Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Chodzi o poczucie sprawiedliwości

O istocie ustawy degradacyjnej i trudnościach z rozliczeniem komunizmu mówi prof. Jan Żaryn, senator, historyk.

Bogumił Łoziński: Głosował Pan za ustawą degradacyjną?

Prof. Jan Żaryn: Tak, oczywiście.

To decyzja prezydenta o jej zawetowaniu musiała Pana zmartwić?

Zmartwiła, gdyż uważam, że wartość tej ustawy w pewnym sensie polega na ściganiu się z poczuciem sprawiedliwości społecznej. Jako niepodległa Polska po 1990 r. zaniedbaliśmy to. Dekomunizacja czy sprawiedliwa lustracja nie nastąpiły. Dlatego dziś z jednej strony wprowadzamy ustawy pozytywne, dotyczące honorowania właściwych środowisk opozycji niepodległościowej i osób represjonowanych w latach 1956–1989, a z drugiej ustawę degradacyjną, pokazującą, że nie ma powodu, aby honorować tych, którzy służyli obcej sprawie. Równocześnie uważam, że prezydent, choć nie we wszystkim z nim się zgadzam, zwrócił uwagę na parę kwestii i niewątpliwie można się zastanawiać, czy nie nastąpiło pewnego rodzaju niechlujstwo legislacyjne. Ja sam wniosłem w Senacie trzy poprawki do tej ustawy i żadna nie uzyskała akceptacji większości.

Prezydent zwrócił uwagę, że ustawa nie zapewnia równości wobec prawa, na przyklad nie różnicuje stopnia, w jakim dana osoba sprzeniewierzyła się polskiej racji stanu.

Można uznać, że ponieważ odpowiedzialność Jaruzelskiego i Hermaszewskiego była nieporównywalna, powinna istnieć jakaś droga odwoławcza, która dawałaby szanse na indywidualne potraktowanie. Jednak z drugiej strony Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego była niekonstytucyjnym ciałem, które de facto wzięło na siebie odpowiedzialność za zniszczenie ruchu Solidarności i każdy miał w nim odegrać swoją rolę. Zadaniem Hermaszewskiego nie było decydowanie, ale firmowanie WRON swoją twarzą. Oczywiście można powiedzieć, że niewspółmiernie mniejsze zło powstawało za sprawą firmowania niż podejmowania decyzji, ale jeśli człowiek dokonuje określonego wyboru, to powinien być za to rozliczony.

Prezydent przede wszystkim zarzucił ustawie, że łamie zasadę równości, gdyż daje części osób prawo do obrony i odwołania, a członkom WRON nie. W efekcie zabójca ks. Jerzego Popiełuszki ma więcej praw niż gen. Hermaszewski.

Nie neguję, że argumentacja prezydenta ma swoje pozytywne strony i trzeba będzie się nad jego zastrzeżeniami pochylić. Jednak jeszcze raz podkreślam, że tylko i wyłącznie WRON wziął na siebie odpowiedzialność za rozbicie i zniszczenie wielkiego ruchu Solidarności. W konsekwencji odpowiada za wszystkie zbrodnie popełnione w stanie wojennym, łącznie z zamordowaniem ks. Popiełuszki. Nie byłoby Piotrowskiego jako zabójcy ks. Jerzego, gdyby nie istniał od 13 grudnia 1981 r. stan wojenny.

WRON to lata 80. ubiegłego wieku, a na przykład oskarżona o zbrodnie dokonane w latach 40. XX w. ppłk Helena Wolińska w świetle ustawy też ma większe prawa.

Dla pokolenia, które dziś rządzi, niewątpliwie traumatyczną rzeczywistością było zniszczenie ruchu Solidarności, z którego się wywodzi. Stąd szczególne potraktowanie członków WRON. Nie jestem pewien, czy dokonaliśmy dobrego wyboru w Sejmie, a potem w Senacie, natomiast wskazuję, jakie były jego podstawy.

Czy ta ustawa straciłaby sens, gdyby wszystkie osoby, których dotyczy, miały takie same prawa?

Trzeba to przemyśleć i bardzo możliwe, że potraktujemy wszystkich na równi. Mam też nadzieję, że uzyska akceptację moja poprawka idąca w kierunku większej sprawiedliwości. Chodzi o to, że wśród tych, którym pozostawiono ścieżkę odwoławczą, wymieniono literalnie tylko prokuratorów i sędziów wojskowych, którzy wydawali wyroki w latach 1943–1956. Ja proponuję, aby uwzględnić także tych z lat 1982–1989.

Równości wobec prawa domagali się działacze Solidarności w walce z komuną. A teraz można odnieść wrażenie, że ustawa sięga po metody, z którymi walczyli.

Proces legislacyjny, szczególnie w przypadku tego rodzaju ustaw, polega na tym, że waży się wartości. Akcentując wartość sprawiedliwości społecznej, osłabia się inną wartość, w tym przypadku równość wobec prawa. Za każdym razem jesteśmy skazani na dokonywanie tego typu wyborów.

Regulacja pozwala pozbawiać stopni osoby nieżyjące. W polskiej kulturze ludzi zmarłych nie stawia się przed wymiarem sprawiedliwości, uznając, że stoją już przed sądem Bożym. Pada zarzut, że ustawa tę tradycję narusza.

Ewidentnie godzi to w polską tradycję i dla mnie przy głosowaniu „za” był to największy dyskomfort. Jednak winą za taki stan rzeczy trzeba obarczyć tych, którzy na początku lat 90. podejmowali decyzję, jak będzie przebiegała nasza transformacja. Niewątpliwie pozbawianie stopni wojskowych osoby nieżyjące jest dyskomfortem, ale wynika on z historii ostatnich 30 lat.

Gdyby ustawa weszła w życie, jako historyk, pisząc o dziejach Polski, nie będzie Pan używał wo- bec Jaruzelskiego tytułu „generał”?

Historycy starają się pisać o danej osobie, używając tytułów, które nosiła w analizowanym okresie. W czasie stanu wojennego Jaruzelski był generałem armii, i tak będzie opisywany przez historyków. W nauce nie można bawić się w stalinistów i wycierać gumką postacie, które były kiedyś na fotografii. Będziemy cały czas posługiwać się naszym warsztatem historycznym.

W takim razie jaki jest sens uchwalania ustawy?

Chodzi o to, aby jednoznacznie wskazać, że nie są to osoby zasługujące na honorowanie. Generałowie III Rzeszy nie mają dzisiaj ulic w Niemczech, a w opisie historycznym Canaris czy Goering nadal są generałami. W Polsce od momentu, gdy ten rząd objął władzę, jednostki wojskowe czy sale pamięci są nazywane nazwiskami właściwych patronów, zostało nimi bardzo wielu żołnierzy wyklętych. Chcemy, aby młode pokolenie wstępujące do wojska poznało prawdziwą historię, a ludzie, którzy na to nie zasługują, w żadnym wypadku nie otrzymywali honorów.

Ustawa ma pozbawiać stopni wojskowych osoby, które „sprzeniewierzyły się polskiej racji stanu”. Czy istnieją jednak jednoznaczne kryteria sprzeniewierzenia?

Musimy szukać pewnego obiektywizmu naukowego, choć jest to względna rzeczywistość, bo nauka też nie jest wolna od subiektywizmu. Jednak nauka historyczna, nie tylko w wydaniu Jana Żaryna, ale w wydaniu każdego historyka, który zajmuje się stanem wojennym, dowodzi, że gen. Jaruzelski, wprowadzając go, wypełniał moskiewską rację stanu. Z punktu widzenia naukowego, dopóki nie znajdziemy innych dowodów i dokumentów, ta interpretacja będzie wiodąca.

Jednak gdyby do władzy doszła postkomunistyczna lewica, to może uznać za wiarygodne tłumaczenie Jaruzelskiego, że wprowadził stan wojenny właśnie z powodu polskiej racji stanu.

To byłaby decyzja polityczna, a nie konsekwencja ustaleń historycznych. Jeśli SLD dojdzie do władzy, to zapewne pan Włodzimierz Czarzasty, który dzisiaj twierdzi publicznie, że żołnierze wyklęci byli bandytami i mordowali niewinnych ludzi, jako minister obrony narodowej zmieni patronów sal pamięci z Witolda Pileckiego, Stanisława Kasznicy czy Augusta Fieldorfa na Jaroszewicza, Jaruzelskiego czy Kiszczaka. Ja oczywiście w taki Orwellowski scenariusz nie wierzę, bo widać wyraźnie, że jako Polacy bardzo oddaliliśmy się od stanu świadomości z 1989 r. i dziś już jesteśmy niepodległym i suwerennym narodem.

Ustawa mówi, że jej celem jest „oczyszczenie Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w sferze symbolicznej”. Dlaczego to rozliczanie z komunizmu w „sferze symbolicznej” dotyczy tylko wojska?

Opozycja atakowała posła PiS Stanisława Piotrowicza, że należał do PZPR i był prokuratorem w stanie wojennym. Jednak ich intencją nie było poddanie członka partii komunistycznej obstrukcji, lecz osłabienie reform sądowych w sferze wizerunkowej. Ja wówczas kilkakrotnie się wypowiadałem, że szczególnie byli członkowie PZPR, którzy dzisiaj są w Prawie i Sprawiedliwości, powinni zdobyć się na jednoznaczny gest i dać świadectwo, że pobyt w tej partii był ich życiowym błędem i za ten błąd przepraszają. Niezależnie od tego, jaką pozycję w PZPR zajmowali, legitymizowali zbrodniczość całego układu polsko-moskiewsko- -międzynarodowego, który nazwano układem jałtańskim i który dziś słusznie uznajemy nie tylko za niesprawiedliwość dziejową, ale zgodę świata na poddanie Polski pod okupację, a potem dominację sowiecką. Jeśli rządzące dziś ugrupowanie porządkuje przestrzeń symboliczną, to powinno dać sygnał byłym członkom PZPR, którzy zmienili swoje poglądy i są w PiS, żeby za tamten czas przeprosili.

Prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział, że po wecie ustawy degradacyjnej przez prezydenta PiS nie będzie partycypował w pracach nad nowymi rozwiązaniami i w tym momencie uznaje sprawę za zamkniętą. Według Pana powinno się doprowadzić do uchwalenia tej regulacji?

Jak najbardziej, ponieważ jako społeczeństwo wybraliśmy formację polityczną, która twierdziła, że będzie prowadzić suwerenną politykę historyczną, a jednym z jej elementów jest rozliczenie z historią PRL. W ustawie degradacyjnej nie chodzi tylko o odebranie stopni wojskowych osobom, które nie są ich godne, ale w dłuższej perspektywie chcieliśmy wskazać kanon polskiego oficera nawiązujący do chwały naszego oręża z przeszłości. •

Jan Żaryn

jest senatorem klubu PiS, historykiem. Specjalizuje się w historii Kościoła katolickiego w Polsce. Ma 60 lat, żonę i troje dzieci.

« 1 »
oceń artykuł
  • Jacek
    15.04.2018 15:26
    To podobnie jak u Gowina. Żaryn głosował za, ale się nie cieszył. Racje moralne, religijne etc. przemawiały przeciw, ale dobro Partii było ważniejsze.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji