Nowy numer 32/2020 Archiwum

Ratunek przychodzi z góry

O uzdrowieniach, pracy strażnika cudów i wpływie Jasnej Góry na życie Polaków mówi Anita Czupryn, autorka książki „Cuda dzieją się po cichu”.

Maciej Kalbarczyk: Myśli Pani, że po wizycie w Archiwum Jasnogórskim osoby, które nie wierzą w cuda, zmieniłyby zdanie?

Anita Czupryn: Archiwum Jasnogórskie nie jest ogólnie dostępne. Ja sama, dzięki ojcom paulinom, mogłam korzystać z dokumentów w bibliotece jasnogórskiej. To, z czym się tam zetknęłam, nie pozostawiło we mnie żadnych wątpliwości: ludzie, którzy idą po ratunek do Matki Bożej, zostają wysłuchani. Co ciekawe, już teraz zauważam, że wiele osób wcześniej wątpiących w cuda, po lekturze mojej książki przestaje kwestionować świadectwa. Bo jak można zakwestionować fakt, że od wielu lat sparaliżowany człowiek nagle zaczyna chodzić? Albo to, że ludzie cierpiący na nieuleczalne choroby, wobec których medycyna jest bezradna, zostają w jednej chwili uzdrowieni? Lekarze nie są w stanie racjonalnie tego wytłumaczyć.

Które ze świadectw zgromadzonych w Jasnogórskiej Księdze Cudów i Łask poruszyło Panią najbardziej?

Do książki wybrałam przykłady cudów i łask, które wydarzyły się w wiekach XX i XXI, czyli z czasów nam najbliższych. Chciałam pokazać, że te cudowne wydarzenia nie dotyczą jedynie zamierzchłej przeszłości. Poruszyły mnie nie tylko historie spektakularnych uzdrowień, ale także małe cuda, które przecież dzieją się w życiu każdego z nas. Na przykład relacja ojca, który pojechał na pielgrzymkę rowerową na Jasną Górę, pragnąc spotkać swoją córkę. Wszystkie okoliczności wskazywały, że nie było na to szans, a jednak się spotkali. Jednym z niezwykle wzruszających dla mnie świadectw jest historia pani Janiny Lach. Prosta i skromna kobieta, która doświadczyła w swoim życiu wiele cierpienia, w 1979 r., stając przed obrazem Matki Bożej, została cudownie uzdrowiona ze stwardnienia rozsianego. Ta postać była dla mnie inspiracją do nadania tytułu mojej książce – „Cuda dzieją się po cichu”.

Esbecy zastraszali Janinę Lach, nie chcieli, żeby ktokolwiek dowiedział się o jej uzdrowieniu. Władza ludowa bała się cudów?

Dla każdej niedemokratycznej władzy Jasna Góra była niebezpiecznym miejscem. W czasach zaborów była solą w oku Rosjan, podczas II wojny światowej przeszkadzała Niemcom w opanowaniu kraju. Komunistyczna władza dostrzegała także płynące stamtąd zagrożenia. Obawiano się dużych zgromadzeń publicznych, które mogłyby zostać zorganizowane po rozpowszechnieniu informacji o cudzie. To, co ludzie słyszeli w kościele, dawało im ogromne poczucie wolności, a to z kolei było źródłem ich siły. Dlatego zastraszano nie tylko tych, którzy doświadczyli łaski uzdrowienia, ale także księży, domagając się, by w czasie swoich kazań nie poruszali tego tematu. Walczono też z ruchem pielgrzymkowym, ale, jak pokazuje historia, te działania okazały się kompletnie nieskuteczne.

Rozmawiała Pani z o. Melchiorem Królikiem, który od ponad 40 lat zajmuje się rejestrowaniem cudów na Jasnej Górze. W jaki sposób zakonnik weryfikuje ich autentyczność?

Ojciec Melchior powiedział mi, że „to się po prostu czuje”. Ale strażnik jasnogórskich cudów nie polega tylko na własnej intuicji. Z ludźmi, którzy się do niego zgłaszają, prowadzi długie rozmowy, zbiera relacje świadków, próbuje poznać wszystkie istotne dla sprawy fakty. Stara się otrzymaną łaskę jak najlepiej udokumentować, stąd też w złożonych materiałach nierzadko są dokumenty medyczne potwierdzające uzdrowienie.

Tutaj chyba nie jest łatwo. Lekarze rzadko wierzą w cuda...

To prawda. Taki paradoks: z jednej strony w sytuacji nieuleczalnej choroby lekarze powtarzają: „Tylko cud może pana, panią, uratować”, i sami wręcz zalecają, aby pacjent udał się na Jasną Górę. A kiedy dochodzi do uzdrowienia za przyczyną Matki Bożej, medycy rozkładają ręce i nie chcą wydać opinii na piśmie. Niektórzy decydują się na podpisanie dokumentu, w którym wyjaśniają, że chory w niewytłumaczalny sposób został uzdrowiony, ale jak ognia unikają słowa „cud”. W większości ludzie nauki nie chcą zostać posądzeni o dewocję, obawiają się kpin kolegów po fachu. Mimo to na Jasnej Górze nie brakuje świadectw lekarzy. Niektórzy z nich widzieli cuda na własne oczy, tak jak pani doktor jednego ze szpitali położniczych na zachodzie Europy. W jej obecności zmarłe po porodzie dzieci zostały wskrzeszone z martwych.

Podobny cud miał miejsce już w XVI wieku.

W 1540 r. zrozpaczony rzeźnik z Lublińca przywiózł na wozie martwe ciała swoich dwóch synów i żony. Na Jasnej Górze wrócili do życia. Sława tego cudu rozniosła chwałę Matki Bożej Jasnogórskiej po całym świecie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama