Nowy numer 42/2018 Archiwum

Czołgista na ratunek

Mike Pompeo, nowy sekretarz stanu, to polityczny jastrząb. Objęcie przez niego tej funkcji zwiastuje zaostrzenie stanowiska USA m.in. w kwestii Iranu.

Niesamowita energia i intelekt, nadajemy na tych samych falach – w ten sposób prezydent Donald Trump przedstawił dziennikarzom Mike’a Pompeo. Były wojskowy, prawnik, biznesmen, członek Kongresu, ostatnio pełniący funkcję szefa CIA, na początku kwietnia obejmie stanowisko sekretarza stanu USA, zastępując Rexa Tillersona. Przed nim niezwykle trudna misja, gdyż poprzednik był skłócony z prezydentem i zostawia resort osłabiony.

Pompeo nie miał dotychczas doświadczenia w dyplomacji, ale z jego wypowiedzi na tematy zagraniczne wyłania się obraz polityka o przekonaniach zbliżonych do „jastrzębi” z czasów George’a W. Busha, jak Dick Cheney czy Donald Rumsfeld. Szykują się więc poważne zmiany w amerykańskiej dyplomacji. Kwestią czasu jest wycofanie się z porozumienia nuklearnego z Iranem, pod znakiem zapytania stoi niedawno ogłoszony pomysł szczytu Trump–Kim Dzong Un, spodziewane jest też dalsze ochłodzenie w relacjach z Rosją.

Bogate CV

Mike Pompeo urodził się w Orange (stan Kalifornia), w rodzinie o włoskich korzeniach. Ukończył wojskową akademię West Point. Służył w siłach pancernych, między innymi podczas operacji Pustynna Burza w Zatoce Perskiej. Osiągnął rangę kapitana. Po zakończeniu kariery żołnierza studiował prawo na Uniwersytecie Harvarda. Potem pracował jako adwokat, a następnie w przedsiębiorstwach z branży lotniczej i naftowej.

Pod koniec minionej dekady Pompeo rozpoczął karierę polityczną, wstępując w szeregi republikanów. W 2010 r. został wybrany do Izby Reprezentantów ze stanu Kansas. W partii związał się z konserwatywnym światopoglądowo i gospodarczo stronnictwem Tea Party. Silniejszą pozycję w parlamencie zaznaczył, zasiadając w 2014 r. w specjalnej komisji Kongresu wyjaśniającej wydarzenia w Benghazi. W 2012 r. podczas ataku islamskich radykałów na placówkę USA w Libii po raz pierwszy od 1979 r. zginął urzędujący ambasador Stanów Zjednoczonych. Komisja bardzo negatywnie oceniła działania amerykańskiej administracji, uznając atak za możliwy do uniknięcia; szczególnie ostro skrytykowano ówczesną sekretarz stanu Hillary Clinton.

W ostatniej kampanii wyborczej kongresman z Kansas stanął po stronie Donalda Trumpa. Po zwycięstwie prezydent nagrodził jego lojalność nominacją w styczniu 2017 r. na szefa Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA). Awansując na pozycję sekretarza stanu, Pompeo stał się pierwszym politykiem w historii Stanów Zjednoczonych piastującym oba te stanowiska.

Gorzej być nie może

Rex Tillerson odchodzi w niesławie, skłócony ze wszystkimi dookoła. Jego nominacja w grudniu 2016 r. była zaskoczeniem dla opinii publicznej. Były dyrektor firmy ExxonMobil nie miał nic wspólnego z dyplomacją, lecz prezydentowi imponowało wówczas jego doświadczenie w zarządzaniu naftowym gigantem. Wzajemna fascynacja szybko jednak minęła. Trumpa zaczął irytować korporacyjny, jego zdaniem skostniały styl zarządzania departamentem. Lista spornych kwestii szybko się wydłużała. W odróżnieniu od swojego przełożonego sekretarz stanu był przeciwny przeniesieniu ambasady USA do Jerozolimy, wycofaniu się z porozumienia z Iranem i z umowy klimatycznej oraz optował za złagodzeniem napięcia na Półwyspie Koreańskim.

Wszelkie złudzenia o możliwości kontynuowania współpracy rozwiały się w październiku zeszłego roku. Tillerson na zamkniętym spotkaniu w Pentagonie miał nazwać Trumpa „kretynem”. Dymisja była przesądzona, ale zdaniem mediów za oceanem prezydent przesunął ją, gdyż jesienią miał za sobą serię kontrowersyjnych roszad kadrowych i nie chciał wywołać wrażenia chaosu w administracji. Przedłużanie toksycznej kooperacji negatywnie odbijało się na amerykańskiej dyplomacji. Za granicą wiedziano już o bardzo słabej pozycji Tillersona i powątpiewano w możliwość realnego załatwiania z nim spraw.

Przewidywalny jastrząb

Biorąc pod uwagę fatalną sytuację w Departamencie Stanu, można stwierdzić, że Pompeo na starcie otrzymał pewien kredyt zaufania nawet od swoich adwersarzy. Po obu stronach sceny politycznej dość pozytywnie oceniono zarządzanie przez niego Centralną Agencją Wywiadowczą. W przeciwieństwie do Tillersona dobrze współpracował ze swoim personelem. Jak żartobliwie zauważyła cytowana przez „New York Times” Amy Zegart, analityczka z Uniwersytetu Stanforda: „trzymał cyrk Trumpa z dala od Langley [siedziba Agencji – M.L.]. To duże osiągnięcie”.

Pompeo ma też dobre relacje z Kongresem. Zapewne szybko zakończą się wakaty na ważnych ambasadorskich stanowiskach. W sprawach międzynarodowych nowy sekretarz jawi się jako nieprzejednany wróg zawartego za prezydentury Obamy porozumienia z Iranem. Nazywał je na swoim Twitterze „katastrofalnym układem z państwem będącym największym sponsorem terroryzmu”. Biorąc pod uwagę fakt, że Trump też określa je jako „okropne” i wyrzucił Tillersona m.in. za różnice zdań w tej kwestii, niedługo Stany Zjednoczone zerwą traktat. Większymi wyzwaniami niż demonstracyjne anulowanie porozumienia i nałożenie nowych sankcji będzie dla Pompeo przekonanie do podobnego kroku sceptycznych przywódców w Europie oraz realne przeciwstawienie się irańskiej ofensywie na Bliskim Wschodzie. Teheran w ostatnich miesiącach bardzo umiejętnie ogranicza i tak już nikłe wpływy USA na sytuację w Iraku.

Były szef CIA w swoich poglądach często nawiązuje do amerykańskiej polityki z czasów George’a Busha. Stanowczo sprzeciwia się zamknięciu więzienia Guantanamo dla najgroźniejszych terrorystów. Broni stosowania tortur, amerykańskich funkcjonariuszy uciekających się do takich praktyk określa mianem „patriotów”. Opowiada się za podtrzymaniem aktywnego zwalczania afgańskich talibów. Dla Polski i Europy Środkowo-Wschodniej ważne są pierwsze sygnały ostrzejszej linii amerykańskiej dyplomacji względem Rosji. 20 marca rzeczniczka Departamentu Stanu stanowczo zaznaczyła sprzeciw Stanów Zjednoczonych wobec budowy rurociągu Nord Stream 2 i ponownie zagroziła sankcjami firmom uczestniczącym w tym projekcie. Za kadencji Mike’a Pompeo prawdopodobnie szybko zakończy się ledwie co zrodzony projekt odwilży w relacjach z Koreą Północną. Nowy sekretarz określa ten kraj mianem „egzystencjalnego zagrożenia dla USA”.

Szef dyplomacji na pewno będzie wielokrotnie ostro atakowany przez przeciwników, lecz obecnie nawet w bardzo niechętnych Trumpowi mediach określa się Pompeo mianem „rozsądnego jastrzębia”. Nie wolno jednak zapomnieć, że dla Trumpa główną przyczyną wyboru Pompeo na sekretarza stanu była jego bezwarunkowa lojalność. Były szef CIA może więc przywrócić ład w swoim resorcie, poprawić relacje z innymi ośrodkami władzy, ale nie należy się spodziewać jakiejkolwiek „twórczej krytyki” lub polemizowania z posunięciami prezydenta, nawet tymi najbardziej kontrowersyjnymi.

Pełne oddanie głowie państwa przyczyniło się do pierwszego poważnego rysu na wizerunku Pompeo. Chodzi o sprawę domniemanego wpływu Moskwy na rezultat ostatnich wyborów prezydenckich w USA. W październiku 2017 r. szef CIA publicznie oświadczył: „wywiad ocenia, iż rosyjska ingerencja nie odbiła się na wyniku głosowania”. Była to nadinterpretacja, zgodna z linią Trumpa. Wkrótce po wystąpieniu Pompeo rzecznik CIA sprostował: „Agencja nie jest w stanie ocenić skali wpływu rosyjskich działań na głosowanie w 2016 r.”. Nie ulega więc wątpliwości, że Mike Pompeo to jeden z najwierniejszych jastrzębi Donalda Trumpa.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji