Nowy numer 21/2018 Archiwum

Skrawki, urywki, serwetki

Od czasu pierwszego wydania „Wierszy rozproszonych” Zbigniewa Herberta redaktorowi udało się odczytać prawie czterdzieści niepublikowanych wcześniej tekstów poety. To mniej więcej tyle, ile składa się na tomik wierszy.

Kiedy siedem lat temu ukazywały się „Utwory rozproszone”, pod redakcją Ryszarda Krynickiego, wydawało się, że archiwum autora „Pana Cogito” zostało ostatecznie spenetrowane i że żadnych większych zaskoczeń już w tej kwestii nie będzie. Tymczasem okazuje się, że notatniki, maszynopisy, a nawet papierowe serwetki mogą kryć znacznie więcej.

Który wypełniasz mnie do dna

Oczywiście skoro pierwsze wydanie „Utworów rozproszonych” nie przyniosło rewolucji w odczytaniu Herbertowskiego kanonu, trudno się spodziewać, że tak będzie tym razem. Wiadomo, że autor „Struny światła” bardzo starannie komponował swoje tomiki, odsiewając ziarna od plew. Dlatego to, co pozostało, zwykle nie należy do pierwszej ligi jego twórczości. Czasem są to zaledwie szkice, utwory niedokończone, porzucone w pół drogi. Jednym brakuje puenty, inne z kolei są przegadane, zbyt „dopowiedziane”. W większości przypadków decyzje o pozostawieniu ich w rękopisach wydają się dla czytelnika zrozumiałe. Niemniej i tu zdarzają się wyjątki. Na przykład obecna już w pierwszym wydaniu modlitwa „Usta proszą”, napisana jeszcze przed książkowym debiutem, wpisuje się w najlepsze tradycje poezji mistycznej. Poruszający jest ten zapis tęsknoty za Bogiem, tak rzadko w poezji Herberta wyrażanej wprost:

może podejdę Ciebie szeptem bolesnym ruchem małych warg

może wypiję Ciebie z ciszą nocnych ogrojców i czuwania

może przywołam jasny promień aby otworzył twarde czoło

którego nie znam i nie umiem którego przeto trudno kochać

może podejdę Ciebie szeptem –

którego dotknąć nie potrafię który wypełniasz mnie do dna

 

Że jest i że jest

Ten wątek znajduje teraz kontynuację w ostatnio odczytanych utworach, zwłaszcza w tym, który zaczyna się od słów: „Przeczuwał tylko/ Nie zawsze i niejasno”:

(…) dowody panteistów: szczyty gór i morze nieustanne, krople rosy, atomy wodoru były zbyteczne dla niego który na łóżku szpitalnym

w wielkim opuszczonym mieście w szorstkich rękach losu otrzymywał rozkazy

Przeczuwał tylko że jest i że jest wysoko ponad oceanem niebieskim i niebem ognistym

Ów tekst, choć niedokończony i niedopracowany, pozwala lepiej zrozumieć niektóre sformułowania należące do kanonu poezji Herberta. Kiedy np. w znanym wierszu „Pan Cogito i wyobraźnia” czytamy, że główny bohater „chciałby pozostać wierny/ niepewnej jasności”, możemy to interpretować na wiele sposobów. Ale w kontekście odnalezionego utworu nie sposób nie skojarzyć „niepewnej jasności” z Bogiem.

Obraz Stwórcy w wierszach Zbigniewa Herberta niemal zawsze mieści się w kategoriach przeczucia, niedopowiedzenia. Tu, na ziemi, widzimy bowiem, jak mówi święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian, „jak w zwierciadle, niejasno”. Mimo to przeczucie przechodzi niemal w pewność, kiedy poeta mówi o „rozkazach” otrzymywanych na łóżku szpitalnym i kiedy powtarza, „że jest i że jest”, nawiązując do biblijnego określenia Boga: „Jestem, który jestem”.

Chrześcijańskie motywy w poezji Zbigniewa Herberta, chociaż były już przez krytyków podejmowane, ciągle domagają się gruntownego zbadania, a lektura „Utworów rozproszonych” tę potrzebę potwierdza.

Na wieczną niepamięć?

Ale oczywiście jest tu też wiele innych wątków, które Herbert świadomie z kanonu usuwał, a które ta książka wydobywa na światło dzienne. Redaktor tomu wskazuje na przykład na motyw snu, pojawiający się w wielu wierszach nieujętych w tomikach. Fakt, że poeta miał z nim problem, potwierdza cytowany w posłowiu list do Jana Stolarczyka z Wydawnictwa Dolnośląskiego, w którym autor „Epilogu burzy” pisze w sposób dość kategoryczny: „Wyprowadzam ze składu i skazuję na wieczną niepamięć dwa wiersze: »* * * (Na polanie pod drzewem…)« i »Włosy«. Są one »owocem« dawno już temu przebytej choroby (ciężka grypa nadrealizmu), w czasie której pisałem sporo zakalcowatych »onirycznych« kawałków. Apage satanas”. Dodajmy, że Zbigniew Herbert te właśnie dwa wiersze umieścił tylko w pierwszym wydaniu tomu „Studium przedmiotu” z 1961 roku, a potem konsekwentnie pomijał.

I tu właśnie dochodzimy do największych wątpliwości, które zwykle towarzyszą tego typu publikacjom. Lektura utworów niegotowych, takich, których wartości autor nie był pewny, czy też – jak we wspomnianym przypadku – świadomie przez poetę odrzuconych, ma zawsze w sobie coś z podglądania.

Z drugiej strony odpowiedź na pytanie o przyczyny tych pominięć może być znacząca dla odczytania innych utworów artysty. Zwłaszcza gdy, jak w przypadku Zbigniewa Herberta, mamy do czynienia z dość pokaźną liczbą takich tekstów. „Utwory rozproszone (Rekonesans 2)” to książka licząca ponad 550 stron, podczas gdy „Wiersze zebrane”, opublikowane przez Wydawnictwo a5 w tym samym formacie i analogicznej szacie graficznej, mają ich 800. Już nawet sam procentowy udział twórczości „pozakanonicznej” w całości dzieła nie pozwala zlekceważyć tej części dorobku. A trzeba dodać, że w drugim wydaniu „Utworów rozproszonych” pominięto w całości zbiór miłosnych juweniliów „Podwójny oddech”, który pojawił się w pierwszej edycji.

Między czułością a ironią

Z pewnością „Utwory rozproszone (Rekonesans 2)” nie są książką dla wszystkich. To raczej pozycja dla zdeklarowanych miłośników poezji Zbigniewa Herberta, którzy chcą pogłębić swoją wiedzę o autorze „Pana Cogito”. Dla nich możliwość obserwowania od kuchni rozwoju poety będzie pasjonującą przygodą. Najlepiej czytać tę książkę razem z „Wierszami zebranymi”, traktując ją jako ważne uzupełnienie, pomagające lepiej zrozumieć kanon. Łatwiej dostrzec konsekwencję artystycznych wyborów Herberta, kiedy widzimy, jakie teksty odrzucał: te z katarynkową rytmiką albo takie, w których dostrzec można zbyt silne wpływy innych poetów, np. Józefa Czechowicza. Ale też zbyt sentymentalne. Czułość pozostaje w wierszach autora „Epilogu burzy” kategorią kłopotliwą. Z jednej strony – jak pisał w jednym z późnych utworów – streszcza ona „tragedię na romans kuchenny”, z drugiej – ocala to, co w nas najbardziej ludzkie, jak „dwie krople/ zatrzymane na skraju twarzy” z wiersza otwierającego debiutancką „Strunę światła”. Teraz rozważania na ten temat zostały poszerzone o jeszcze jeden tekst – niejednoznaczną „Litanię do Ironii”, gdzie miejsce „wielkiego ciepłego bezwładu” i „łagodności przebaczającej” zajmuje „Ironia/ patronka pokonanych”. Czy jednak „gorzka mądrość”, która się z tym wiąże, naprawdę jest czymś dobrym? Zakończenie wiersza podaje to w wątpliwość:

i ujrzymy w jaskrawym świetle skłębione stado istot wstrząsanych dreszczem pożądania i nienawiści

Dzięki tytanicznej pracy wykonanej przez Ryszarda Krynickiego – polegającej nie tylko na odczytaniu wierszy z rękopisów i uporządkowaniu ich, ale także na przygotowaniu wyczerpujących przypisów, które wyjaśniają redakcyjne niuanse – wielbiciele tej poezji będą mieli wiele podobnych zagadek do rozwiązania. Ale przecież po to jest poezja, by się z nimi mierzyć. 

  Zbigniew Herbert Utwory rozproszone (Rekonesans 2) Wydawnictwo a5 Kraków 2017 ss. 552

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.