Nowy numer 31/2020 Archiwum

Za niewinność

Niesłusznie skazanych jest w Polsce wielu. Winę za błędny wyrok ponosi najczęściej człowiek – sędzia lub prokurator – któremu zwykle nie grożą za to poważniejsze konsekwencje.

18 lat za kratami, szokujące błędy sędziów, prokuratorów i policjantów, perspektywa walki o wielomilionowe odszkodowanie – sprawa Tomasza Komendy zbulwersowała Polskę. Komenda nie jest jednak jedyną ofiarą niesłusznego wyroku. W podobnej sytuacji znajdują się najczęściej ludzie, którzy nie potrafią się bronić – bez pieniędzy na adwokatów, mający problemy psychiczne, czasem niepełnosprawni.

Połowa życia w więzieniu

– Trzeba czasu, żeby to wszystko ze mnie zeszło i żebym uświadomił sobie, gdzie jestem – mówił Tomasz Komenda po wyjściu na wolność. W noc sylwestrową 1996/1997 w Miłoszycach na Dolnym Śląsku zostaje zgwałcona i brutalnie zamordowana 15-letnia Małgosia. 20-letni wówczas Komenda jest w tym czasie we Wrocławiu, gdzie widzi go wielu świadków. Po upływie 3 lat od zbrodni zostaje on wskazany jako możliwy sprawca zabójstwa i trafia do aresztu. Badania szczęki (Małgosia została pogryziona przez napastnika) nie potwierdzają ani nie zaprzeczają, że zbrodni dokonał Komenda. Sąd nie uznaje mocnego alibi. Sam oskarżony zmienia swoją wersję wydarzeń. Później powie, że został pobity przez policjantów, którzy podyktowali mu treść zeznań. W 2004 r. zostaje prawomocnie skazany na 25 lat pozbawienia wolności. W więzieniu jest traktowany jak pedofil. Mówi, że znęcają się nad nim współwięźniowie, a także strażnicy.

Na przełomie lat 2010 i 2011 pojawia się szansa na naprawę błędu sprzed kilku lat. Prokurator Bartosz Biernat wykrywa poważne błędy w postępowaniu i wnioskuje o przeprowadzenie czynności dowodowych. Bez efektu. Komenda podaje dziś, że dopiero w 2017 r. policjant imieniem Remigiusz przegląda ponownie akta sprawy. Na tej podstawie dochodzi do zatrzymania innego podejrzanego o tę zbrodnię, a Komenda w marcu 2018 r. wychodzi na wolność i zostaje wykreślony z rejestru przestępców seksualnych. Ma 42 lata.

Raz się przyznasz – przegrałeś

Pominięcie przez sędziego podstawowych dowodów bywa przyczyną skazania – wynika z opracowania Łukasza Chojniaka i Łukasza Wiśniewskiego. W 2012 r. autorzy związani z Forum Obywatelskiego Rozwoju opublikowali raport oparty na sprawach z wielkopolskich sądów z lat 2007–2009. Ich wnioski potwierdza przypadek Tomasza Kułaczewskiego. Ten mieszkaniec okolic Malborka cierpiący na encefalopatię (chorobę mózgu powodującą m.in. otępienie) został w 2003 r. skazany za zbrodnię, której nie popełnił. Chodziło o mord na 10-letnim chłopcu. Podczas śledztwa Kułaczewski przyznał się do winy. Policjanci mieli go zastraszać, a jednocześnie przekupywać, obiecując, że w zamian za obciążenie samego siebie dadzą mu w prezencie mundur moro. W sądzie oskarżony zaprzeczał zarzutom, a ślady materialne na niego nie wskazywały. Mimo to usłyszał wyrok 15 lat pozbawienia wolności. Przesiedział 4 lata, podczas których – jako morderca dziecka – był poniżany i gwałcony przez innych więźniów. Wyszedł, bo prawdziwy sprawca zabił jeszcze raz i został schwytany. Kułaczewski wywalczył 300 tys. zł odszkodowania.

Sprawa Kułaczewskiego jest też przykładem innej patologii opisanej przez Chojniaka i Wiśniewskiego. Z ich raportu wynika, że za kraty trafiają często ludzie, którzy nie potrafią poradzić sobie z machiną sądową. W wielu opisanych przypadkach oskarżeni nie mieli nawet adwokata. Prawdopodobnie nie wiedzieli, że skoro ich na niego nie stać, to powinni wystąpić o obrońcę z urzędu. Zdarzało się nawet, że – choć to obowiązkowe – adwokata nie przyznawano ludziom niepoczytalnym. Po niesłusznym skazaniu poszkodowani nie potrafili zatem wystąpić o kasację lub wznowienie sprawy. Występował o to Rzecznik Praw Obywatelskich lub Prokurator Generalny.

Do niesłusznego skazania może także doprowadzić zmowa świadków. Jednak zdaniem autorów raportu świadkowie koronni i ci występujący incognito niesłusznie uchodzą za mało wiarygodnych. Korzystanie z takich świadków mocno krytykowali autorzy badań opisanych w 2007 r. przez branżowy magazyn „Palestra”. Problem w tym, że jeden z tych autorów nieraz reprezentował w sądzie ludzi oskarżonych o działanie w zorganizowanych grupach przestępczych, a to właśnie dla członków takich grup świadkowie koronni są groźni. Niekiedy fałsz udaje się szybko wykryć. Przykład z warszawskiego sądu – świadek opisuje ze szczegółami, jak Kowalski (nieobecny podczas rozprawy) komuś wygrażał. Adwokat pokazuje plik zdjęć. – Proszę pokazać, który to Kowalski – mówi. Świadek milknie. Nigdy Kowalskiego nie widział.

Z raportu wynika, że pracownicy wymiaru sprawiedliwości nie ponoszą poważniejszych konsekwencji z powodu błędów skutkujących skazaniem niewinnego. Sprawa Tomasza Komendy to potwierdza. Prokurator, który doprowadził do jego aresztowania i twierdzi, że dziś podjąłby taką samą decyzję, nie miał z tego powodu kłopotów. Jeden z sędziów, którzy wydali wyrok, orzeka do dziś. Zdążył też awansować.

Niezbyt kosztowne pomyłki

Nikt nie wie, ile dokładnie osób w Polsce usłyszało niesprawiedliwy wyrok. Ministerstwo Sprawiedliwości nie prowadzi takich statystyk. Wiadomo tylko, ilu niesłusznie skazanych dostało odszkodowanie. Jednak wielu z nich po wyjściu na wolność nie potrafi zawalczyć o zadośćuczynienie albo po prostu ma już dość sądów. W dodatku odszkodowanie mogą dostać tylko ci, których sprawę wznowiono lub wniesiono kasację. Można to zrobić tylko wtedy, kiedy znajdzie się nowy dowód albo uda się wskazać rażący błąd sędziego. Nie wiadomo więc, ile osób siedzi, bo nie potrafi udowodnić swojej niewinności.

Z ministerialnych danych wynika, że w latach 2000–2004 przynajmniej 60 osobom rocznie udawało się wywalczyć pieniądze za niesłuszny pobyt w więzieniu. Później ta liczba spadła, ale nie ma tu reguły. W 2008 r. odszkodowanie uzyskały 22 osoby, w 2014 r. – 7, w 2016 r. – 25. W 2000 r. błędne wyroki kosztowały Skarb Państwa łącznie ponad 1,5 mln zł, w 2014 r. – 112 tys. zł, a w 2017 r. – ponad 400 tys. zł. Oznacza to, że statystyczny poszkodowany może liczyć na kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych. Podobna jest średnia odszkodowań za niesłuszne zastosowanie aresztu lub środka zapobiegawczego (np. poręczenia majątkowego). Tych ostatnich spraw jest najmniej, nieraz w ciągu całego roku nie trafi się ani jedna. W rekordowym 2003 r. odszkodowanie uzyskało 12 ludzi. W latch 2006, 2009 i 2010 było po jednym takim przypadku. Jedna z osób uzyskała 1,5 tys. zł, druga – 2,7 tys. zł, trzecia – 40 tys. zł. Skarb Państwa traci najwięcej z powodu bezzasadnych aresztowań, bo to takich spraw jest najwięcej. Suma wypłaconych kwot wzrosła od 660 tys. zł w 2000 r. do 3,8 mln zł w 2004 r. Później nie spadła już poniżej 4 mln zł, a dwukrotnie przekroczyła 7 mln zł. Niewiele brakowało, a ubiegłoroczne statystyki zawyżyłby przypadek Ryszarda Boguckiego. W lutym 2017 r. sąd przyznał mu 264 tys. zł odszkodowania za 9 lat pobytu w areszcie w związku ze sprawą zabójstwa gen. Marka Papały (Bogucki był wprawdzie skazany za zabójstwo jednego z bossów Pruszkowa, ale za śmierć Papały już nie). Jednak w kolejnej instancji odszkodowanie zmniejszono do 30 tys. złotych.

Niektórzy komentatorzy uważają, że Tomasz Komenda mógłby walczyć nawet o 1 mln zł za każdy rok pobytu za kratami. O niewiele niższą kwotę – 17 mln zł – starał się Zbigniew Góra, który w 2006 r. został skazany na 25 lat za zabójstwo na tle rabunkowym, którego się nie dopuścił. Ostatecznie uniewinnił go sąd apelacyjny, ale wcześniej Góra spędził za kratami 3 lata. Odszkodowanie wyniosło 323 tys. złotych. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama