrzebowanie na wodę. W kraju mieszka już 17 proc. populacji świata, lecz ma ona do dyspozycji zaledwie 4 proc. wodnych rezerw globu. Wspomniany raport NITI otworzył oczy światowej opinii publicznej na przerażające statystyki. 600 mln mieszkańców Indii jest „ekstremalnie zagrożonych brakiem wody”. Tylko połowa spośród Hindusów żyjących na obszarach wiejskich ma dostęp do czystej wody. Z powodu jej braku rocznie umiera w kraju 200 tys. ludzi. W państwie aspirującym do miana globalnej potęgi – według opublikowanych w zeszłym roku danych Światowej Organizacji Zdrowia – z powodu zatruć pokarmowych, biorących się ze złych warunków sanitarnych, dziennie umiera 321 dzieci. W międzynarodowym rankingu Water Quality Index Indie zajmują 120. miejsce na 122 notowane państwa. Indyjski think tank kreśli bardzo mroczną wizję nieodległej przyszłości kraju. Za dwa lata ma zabraknąć wody w największych aglomeracjach, co dotknie 100 mln ludzi. W 2030 r. władze będą w stanie zaspokoić tylko połowę zapotrzebowania na wodę swoich mieszkańców. Bezpośrednio przełoży się to na gospodarkę. NITI szacuje, że Indie utracą w ten sposób 6 proc. PKB.

Pierwsze zwiastuny ponurej przyszłości można było obserwować dwa lata temu w Bangalurze. Technologiczne serce kraju, stolica stanu Karnataka, od lat nękane jest suszami. Mimo to we wrześniu 2016 r. władze nakazały podzielić się zasobami zbiornika na rzece Kaweri z sąsiednim stanem Tamil Nadu – jeszcze mocniej dotkniętym brakiem wody. W mieście wybuchły gwałtowne zamieszki, podpalano samochody i autobusy z rejestracjami z sąsiedniego stanu oraz sklepy należące do Tamilów. Zginęła jedna osoba, kilkadziesiąt zostało rannych, a spokój zapanował dopiero po ogłoszeniu godziny policyjnej.

Wkrótce dramatyczne sceny mogą się powtórzyć w Gudżaracie. Z powodu przedłużającej się suszy władze rodzinnego stanu premiera Narendry Modiego musiały wstrzymać nawadnianie upraw i nakazać rolnikom zaprzestanie siewu.

Wygodne tłumaczenie

Władze Shimla, Bangaluru oraz innych terenów dotkniętych suszami winą za ten stan rzeczy obarczają zmiany klimatyczne. Anomalie pogodowe są coraz dotkliwsze. W stanie Himachal Pradesh zanotowano 80-procentowy spadek opadów deszczu. Monsuny w Indiach stały się krótsze, za to gwałtowniejsze. Przynoszą niszczycielskie powodzie, ale mniej korzyści dla rolnictwa.

Jednakże zrzucanie wszystkiego na globalne ocieplenie coraz bardziej denerwuje miliony Hindusów, u których wyschły krany i studnie. Od wielu dekad głównym problemem kraju pozostaje zatrważające marnotrawstwo wody. Indie tracą połowę zasobów z powodu przestarzałego systemu kanalizacji oraz wysoce nieefektywnego rolnictwa. W niegospodarności przoduje stołeczne Delhi. Władze miasta oraz jego mieszkańcy wolą zamknąć oczy na niechybnie zbliżającą się katastrofę. Hotele, budynki użyteczności publicznej, a nawet całe osiedla budowane są na terenach pozbawionych wody, która dowożona jest cysternami. Te z kolei są zazwyczaj stare i przeciekają. Bogaci mieszkańcy Delhi inwestują w kopanie głębokich studni. Dzięki temu mogą cieszyć się wodą w kranach, ale w zamian pozbawiają wód gruntowych całą okolicę. W największych miastach rosną w siłę tzw. tanker mafie. Opróżniają one publiczne ujęcia, a potem sprzedają wodę z beczkowozów po złodziejskich cenach. Zamiast walczyć z zakorzenionym marnotrawstwem, indyjski rząd woli mamić obywateli gigantycznym projektem budowy sieci kanałów, które transportowałyby wodę z wielkich rzek na północy kraju – Gangesu, Jamuny, Brahmaputry – do borykających się z suszą środkowych i zachodnich Indii. Minister zasobów wodnych Uma Bharti ogłosił, że plan może być zrealizowany w ciągu 20–30 lat, kosztem 20 bln rupii (około 200 mld dolarów). Ekolodzy są przerażeni tą wizją. Doprowadziłaby ona do zmiany geografii całego subkontynentu i zagłady wielkiego ekosystemu. Eksperymenty na podobną skalę prowadzone przez ZSRR przyczyniły się do wyschnięcia Jeziora Aralskiego, niegdyś piątego największego na świecie. Zaniepokojone są również władze Bangladeszu, na którego terenie znajdują się delty największych indyjskich rzek.

Indie szczycą się wystrzeleniem własnego satelity w kosmos, postępem technologicznym. Ale jednocześnie nie potrafią poradzić sobie z remontem kanalizacji czy wdrożeniem programu racjonalnego dysponowania wodą. Katastrofa nadciąga nieuchronnie, ale władze nie umieją nawet opóźnić jej nadejścia.

Koniec Żyznego Półksiężyca

W maju naukowcy z amerykańskiej agencji NASA opublikowali raport o 34 miejscach na Ziemi, które szczególnie ucierpią w wyniku zmian klimatu. Najwięcej z nich znajduje się w Azji. Wyjątkowo dramatyczna sytuacja panuje na Bliskim Wschodzie, gdzie kraje zaczynają nawzajem pozbawiać się rezerw wody.

Konflikt na razie przybiera formę dyplomatycznych protestów, lecz właśnie w tej części świata najprędzej może nabrać realnych kształtów czarna wizja wojen o wodę. Ich pierwszą ofiarą padnie zapewne Irak. 98 proc. irackich wód pochodzi z rzek Tygrys i Eufrat. Na żyznych ziemiach między nimi, w tzw. Mezopotamii, narodziła się pierwsza cywilizacja. Dziś warunki do rolnictwa gwałtownie się pogarszają. Obie rzeki wypływają z gór wschodniej Turcji, gdzie rząd w Ankarze wciela właśnie w życie tzw. Southeastern Anatolia Project. To wielki plan ożywienia gospodarczego południowo-wschodnich prowincji kraju, a ich kluczowym elementem jest zespół 22 tam i elektrowni wodnych na Tygrysie i Eufracie.

Największe kontrowersje budzi kończąca się właśnie budowa zapory Ilisu. Zdaniem przeciwników Erdoğana to potężna broń w regionalnej rozgrywce. Napełnianie ogromnego zbiornika na tym suchym terenie doprowadziło do braków wody w sąsiedniej Syrii, szczególnie w syryjskim Kurdystanie (tzw. Rożawie), który jest solą w oku tureckiego prezydenta. Równie boleśnie odczuł to Irak. Poziom wody w Eufracie spadł o połowę. Podobnie w rzece Tygrys, która tego lata na wysokości Bagdadu sięga zaledwie do kolan. Konsekwencją są wielkie problemy w sektorze rolnym i energetycznym. Irackie ministerstwo rolnictwa podjęło w czerwcu dramatyczną decyzję o wstrzymaniu upraw ryżu, kukurydzy i zbóż, by skromne wodne rezerwy wystarczyły dla Irakijczyków.

Podobne działania jak Turcja prowadzi borykający się z brakiem wody Iran. Na Małym Zabie (dopływ Tygrysu) zbudował tamę i zbiornik Sardasht. Gdy rozpoczął jego napełnianie, rzeka na dalszym odcinku niemal całkowicie wyschła, co boleśnie odczuli mieszkańcy irackiego Kurdystanu. Według najczarniejszych prognoz hydrologów, jeżeli Iran oraz Turcja będą nadal równie intensywnie drenować zasoby Tygrysu, Eufratu i ich dopływów, to te dwie wielkie rzeki w połowie wieku mogą wysychać na wysokości irackich pustyń i nie dopływać do Zatoki Perskiej. Turcja po błaganiach Bagdadu wstrzymała chwilowo napełnianie zbiornika Ilisu. Jednak sąsiedzi Iraku doskonale wiedzą już, jaki jest najczulszy punkt, w który w przyszłości można uderzyć Irak. O wdrażanie podobnej strategii względem Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu Jordanu oskarżany jest Izrael.

Dramatyczne wydarzenia w Indiach i Iraku, niepokojące raporty – to ostatni dzwonek dla społeczności międzynarodowej, by nauczyć się odpowiedzialnego gospodarowania wodą. Przykład miasta Shimla (a w maju południowoafrykańskiego Kapsztadu, gdzie na kilka tygodni też zabrakło wody w kranach) pokazuje, że najcenniejsze bogactwo Ziemi nie jest dane ludziom na zawsze i w nieograniczonych ilościach.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji