Nowy numer 28/2018 Archiwum

Nobel pod ostrzałem

Kontrowersje dotyczące literackiego Nobla nigdy nie wywołały takiej burzy jak niektóre decyzje dotyczące laureatów Pokojowej Nagrody Nobla.

Decyzja Akademii Szwedzkiej o nieprzyznawaniu w tym roku literackiej Nagrody Nobla jest rzeczywiście, jak podkreślają media, decyzją historyczną, ale bardziej ze względu na motywy, jakie za nią stały. Po oskarżeniach o molestowanie seksualne i gwałty oraz po przeciekach informacji, jakich dopuścił się mąż jednej z członkiń Akademii, z udziału w pracach tego gremium zrezygnowało 8 osób. Członkostwo w Akademii było dożywotnie, więc jedynie po śmierci któregoś z członków można było wskazać następcę. Po zmianach zaproponowanych przez patrona Akademii Szwedzkiej, króla Karola XVI Gustawa, możliwe będzie uzupełnienie jej składu.

To pornografia

Podobne sytuacje w historii literackiego Nobla już się zdarzały, kiedy Akademia uznawała, że żaden z kandydatów nie spełnia wymogów obowiązującego regulaminu. Wyróżnienia nie przyznano w latach 1914, 1918 i 1935, a niewykorzystane środki finansowe ulokowano na specjalnym funduszu w tej kategorii. Nagród nie przyznawano również w latach 1940–1943, w czasie trwania II wojny światowej. Od 1944 r. przyznawano je corocznie.

Już wcześniej zdarzyło się też, że jeden z członków Akademii wycofał się z jej prac, protestując w ten sposób przeciwko wyborowi laureata. Był nim historyk literatury Knut Ahnlund, który po przyznaniu Nobla austriackiej pisarce Elfriede Jelinek ocenił decyzję swoich kolegów jako błędną. W opublikowanym w mediach oświadczeniu napisał, że jej prace to „wrzaskliwa, nie nadająca się do publikacji pornografia”. Dodał też, że nagroda „wyrządziła nieodwracalne szkody wszystkim postępowym siłom” i „podważyła reputację nagrody”.

Właściwie każdy werdykt Akademii w sprawie przyznania literackiej nagrody budził kontrowersje, a byli też tacy, którzy podważali sam sens jej istnienia. Nie można jednak zanegować znaczenia nagrody dla promocji twórczości wyróżnionych nią autorów. Świadczą o tym pojawiające się natychmiast tłumaczenia na wiele języków i rosnące nakłady ich dzieł.

Skandalu na miarę obecnego może nie było, ale niektóre decyzje wzbudzały kontrowersje i falę krytyki. Tak było niedawno w przypadku Boba Dylana – kiedy fani, uważając nagrodę za szczytowe osiągnięcie w jego karierze, świętowali sukces piosenkarza, inni zastanawiali się, czy można go w ogóle nazywać pisarzem, a jeżeli tak, to czy wybitnym. Fakt, że nie odebrał nagrody osobiście, tylko dolał oliwy do ognia.

Przyznanie Nobla peruwiańskiemu pisarzowi Vargasowi Llosie, ortodoksyjnemu liberałowi, przyniosło falę krytyki i wyzwisk ze strony lewicy, która nie mogła znieść jego stosunku do lewicowych rządów w Ameryce Łacińskiej i wysuwała argument, że jest bardziej politykiem niż pisarzem. Llossa w 1990 r. kandydował w wyborach na prezydenta Peru. Lewicy nie podobało się twarde stanowisko, jakie zajmował wobec reżimów Castro na Kubie i Cháveza w Wenezueli.

Decyzje Akademii Szwedzkiej krytykowano również za europocentryzm, a szczególnie za faworyzowanie szwedzkich pisarzy. W 1974 r. Noblem uhonorowano dwóch mało znanych Szwedów, Eyvinda Johnsona i Harry’ego jego Martinsona. Pokonali oni m.in. Grahama Greena. Podejrzewano, że Akademia wybrała swoich, bo obaj byli jej członkami. Zdobycie nagrody nie przyniosło jednak zwiększenia zainteresowania ich twórczością na świecie.

Kontrowersje dotyczące literackiego Nobla nigdy nie wywołały jednak takiej burzy jak niektóre decyzje dotyczące laureatów Pokojowej Nagrody Nobla, przyznawanej, zgodnie z wolą fundatora, przez Norweski Komitet Noblowski.

Hitler? To był żart

Już same nominacje wywoływały czasem burzę protestów, czego przykładem może być kandydatura Adolfa Hitlera, chociaż jej uzasadnienie, w którym zgłaszający nazywał kandydata „księciem pokoju na ziemi” i wyrażał nadzieję, że dyktator wkrótce „spacyfikuje Europę i cały świat”, samo w sobie było ironiczne. Kandydaturę zgłosił Erik G.Ch. Brandt, członek szwedzkiego parlamentu, antyfaszysta. Wybuchły protesty i wrzawa, bo nie wszyscy docenili dowcip Brandta, który musiał się gęsto tłumaczyć i ostatecznie nominację wycofał. Natomiast dwukrotna nominacja Stalina była jak najbardziej poważna. Wujek Joe, jak pieszczotliwie nazywała Stalina zachodnia propaganda, miał wówczas dobrą prasę na Zachodzie. Stalina zgłosił w 1945 r. Halvdan Koht, były minister rządu emigracyjnego okupowanej przez Niemców Norwegii, za jego wkład w pokonanie Hitlera. Z kolejną inicjatywą wystąpił w 1948 r., czyli w czasie, kiedy komuniści całkowicie przejęli władzę w Czechosłowacji, profesor Uniwersytetu Karola w Pradze Wladislav Rieger.

Z Pokojową Nagrodą Nobla jest problem. Zdarzało się, że laureaci przynosili rozczarowanie zarówno głosującym na nich członkom Akademii, jak i opinii publicznej. Poważne kontrowersje wzbudziło przyznanie pokojowego Nobla byłemu sekretarzowi stanu USA za czasów Roosevelta. Cordell Hull otrzymał w 1945 r. nagrodę za zasługi w utworzeniu ONZ. Krytycy zwracali jednak uwagę, że to właśnie Hull w 1939 r. doprowadził do wydania zakazu przyjęcia przez USA żydowskich uchodźców, którzy uciekli przed prześladowaniami w Niemczech na statku MS „St. Louis”. Statek musiał zawrócić do Europy.

Jedną z najbardziej kontestowanych decyzji Norweskiego Komitetu było przyznanie nagrody w 1973 r. Henry’emu Kissingerowi i gen. Le Duc Tho z komunistycznego Wietnamu za ich wkład w paryskie negocjacje pokojowe, które miały zakończyć wojnę wietnamską. Na całym świecie wybuchła wrzawa, a lewicowe media oskarżały Kissingera o wszelkie możliwe zbrodnie wojenne. Le Duc Tho odmówił przyjęcia nagrody, bo uważał, że na skutek nieustannych amerykańskich prowokacji wojna się nie skończyła. Północnowietnamski lider był przynajmniej szczery. Doprowadził do pokoju przez wojnę, kiedy okazało się, że na paryskich negocjacjach skorzystała tylko jedna strona, czyli komuniści z Wietnamu Północnego, którzy wbrew ich woli „wyzwolili” swoich pobratymców z Południa.

W 1994 r. Komitet Noblowski „za wysiłki na rzecz pokoju na Bliskim Wschodzie” wyróżnił nagrodą aż trzy osoby. Dwóch polityków izraelskich, premiera Szimona Peresa i ministra spraw zagranicznych Icchaka Rabina, oraz Jasira Arafata, szefa Organizacji Wyzwolenia Palestyny, która przez długie lata posługiwała się terrorem. Zwolennicy Arafata porównywali go do Nelsona Mandeli, natomiast przeciwnicy nazywali „niepoprawnym terrorystą, który propagował użycie przemocy”. Jak się okazuje, Pokojową Nagrodę Nobla można otrzymać dosłownie za nic. Charakterystycznym przykładem jest nagroda dla prezydenta Obamy w 2009 r., który został do niej nominowany zaledwie dwa tygodnie po objęciu urzędu. Czego w tym czasie dokonał?

W ostatnich dniach w amerykańskiej prasie pojawiła się informacja, że zapytano studentów jednego z uniwersytetów, czy nagroda mu się należała. Zgodnie stwierdzili, że jak najbardziej. Natomiast żaden nie był w stanie odpowiedzieć, za co ją otrzymał. Nie ma co się dziwić studentom, bo mało kto orientuje się i dzisiaj, jakimi osiągnięciami zwrócił uwagę Komitetu Noblowskiego. A przecież to proste. Komitet docenił „jego nadzwyczajne wysiłki na rzecz wzmocnienia międzynarodowej dyplomacji i współpracy między narodami”. Szkoda tylko, że nie widać efektów tych wysiłków. •

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji