GN 32/2018 Archiwum

Uczmy się niedzieli

O niedzieli wolnej od handlu i wyzwaniach, które się z nią wiążą, mówi ks. Bogusław Wolański.

Szymon Babuchowski: Właśnie weszła w życie ustawa ograniczająca handel w niedziele. Zakaz handlu wprowadzany jest etapami. Czy traktuje to Ksiądz jako sukces?

Ks. Bogusław Wolański: Myślę, że każdy powrót do normalności jest sukcesem. Jestem zwolennikiem małych kroków – zarówno w prowadzeniu parafii, jak i w sprawach państwa. Spójrzmy na kwestię ochrony życia ludzkiego: środowiska pro life chciały od razu zmienić wszystko i okazało się to niemożliwe, bo zawsze jest też ta druga strona, która myśli inaczej. Człowieka nie wychowa się od razu. Pewne prawdy trzeba powolutku sączyć w społeczeństwo. Nawet jeżeli ustawa nakazywałaby wprowadzić natychmiast wszystkie wolne niedziele, od tego nie zmieni się ludzka mentalność. Przecież ludzie latali do marketów w niedziele od 1989 roku!

Dlaczego zaangażował się Ksiądz w Społeczny Ruch Świętowania Niedzieli?

Dla mnie zawsze kwestia świętowania niedzieli była ogromnie ważna – tak zostałem wychowany przez moich rodziców. Dlatego bolało mnie to, że niedziela zatraca świąteczny charakter. Siłą napędową walki o wolną niedzielę była oczywiście Solidarność i działalność pana Alfreda Bujary, ale zainspirowały mnie też słowa abp. Stanisława Gądeckiego, który zachęcał dyrektorów wydziałów duszpasterskich kurii: zróbmy tak, żeby ta niedziela była święta. Gdy wróciłem z któregoś zjazdu dyrektorów, zacząłem robić rozeznanie w środowisku legnickim, czy moglibyśmy zacząć działać w tej sprawie. A że członkiem rady duszpasterskiej w diecezji był szef Solidarności Zagłębia Miedziowego, postanowiłem zainteresować go tematem. Przyłączył się i zaczęliśmy rozmowy z Akcją Katolicką, Stowarzyszeniem Rodzin Katolickich, chodziliśmy do mediów. Zrodziły się inicjatywy wychodzące poza granice naszej diecezji, byliśmy w parlamencie. Dużym impulsem było też dla mnie świadectwo Benedykta XVI, który podczas Światowego Spotkania Rodzin w Mediolanie opowiadał, jak świętowało się w jego rodzinie dzień Pański. Wspominał, jak wspólnie z rodzicami i rodzeństwem chodzili do kościoła, czytali Pismo Święte, śpiewali piosenki. Papież powiedział wtedy, że chciałby, żeby w niebie było tak jak w niedzielę w jego domu rodzinnym.

A w Księdza domu jak to wyglądało?

Rodzice przywiązywali wielką wagę do wspólnego świętowania. Nie było możliwości, żebyśmy razem nie jedli śniadania. Po śniadaniu szliśmy do kościoła na dziewiątą, chyba że z bratem mieliśmy dyżur ministrancki na innej Mszy Świętej. Później był wspólny obiad. Po południu, jeśli był mecz Zagłębia lub chcieliśmy robić coś innego, to rodzice nam na to pozwalali. Ale często graliśmy też razem w karty czy inne gry, a co dwa tygodnie wyjeżdżaliśmy do babci i dziadka. Tak budowaliśmy więzi rodzinne. Ważna była też kwestia ubioru niedzielnego. Było dla nas jasne, że są inne ubrania na niedzielę, a inne na dzień powszedni. W ten sposób rodzice kształtowali w nas świadomość, że jest to szczególny dzień. Nawet jeśli nie znaliśmy jeszcze w pełni teologicznego uzasadnienia tego faktu.

Myśli Ksiądz, że jako Polacy zatraciliśmy umiejętność takiego świętowania?

Myślę, że jest z tym problem. Ministrantów trzeba dziś uczyć, jak się ubrać w niedzielę. Dzieciom wydaje się normalne, że w niedzielę można pójść na zakupy. Kiedy w kazaniach mówimy o tym w kategoriach grzechu – autentycznie się dziwią. Bo przecież nieraz przychodzą na Mszę Świętą, ale zaraz po niej jadą z rodzicami do hipermarketu. Trudno będzie odbudować świadomość, że niedziela służy czemu innemu.

A może ludzie robią zakupy w niedzielę, bo w tygodniu są zbyt zapracowani?

Nie. Nasi rodzice też byli zapracowani, wychowywali dzieci, chodzili na czyny społeczne, dbali o działki i mieli wiele innych rzeczy do zrobienia. A jednak godzili to wszystko ze świętowaniem niedzieli. Myślę raczej, że to jest kwestia poukładania sobie pewnych spraw i doświadczenia tego, co to znaczy dzień święty. Wielu ludzi zatraciło potrzebę wejścia w sacrum. Choć z drugiej strony są i tacy, którzy jeżdżą na weekendy do klasztorów kontemplacyjnych, bo szukają przestrzeni spotkania z Bogiem. Czyli ta potrzeba naturalnie w człowieku istnieje. Jeśli odkryjemy, że niedziela może być taką przestrzenią, to na pewno znajdziemy czas w tygodniu, żeby zrobić zakupy.

Dlaczego, narzekając na przemęczenie, jednocześnie uciekamy od niedzielnego odpoczynku?

Może dlatego, że nie potrafimy odpoczywać. Dziś weekend wielu kojarzy się z tym, że w piątek kupują dużo dobrego alkoholu, który potem piją do niedzieli. Więc jest to kwestia zatracenia umiejętności spędzania wolnego czasu. Z drugiej strony pojawia się pęd, żeby zrobić jak najwięcej.

Co to znaczy: dobrze przeżyta niedziela?

Przede wszystkim nie wyobrażam sobie niedzieli bez Mszy Świętej. A od strony ludzkiej na pewno powinien to być czas, który służy odpoczynkowi, ale nie jest zmarnotrawiony. Kiedyś w gronie księży stworzyliśmy taki „dekalog”, w którym zawarliśmy to, co powinien czynić katolik w każdą niedzielę. Wiele osób skłonił on do refleksji, bo okazało się, że sporo rzeczy nam umyka. Chociażby pomysł, że można odwiedzić w niedzielę groby zmarłych. Bardzo istotne jest, żeby niedziela była spędzona w rodzinie. Wolna niedziela daje tę możliwość, że ludzie mogą pobyć razem. Myślę, że dzięki nowej ustawie wiele matek będzie wreszcie ze swoimi dziećmi w domu. Niech to będzie czas spacerów albo grania w gry planszowe z rodziną.

Czy niedziela wolna od handlu to także wyzwanie duszpasterskie?

Myślę, że niedziela w duszpasterstwie jest dobrze zorganizowana. Ale widzę jeszcze pewne rzeczy, które warto by wprowadzić. Na przykład będąc w Niemczech, w Polskiej Misji Katolickiej, widziałem, że ludzie po Mszy Świętej spotykali się na kawie. To dobra propozycja budowania więzi parafialnej. Integracji służy też np. pielgrzymowanie. Wiadomo, że my, księża, w niedzielę nie wybierzemy się na pielgrzymkę, ale warto podpowiadać ludziom taką możliwość. Niedawno, podczas Rorat ze Świętym Józefem, postanowiliśmy zabrać dzieci do Krzeszowa – pięknego sanktuarium położonego 70 km od naszej parafii. Okazało się, że żadne z dzieci jeszcze tam nie było. Więc możliwości jest wiele, natomiast naszą rolą jest to, żeby je ludziom wskazać.

Czyli nie obawia się Ksiądz, że ludzie nagle nie będą wiedzieli, co zrobić z czasem wolnym?

Na pewno trzeba się tego nauczyć. Podobnie jest, kiedy ludzie przechodzą na emeryturę i jednego dnia zmienia im się całkowicie świat. Uczą się dopiero, że mogą teraz więcej czasu poświęcić wnukom, pójść na działkę albo pojechać do Rzymu czy Ziemi Świętej. I że nie muszą się spieszyć. Tak samo jest z niedzielą. Ustawa jest pierwszym krokiem, teraz czas na zmianę naszej mentalności. •

Ks. Bogusław Wolański

Współtwórca Społecznego Ruchu Świętowania Niedzieli, proboszcz parafii św. Józefa Oblubieńca NMP w Olszynie, adiunkt Instytutu Teologii Pastoralnej Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji