Nowy numer 50/2018 Archiwum

Nie na pół gwizdka

Historia Kaina i Abla to opowieść o pierwszym morderstwie w ogóle i pierwszym popełnionym z pobudek religijnych. Abel oddał życie za przychylność Pana Boga, który łaskawym okiem spojrzał na jego ofiarę. Kaina to smuciło. Chodził ze smutną twarzą, jak to ujął autor Księgi Rodzaju. A w końcu ten swój smutek obrócił w nienawiść. Tysiące lat nie zmieniły właściwie niczego. Z ziemi Kainów wciąż woła do Boga krew ich braci. We Francji na przestrzeni ostatnich 22 lat zawołała aż 9 razy. Krew siedmiu francuskich trapistów, zamordowanych w 1996 roku w Algierii, krew ksiądza Jacques’a Hamela, zamordowanego w 2016 roku w Normandii, krew podpułkownika Arnauda Beltrame’a, który kilka tygodni temu oddał życie za zakładniczkę. Biorąc pod uwagę to, czym jest męczeństwo, można uznać za zasadne twierdzenie Jacka Dziedziny, że żaden inny europejski naród nie doczekał się ostatnio tylu męczenników co naród francuski. Naród, co do którego większość nie miała już wątpliwości. Dzieci najstarszej córy Kościoła, która ze swoim chrztem obeszła się jak córka wyrodna. Czy prezydent (powtórzę: Francji!) Emmanuel Macron wygłaszający przed kościołem, po Mszy Świętej, słowa o męczeństwie, które nie pójdzie na marne, oraz o Republice, która nie jest po to, by religię zwalczać bądź zastępować, miał świadomość, jakie zdziwienie wzbudzą jego słowa? Coś się zmieniło? Coś się zmieni? To szefowi państwa francuskiego wolno już publicznie odnieść się w pozytywnych słowach (odnieść się w ogóle) do rzeczywistości religijnej? I nikomu nic się nie stało? Nikt nie dostał ataku serca ani ataku paniki z powodu zagrożonej laickości państwa?

Nie wiem, czy w świetle wszystkich obowiązujących przepisów kościelnych o męczeństwie Arnaud Beltrame jest męczennikiem. Ale, jak to stwierdził jego duszpasterz, tylko wiara może wyjaśnić szaleństwo tej ofiary, którą złożył. „Szaleństwo” to dobre w tym kontekście słowo. Bo męczennicy zawsze będą wyzwaniem dla tych, którzy pozostali przy życiu. Tak jak święci, których wśród nas nie brakuje, choć nie zawsze ich dostrzegamy. Najnowsza adhortacja Franciszka o powołaniu do świętości w świecie współczesnym już na samym początku zawiera sformułowanie, że Pan Bóg chce od nas wszystkiego, a w zamian oferuje pełnię szczęścia. Pełnia i wszystko. Taki specyficzny rys, który można by ująć w dwóch słowach: „na całego”. I dobrze. Bo chodzi o rzeczy najważniejsze. O rzeczy najpiękniejsze. O życie, śmierć, miłość, oddanie siebie, ofiarę. A nie ma przecież sensu żyć na pół gwizdka czy kochać połową serca. Świętość jest wszak – jak to dalej ujął papież – najpiękniejszym obliczem Kościoła.

Piękno, o którym Państwo przeczytają w bieżącym numerze, jest pięknem trudnym i wymagającym. Pięknem prawego życia i ofiarnej śmierci męczenników, pięknem wspólnego, wytrwałego zmagania małżonków z chorobą nowotworową, czy też pięknem odważnej decyzji młodej matki. Ale przecież piękno jest nie tylko po to, żeby zachwycało. Jest również po to, by pobudzało do życia, dodawało siły, umacniało. Czyli prowadziło do pełni. Do życia na całego.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji