Nowy numer 42/2018 Archiwum

Alfie jeden z nas

Odłączyli go od respiratora. Miał umrzeć po kilku minutach, ale mały wojownik dzielnie walczy o życie. Alfiemu Evansowi kibicuje cały świat, przypominając bezdusznym sędziom i bezwzględnym lekarzom, że „w jego najlepszym interesie” wcale nie jest zabicie go.

Na zdjęciach widzimy malucha wtulonego w ramiona rodziców, z misiem przy główce, z rumieńcami na policzkach, pięknie uśmiechającego się przez sen. Alfie z każdym dniem coraz bardziej staje się członkiem naszych rodzin, wchodzi w nasze życie. Swą bezbronnością w obliczu nieludzkiego systemu kruszy serca i porusza sumienia.

Dramat Alfiego

O jego dramacie stało się głośno za przyczyną papieskich apeli, by wsłuchać się w ból jego rodziców i pozwolić im na dalsze leczenie syna. Jednak ich dramat trwa już 16 miesięcy, bo Alfie trafił do Alder Hey Hospital w Liverpoolu 14 grudnia 2016 r. Powodem były silne, nawracające drgawki, które zaniepokoiły mamę. Maluch do tej pory nie został zdiagnozowany. Wiadomo jedynie, że cierpi na jakąś chorobę neurologiczną, która, jak ocenili lekarze, doprowadziła do nieodwracalnych i katastrofalnych zmian w mózgu, które nie tylko wykluczają powrót do zdrowia, ale „jakiekolwiek znaczące przedłużenie życia”.

Po raz pierwszy szpital zwrócił się do brytyjskiego sądu o zgodę na odłączenie chłopca od respiratora w grudniu 2017 r. Lekarze stwierdzili, że „jego życie nie ma sensu”, „dalsze leczenie byłoby dla chłopca nieludzkie”, a w „jego najlepszym interesie jest umrzeć”. – To, jak postępuje szpital, jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Leczenie nie nosiło żadnych znamion uporczywej terapii. Alfie sam pokazał, że decyzja i diagnoza lekarzy były niesłuszne i błędne. To dziecko żyje. Wierzyłam, że nie umrze po odłączeniu od respiratora – mówi „Gościowi” dr Izabela Pałgan, która w styczniu zbadała Alfiego na prośbę jego rodziców. Był on też badany przez lekarzy z Niemiec i USA. Lekarka cały czas jest w kontakcie z rodziną chłopca, który kilka godzin po odłączeniu od respiratora odzyskał przytomność. Niestety, przez cztery kolejne dni (piszę te słowa 27 kwietnia) wciąż nie był żywiony. – Otrzymuje tylko elektrolity i glukozę, a stopniowo powinno się wprowadzać normalne żywienie. U pacjentów, którzy nie przyjmują pokarmu doustnie, stosuje się np. sondę, tak jak było dotychczas. Alfie jest w stanie przełykać. Ale tam odstąpiono od wszelkich procedur – mówi lekarka.

Sąd: powinien umrzeć

Rodzice się nie poddali i przed sądami wszystkich możliwych instancji rozpoczęli nierówną batalię o życie syna oraz możliwość dalszego leczenia, a przynajmniej porządnego zdiagnozowania. Sędziowie jednak odrzucili wniosek rodziców o wyjazd Alfiego na leczenie do Włoch z powodu… zagrożenia zdrowia dziecka, gdyż lot byłby dla niego zbyt niebezpieczny. Decyzję o odłączeniu chłopca od respiratora lekarze motywowali tym, że przedłużanie terapii byłoby „nieżyczliwe, niesprawiedliwe, niehumanitarne”. Ta historia ukazuje moralne rozdroże, na jakim znalazł się dzisiaj świat zachodni. Państwo postanawia eliminować chorych dla ich dobra.

– Wyrażam ogromny podziw dla waszej odwagi. Jest ona podobna do miłości Boga, który też nigdy się nie poddaje – powiedział wzruszony Franciszek do taty chłopca, z którym spotkał się w Watykanie. Ciarki przechodzą po plecach, gdy ogląda się krótki film, na którym wyraźnie zmęczony młody mężczyzna mówi do papieża: „Proszę powiedzieć światu, że żadne życie nie jest bezużyteczne. Tylko Bóg może o nim decydować”. Nawiązując do słów lekarzy, którzy stwierdzili, że życie ich syna jest zbyteczne, tata chłopca wyznał Ojcu Świętemu: „Alfie jest dzieckiem Boga, od Niego otrzymał życie i to również On zdecyduje o jego końcu w chwili, którą uzna za stosowną”. Dlatego właśnie rodzice malucha gotowi są walczyć aż do końca. Każde życie zasługuje na szacunek. Nie ma zbytecznych ludzi. Nawet jeśli zataczająca coraz szersze kręgi mentalność eutanazyjna próbuje nas o tym przekonać. – Jestem pod wrażeniem ogromnej siły tych przecież tak młodych rodziców. Kiedy patrzyłem na Thomasa, który ma dopiero 21 lat, widziałem odpowiedzialnego mężczyznę, który dojrzał dzięki cierpieniu – mówi bp Francesco Cavina, który doprowadził do spotkania z papieżem.

Kate i Thomas

Rodzice Alfiego pochodzą z robotniczej dzielnicy Liverpoolu. Tam się poznali i zaręczyli, gdy o rok młodsza od męża Kate miała zaledwie 16 lat. – Od razu wiedzieliśmy, że jesteśmy sobie przeznaczeni – wyznaje kobieta. Kate ma troje rodzeństwa, Thomas ośmioro. – Kiedy zaszłam w ciążę, nawet przez moment nie pomyślałam o aborcji, którą doradzały mi koleżanki. Trzeba być odpowiedzialnym za życie – mówi Kate. Thomas dodaje, że pojawienie się Alfiego przestawiło ich życie. – Nigdy nie żałowałem, że tak wcześnie zostałem ojcem. Poczułem się bardziej odpowiedzialny i świadomy obowiązków, które mnie czekają – mówi. Oboje wyznają, że mają ogromne wsparcie w swych rodzinach, które, odkąd ich synek trafił do szpitala, pomagają im materialnie.

Kate jest anglikanką. Thomas i Alfie zostali ochrzczeni w Kościele katolickim. – Nie jestem herosem wiary, ufam jednak Bogu i wiem, że dał On życie memu synkowi, a nam daje siły do walki – mówi Thomas. W tej walce duchowo wspiera Thomasa i Kate ks. Gabriele Brusco. Był przy nich, gdy Alfiego odłączano od respiratora. – Kwestia wiary w tej całej sprawie jest ważna. Rodzice proszą mnie, bym się modlił za chłopca. Chcą, bym na znak błogosławieństwa kładł mu rękę na czole – mówi ks. Brusco.

Dajcie mu szansę

Z każdym dniem szpital próbuje doprowadzić do coraz większej izolacji rodziców Alfiego. Znacząco ograniczył odwiedziny najbliższej rodziny, rzeczy osób przychodzących są drobiazgowo przeszukiwane, a rodzicom coraz częściej odmawia się prawa do czuwania przy dziecku. – Wcześniej w pokoiku chłopca była leżanka, na której rodzice mogli odpocząć, ostatnio ją zabrano. Śpią więc na podłodze – mówi ks. Brusco.

Trudno wytłumaczyć opór szpitala przed przewiezieniem chłopca na leczenie do watykańskiego Szpitala Dzieciątka Jezus. Na pasie startowym czekał samolot-karetka, a personel placówki był zmobilizowany, by rozpocząć diagnostykę. Dyrektor rzymskiego szpitala poleciała do Liverpoolu, ale tam nikt z nią nawet nie chciał rozmawiać. – Spotkałam się z bardzo niegościnnym przyjęciem. Wpuszczono mnie jedynie do poczekalni, gdzie mogłam porozmawiać z tatą chłopca – mówi Mariella Enoc. Specjalny apel do liverpoolskich lekarzy wystosowało też 40 matek dzieci leczonych w rzymskiej placówce. Wiele z tych maluchów jest w podobnym stanie jak Alfie. „Dajcie mu szansę” – napisały, podkreślając, że rodzice muszą mieć prawo do decydowania o sposobie leczenia swych dzieci. – Szpital nie gra czysto, skoro chce zatrzymać dziecko na siłę, by doprowadzić do jego śmierci. Być może znalazłaby się skuteczna terapia, która pozwoliłaby chłopcu odzyskać zdrowie. A nawet jeśli nie, to zawsze można otoczyć go opieką paliatywną, zapewniając mu taki komfort życia, jaki jest możliwy. Chorych nie wolno zabijać – podkreśla ks. Piotr Kieniewicz, bioetyk.

Alfie’s Army

– To, czego jesteśmy świadkami, jest niezwykłe. Chłopiec samodzielnie oddycha, choć dawano mu kilka minut, maksymalnie kwadrans życia po odłączeniu od respiratora – podkreśla przyjaciółka rodziny Gidget Chairmaine. Mówi też o ogromnym cierpieniu rodziców, którzy widzieli, jak przez kilkanaście godzin synkowi nie chciano podać nawet wody. – To tak, jakby chcieli, by osłabł i umarł z głodu – mówi kobieta. Jest ona jedną z inicjatorek Alfie’s Army, która na całym świecie modli się za chłopca i organizuje oddolny protest.

– Alfie reaguje na głos rodziców, otwiera oczy, ssie smoczek. Kiedy chciałam mu go wyciągnąć z buzi, nie pozwalał na to, jednak gdy tata powiedział: daj cioci smoczek, maluch go wypluł – wspomina Gidget Chairmaine.

Trzy dni po odłączeniu Alfiego od respiratora doszło do zasadniczej zmiany w postawie jego taty. Jeszcze rano w dramatycznym tonie apelował do papieża, by przyjechał i zobaczył, że jego synek jest zakładnikiem, a po południu wyszedł do dziennikarzy i beznamiętnym głosem odczytał oświadczenie, w którym zadeklarował, że rodzina będzie współpracowała z lekarzami w kwestii dalszego planu opieki nad dzieckiem. Nastąpiło to po spotkaniu z władzami szpitala, na którym podobno omawiano powrót chłopca do domu. Pojawiły się głosy, że być może to wyciszenie medialnego i społecznego zainteresowania szpitalem (zaczęto dużo mówić o nieprawidłowościach w placówce, w tym o możliwym handlu organami do przeszczepów) ma być ceną za to posunięcie.

W tej dramatycznej sytuacji budujące jest to, co dzieje się przed szpitalem, przed brytyjskimi placówkami dyplomatycznymi w Polsce i na świecie, w internecie; setki tysięcy osób z różnych krajów modlą się i na różne sposoby walczą o życie małego chłopca. Cokolwiek się wydarzy, ci „sędziowie” i „lekarze” już i tak przegrali. Solidarność z rodzicami Alfiego wyraziły m.in. Pol- ki mieszkające w Anglii. Zorganizowały się w grupę, wzięły dzieci, polską flagę i pojechały do szpitala. – Wszędzie było mnóstwo podejrzliwie na nas patrzących policjantów. Udało nam się porozmawiać z tatą chłopca, przyjął flagę i był bardzo wzruszony solidarnością Polaków – mówi organizatorka akcji Agata Czakon. Dodaje, że Thomas powiedział im, że wciąż czekają na decyzję co do przyszłości synka. – Wydawał się bardzo zmęczony, ale miał w oczach ten błysk, jak tygrys walczący o młode. Nasza obecność niewiele zmieniła, ale to osobiste wyrażenie solidarności było dla niego ważne. Nie można tylko popierać, zostawiając lajki w mediach społecznościowych, potrzeba osobistego zaangażowania – mówi Agata Czakon. Dodaje, że przez kolejne dni pod szpital przychodzili różni ludzie, którzy dostarczali rodzicom sprzęt, którego nie chciał im udostępnić personel. Były to nawet maski do oddychania. Porażające wrażenie robili ludzie z pudłami, w których znajdowały się maszyny do uzdatniania powietrza. Chłopiec złapał jakąś infekcję i o taki sprzęt poprosili rodzice. – Stali na deszczu, bo nie pozwolono im wejść do szpitala – opowiada A. Czakon.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt trwającego dramatu. Pisze o tym na Facebooku ks. Wojciech Węgrzyniak: „Sprawa budzi we mnie poczucie kompletnego niezrozumienia, absurdu prawa, bezsilności wobec mechanizmów społeczeństwa, jakiegoś bezsensownego matrixu. I nie umiem tego inaczej zinterpretować jak tylko w kategoriach manifestacji szatana. Tak jak Bóg czyni czasem nadzwyczajne cuda, tak diabeł czasem pokazuje swoją perfidną złośliwość”. Stąd tak ważna jest ta modlitewna mobilizacja. – Musimy mieć nadzieję i modlić się – mówi ks. Brusco. – Bo cudu nigdy nie da się wykluczyć. Jesteśmy wierzący i dlatego w to wierzymy. Teraz jednak trzeba czekać. Tylko Bóg wie, kiedy udzieli nam tego cudu, i czy w ogóle nam go udzieli. •

Modlę się za Alfiego

Gloria Wrona cudownie uzdrowiona za sprawą Jana Pawła II Kiedy poznałam historię Alfiego Evansa, poczułam smutek, wzruszenie i chęć pomocy temu bezradnemu i choremu chłopczykowi. Mnie też 13 lat temu, gdy się rodziłam, lekarze nie dawali szans na przeżycie. Wcześniej stwierdzili, że moje nerki się nie wykształciły, że mam kłopoty z sercem, układem nerwowym. W chwili przyjścia na świat ważyłam zaledwie 860 g. Wiem jednak z opowiadań, że wszyscy walczyli o moje życie. Rodzice i reszta rodziny modlili się do Pana Boga za wstawiennictwem Jana Pawła II o moje uzdrowienie, a lekarze, w tym pan prof. Sikora, robili wszystko, aby mnie uratować. Mama postanowiła, że na imię będę miała Gloria Maria, czyli Chwała Maryi. Moja historia pokazuje, że cuda się zdarzają i to, co wydaje się dla ludzi niemożliwe, dla Pana Boga nie jest problemem. Cała nasza rodzina – mama Asia, tata Jacek, siostry Dominika, Wiktoria i Faustyna oraz bracia Maksymilian i Franciszek Karol – modlimy się często za różne osoby, które potrzebują pomocy i wsparcia. Odmawiamy Koronkę do Bożego Miłosierdzia oraz Różaniec za Alfiego, prosimy też św. Jana Pawła II o pomoc z nieba. Wierzę w to, że nasze modlitwy pomogą Alfiemu, dodadzą siły jego rodzicom oraz wpłyną na decyzje lekarzy i sędziów. Chciałabym mu kiedyś osobiście powiedzieć, że jest wspaniałym chłopcem i mimo że jest ciężko chory, dokonał rzeczy niesamowitych, bo zjednoczył w modlitwie miliony ludzi na całym świecie! Tata zawsze mi powtarza, że wiara umiera ostatnia, a bez miłości i nadziei życie nie ma sensu.

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji