Nowy numer 32/2020 Archiwum

"Ta histeria pokazuje tylko jedno: globalni promotorzy aborcji bardzo się boją"

Ekspert komentuje oświadczenie grupy roboczej ONZ.

Grupa robocza ONZ ds. dyskryminacji kobiet domaga się od polskiego parlamentu, by odrzucił projekt ustawy, zakazującej zabijania dzieci nienarodzonych, podejrzanych o ciężką chorobę lub niepełnosprawność. Dziś wydała w Genewie oświadczenie w tej sprawie.

Jej zdaniem, przyjęcie obywatelskiej propozycji komitetu "Zatrzymaj aborcję", pod którą podpisało się 830 tys. Polek i Polaków, miałoby spowodować szkody na zdrowiu i życiu kobiet oraz złamać polskie zobowiązania międzynarodowe w dziedzinie praw człowieka.

Jak przypomina prawnik i były wiceszef polskiej dyplomacji prof. Aleksander Stępkowski, żaden z powszechnie obowiązujących aktów prawa międzynarodowego nie traktuje aborcji jako prawa człowieka. Co więcej, w dokumencie końcowym ONZ z Kairskiej konferencji ludnościowej, państwa wprost zobowiązały się do podejmowania działań na rzecz ograniczenia aborcji.

Nie ma też obaw, że zakaz zabijania chorych dzieci zaszkodzi ich matkom. - Przeciwnie! Od chwili wprowadzenia w Polsce lepszej ochrony prawnej dzieci nienarodzonych śmiertelność okołoporodowa w Polsce dramatycznie spadła. W świetle danych WHO i Banku Światowego, jeśli porównamy rok 1990, gdy aborcja była dostępna de facto na życzenie i rok 2015, wówczas okaże się, że śmiertelność okołoporodowa w Polsce spadła o ponad 80%. Mimo rzekomych ograniczeń (jak chcą feministki) w dostępie do praw reprodukcyjnych w Polsce, należymy do krajów o najniższym współczynniku śmiertelności okołoporodowej (wynosi on 3 na 100 tys. urodzin). W państwach o liberalnym ustawodawstwie aborcyjnym kobiety są kilkakrotnie częściej narażone na śmierć lub powikłania pourodzeniowe. W RFN współczynnik ten wynosi 6, w Kanadzie 7, we Francji 8, w Anglii 9 zaś w USA 14. - zauważył prof. Stępkowski.

Skąd więc zagraniczny nacisk na Polskę w tej sprawie?

- Ta histeria pokazuje tylko jedno: że propagatorzy aborcji bardzo się boją, iż Polska udowodni: „yes, we can!” To byłby cios w ich globalną taktykę - ocenia ekspert. Już teraz, zamiast angażować się wyłącznie w poszerzanie dostępu, muszą część środków skupić na obronie stanu posiadania.

Podkreśla przy tym, że - jak na ironię - wybrany demokratycznie polski Sejm jest pouczany przez genewskich biurokratów, którzy nie są wybierani demokratycznie i nie odpowiadają przed społeczeństwem.

- Wczoraj był oenzetowski Światowy Dzień Osób z Zespołem Downa. Kim trzeba być, by następnego dnia wydać takie stanowisko? - pyta retorycznie prof. Stępkowski.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama